Mój codzienny makijaż: produkty których używam

26 października 2015
Komentarze: 11

W dzisiejszym wpisie goszczą produkty, których używam do mojego codziennego, ekspresowego makijażu. Jeśli jesteście ciekawe jaki jest mój sprawdzony zestaw, zapraszam do lektury!

Jak wspomniałam we wstępie, mój makijaż na co dzień jest ekspresowy. Pewien mały domownik nie ma cierpliwości do mojego stania przed lustrem (chociaż sama mogłaby się przeglądać godzinami!). Czasami pozwoli mi zaszaleć, ale raczej nastawiam się na to, że mam dosłownie 10min i ani chwili dłużej (a są dni, że 10min to już dużo). W takim czasie nie da się zrobić perfekcyjnego makijażu od A do Z, ale na pewno jest to wystarczająco, żeby trochę się podrasować (i wyjść coś załatwić/ po zakupy na bazarek / na spacer do parku.. cóż, tam też trzeba wyglądać ;)). Tak serio, mi osobiście takie minimum makijażu pozwala poczuć się lepiej w swojej skórze. Męża już mam, więc nie maluję się dlatego, że a nuż trafię na księcia z bajki kupując ziemniaki. Moment robienia makijażu jest dla mnie po prostu przyjemny i nie zamierzam go sobie odmawiać 🙂 Również moja cera nie jest na tyle jednolita, żebym czuła się komfortowo bez podkładu. A jak już nałożę podkład, to aż się prosi żeby zrobić resztę.

Ponieważ każda minuta jest cenna, nie chcę tracić czasu na zastanawianie się czego użyć. Mam dobrany żelazny zestaw, który służy mi codziennie przez pewien okres. Zmienia się on wraz z porą roku, czasem nastrojem, a co jakiś czas zmieniam kosmetyki, żeby nie leżały i się nie kurzyły. Na ten moment mój makijaż opiera się na:

Produkty do twarzy

W przypadku twarzy jestem wierna dwóm produktom: podkładowi La Roche-Posay Toleriane (o którym więcej pisałam we wpisie o pielęgnacji) oraz pudrowi antybakteryjnemu w kamieniu Synergen (marka Rossmannowa). Jest bardzo tani (ok 10 zł), jego trwałości nie mam nic do zarzucenia. Jest jedynie średnio wydajny, ale starcza na minimum pół roku przy codziennym używaniu.

Pod oczy używam rozświetlającego korektora KOBO Modeling Illuminator. Nie jest to dobrze kryjący produkt, ale ja takiego nie potrzebuję – nie mam problemów z zaczerwienieniem czy zasinieniem w okolicach oczu. Ładnie rozświetla spojrzenie i to mi wystarcza. Jednak nie poleciłabym go dla osób potrzebujących mocniejszego krycia.

Kolejny kosmetyk bez którego trudno mi sobie wyobrazić makijaż, to róż. Ostatnio bardzo polubiłam się z nowością, czyli różem mineralnym z Amilie Minerals Cosmetics. Ponieważ nie znałam tej marki, zamówiłam trzy małe saszetki (0,25g) na próbę. Szczególnie przypadł mi do gustu odcień Coconut Shell. Taki jak lubię; ciepły, brzoskwiniowy odcień, ładnie stapiający się ze skórą. Bardzo ładnie komponuje się z rozświetlaczem Lovely GOLD highliter, który stał się moim hitem (i nie tylko moim, zachęcam do zapoznania się w opiniami na jego temat). Wszystko co o nim piszą, to prawda! Za cenę 9 zł możemy mieć naprawdę genialny produkt. Fakt, wiele dziewczyn pisze o kiepskiej jakości opakowaniu, ale za taką kwotę nie można wymagać nie wiadomo czego. Dla mnie ważniejsza jest zawartość. Rozświetlacz jest złoty, będzie więc pasował dziewczynom o ciepłej karnacji (bardzo ładnie podkreśla opaleniznę, będzie więc idealny również na lato). Wymiennie z różem mineralnym używam produktu Zoeva Luxe Color Blush – w odcieniu Shy Beauty. Róże Zoevy, tak samo jak cienie, mają w swoim składzie witaminę E. W ofercie jest 6 odcieni do wyboru, jednak ten najbardziej wpadł mi w oko po wstępnym obejrzeniu kolorów w internecie. Jest widoczny, ale nienachalny i również wpada w brzoskwinię, co mi akurat najbardziej odpowiada.

Podkład, puder oraz róż to moja złota trójka i używam ich codziennie – pod warunkiem że wychodzę z domu, w przeciwnym razie daje skórze pooddychać.

na górze: podkład Toleriane, korektor KOBO i NYX niżej od lewej (swatche): róż mineralny, Zoeva

na górze: podkład Toleriane, korektor KOBO i NYX
niżej od lewej (swatche): róż mineralny, Zoeva

rozświetlacz Lovely

rozświetlacz Lovely

Produkty do oczu

W codziennym makijażu jako bazy pod cienie używam korektora NYX HD Photogenic Concealer. Szczerze powiedziawszy nie zachwycił mnie – kryje kiepsko, ale tak jak mówiłam, moja skóra pod oczami nie wymaga super krycia, jednak skreśla go fakt że wysusza skórę pod oczami. Dlatego też zużywam go na powieki, które mam dość tłuste i tutaj nie robi żadnej krzywdy. Cienie trzymają się na nim w porządku. Od święta, kiedy chcę żeby makijaż był naprawdę trwały, stosuję bazę matującą Zoevy, która sprawdza się rewelacyjnie.

Jeśli chodzi o cienie, w makijażu dziennym od dłuższego już czasu króluje nieprzerwanie paletka Zoeva Naturally Yours. Najczęściej powiekę ruchomą pokrywam w całości beżowym cieniem „Pure”, następnie na nim delikatnie rozcieram brąz „Soft & sexy”, a załamanie modeluję ciemniejszym brązem wpadającym w bordowy „Forever yours”. Na dolną powiekę aplikuję piękny brąz „Sweet sound”. Na linii rzęs maluję cienką kreskę czarnym „Timeless chick”. Wewnętrzny kącik rozświetlam złotym „Casual elegance”. Alternatywnie, kiedy mam mniej niż 10min, maluję na dolnej lub górnej linii rzęs mocno roztartą kreskę w kolorze śliwki – do tego celu używam ulubionej kredki z Yves Rocher 3 in 1 eye pencil w kolorze 02 Prune.

Cienie Zoeva: na górze od lewej: Pure, Sof & sexy, Forever yours na dole od lewej: Casual elegance, Sweet sound

Cienie Zoeva:
na górze od lewej: Pure, Sof & sexy, Forever yours
na dole od lewej: Casual elegance, Sweet sound

Obowiązkowym punktem jest również zaznaczenie linii wodnej. Taki zabieg nie tylko powiększa oko, ale nadaje spojrzeniu świeżości. Tutaj mam dwie ulubione kredki, których używam wymiennie. Sephora Long lasting kohl pencil w odcieniu 07 (Infinite beige), oraz Rimmel Scandaleyes w odcieniu 002 (Bulletproof beige). Kohl z Sephory jest matowy, natomiast kredka Rimmel jest rozświetlająca więc dodatkowo optycznie niweluje zmęczenie oka (wybawienie po ciężkiej nocy!).

od lewej: Sephora, Rimmel

od lewej: Sephora, Rimmel

Brwi podkreślam kredką Catrice Eye Brow stylist w odcieniu 030. Sprawdza się dobrze, jest dość miękka i daje naturalny efekt. Nadmiar produktu można wyczesać grzebykiem. Kredka jest dla mnie optymalna, nie trzeba się dużo napracować (produkty do brwi w postaci farbki wymagają dużej precyzji), a efekt jest zadowalający.

W dni kiedy mam czas tylko na minimum, skupiam się na rzęsach. Ostatnio używam zamiennie trzech tuszy: L’oreal Volume Million Lashes Féline, Rimmel Wake me up i Estée Lauder Sumptuous Extreme. Każdy z nich sprawia, że rzęsy są pogrubione, naprawdę czarne i pięknie rozdzielone. Żaden się nie osypuje. Na pierwszy zdecydowałam się, bo uwielbiam tusze Volume Milion Lashes (moim faworytem jest So Couture). Drugi skusił mnie ogórkowym zapachem – serio, pachnie jak świeżo pokrojony zielony ogórek, genialne! Trzeci to próbka którą dostałam gratis przy okazji zakupu podkładu tej marki. Być może w przyszłości kupię pełnowymiarowe opakowanie, bo tusz sprawuję się naprawdę na 6! I oczywiście zalotka, bez zalotki ani rusz. Obecnie używam tej z H&M – jest bardzo fajna i tania (ok 20 zł).

20151026_102246

Produkty do ust

Moim ulubieńcem jest pomadka Inglot w numerze 51. Kolor określiłabym jako Nude. Dobrze nawilża i nie można nią sobie zrobić krzywdy, nawet malując się bez lusterka. Lubię również używać pomadek, obecnie najczęściej sięgam po ChapStick o zapachu Cherry. Nie jestem jakąś ogromną fanką działania ChapSticka, ale ten zapach… Czasem nachodzi mnie na małe kolorystyczne szaleństwo – stawiam wtedy na fuksję. Mam cztery ulubione produkty do ust w tym odcieniu: konturówkę Golden Rose nr 203, pomadkę Essence kolor nr 09 o wdzięcznej nazwie Wear Berries!, oraz trwałe lakiery do ust: z Sephory – 05 Fuchsia oraz Make Up Revolution – Keep Laying for you. Kolory są obłędne!

od lewej na górze: Essence 09 Wear berries!, Make Up Revolution Salvation velvet lacquer / Keep lying for you, Sephora Rouge infusion / 05 Fuchsia od lewej na dole: Golden Rose Lip Liner 203, Inglot Pomadka do ust nr 51

od lewej na górze: Essence 09 Wear berries!, Make Up Revolution Salvation velvet lacquer / Keep lying for you, Sephora Rouge infusion / 05 Fuchsia
od lewej na dole: Golden Rose Lip Liner 203, Inglot Pomadka do ust nr 51

od lewej: Essence 09 Wear berries!, Make Up Revolution Salvation velvet lacquer / Keep lying for you, Sephora Rouge infusion / 05 Fuchsia, Golden Rose Lip Liner 203, Inglot Pomadka do ust nr 51

od lewej: Essence 09 Wear berries!, Make Up Revolution Salvation velvet lacquer / Keep lying for you, Sephora Rouge infusion / 05 Fuchsia, Golden Rose Lip Liner 203, Inglot Pomadka do ust nr 51

20151026_103655

I to tyle jeśli chodzi o kosmetyki do codziennego makijażu. Jeśli macie ochotę poznać któryś z pokazanych tu produktów bliżej, chętnie naszykuję recenzję. Koniecznie dajcie znać w komentarzach! Z przyjemnością poczytam też jakie są Wasze „must have” na co dzień 🙂

  • Sporo tego! 🙂
    Ja też nie wychodzę z domu bez minimum makijażu, źle się wtedy czuję. Moje minimum jest trochę mniejsze od Twojego – podkład, cienie, róż, tusz 😀 Czasem dodatkowo lub zamiast cieni eyeliner. Trochę nie lubię w sobie tego, że jak zacznę używać jednego cienia, to się go trzymam i przez kilka miesięcy maluję się identycznie, najczęściej w jakieś beżo-brązy. No ale czasem po prostu brak czasu na inwencję twórczą 😉

    • Dopiero jak zaczęłam zbierać rzeczy do tego postu, to uświadomiłam sobie że trochę tego jest 😉 Rozumiem że trzymasz się sprawdzonego makijażu, co tam, grunt to dobrze się w nim czuć! A do zmiany cieni co jakiś czas mogę Cię osobiście mobilizować 😀

  • Jeżeli chodzi o moje „must have” to zdecydowanie jest to tusz do rzęs, cienie do brwi/tusz to brwi oraz róż do policzków. Niestety jestem posiadaczką bardzo jasnych brwi i muszę je lekko podrasować, bo bez tego wyglądam jakbym ich nie miała albo była chora. Róż aktualnie mam MAC Margin Frost i jestem bardzo zadowolona, delikatnie rozświetla moją dość jasną cerę. Tusz do rzęs mam nowy. Przyjechał z PL- wegański, Catrice Glamour Doll, ładnie podkręca rzęsy. W ogóle lubię te tusze Catrice. Również tej samej firmy mam zestaw do stylizacji brwi.

    • Też lubię produkty Catrice, mają rozsądne ceny i przyzwoitą jakość 🙂 Niestety są dostępne w Naturze, do której mam daleko (a może i „stety” ;). Ew. można zamówić z drogerii internetowej 🙂

      Róż jeden z moich ulubionych to Smash box, potem Zoeva. MAC nigdy nie próbowałam, teraz kupię większe opakowanie tego mineralnego, bo jet genialny!

      Dzięki za podzielenie się swoimi must have 🙂

  • Ola Moskalewicz

    Muszę się kiedyś do Ciebie zapisać na warsztaty z używania różu. Na co dzień nie używam go prawie nigdy, a jak czasem mnie podkusi i spróbuję zaszaleć, to zamiast zaplanowanego optycznego wysmuklenia owalu twarzy, osiągam efekt „hoża dziewoja”. A mój codzienny (albo prawie codzienny, bo bywają dni, kiedy myślę sobie: a w dupie mam, nie maluję się wcale, i tak jestem piękna) zestaw to: podkład Dream Satin Liquid Maybelline, paletka cieni Nude Lovely, jedyny eyeliner, którego potrafię używać, czyli Miss Sporty Cat Eye i tusz (tu mi się często zmienia, ostatnio na wyprzedaży w drogerii Kontigo kupiłam za psi grosz zupełnie fajny tusz Eveline Extension Volume). No i nie ruszam się z domu bez balsamu do ust – mój numer 1 to Tisane, ale lubię też Bebe Young Care, który nadaje dodatkowo ładny różowy odcień.

    • Hoża dziewoja <3 uwielbiam!

      Oczywiście zapraszam na warsztaty i nie mogę tutaj nie wspomnieć, że do wysmuklenia owalu twarzy służy bardziej bronzer, z którego używania również chętnie Cię przeszkolę 😉 Różem też można osiągnąć efekt złagodzenia rysów, ale bardziej ma on za zadanie ożywić twarz i sprawić, żeby wyglądała naturalnie i promiennie. Aczkolwiek hoża dziewoja jest niepożądana 😉

      Posiadasz bardzo fajny zestaw bazowy! Swego czasu używałam podkładu Maybelline (tyle że Affinitone) i bardzo go sobie ceniłam. Paletka Nude Lovely weszła dzięki Tobie do stałego użycia u mojej Mamy! Jeśli chodzi o eyeliner w pisaku, ponoć rewelacyjny jest Super Liner Superstar L’Oreala. Na pewno droższy, ale jak wspominałam we wpisie o promocjach, niedługo rusza 49% zniżki w Rossmannie, więc warto zapolować 🙂 Z tuszami Eveline mam dobre doświadczenia, niedrogie a dają radę! Tisane uwielbiam i jeszcze Carmex, ale nie każdemu odpowiada jego miętowy smak 🙂 Bebe również jest super!

  • Mialam kiedys ten tusz z Estee Lauder i bylam nim zachwycona. Jednak najlepsza maskara jaka kiedykolwiek mialam jest Hypnose od Lancome. Chociaz przyznam, ze ten ogorkowy tusz do rzes mnie kusi 😀 Zapach ogorka? Intrygujace 🙂

    • Naprawdę robi cuda! A Hypnôse akurat nigdy nie miałam, bo czytałam o nim różne skrajne opinie i jakoś żal mi było wydawać na niego kasę.. ale może niesłusznie! Ogórkowy tusz jest suuuper! Naprawdę pachnie jak świeży zielony ogórek, czad! (Zapach nie ulatuje z czasem, czego się obawiałam). I w ogóle jest fajny, już abstrahując od zapachu 🙂

      • Ja dostałam Hypnose w prezencie więc uważam, że był bardzo trafiony 😀 A ogórkową maskarę kupię jak tylko skończę, tę którą używam w chwili obecnej. Rzęsy pachnące ogórkiem – to dopiero czad 😀

        • Aaa to chyba że tak! No, super przyjemnie się go używa, tusze dość specyficznie i niekoniecznie ładnie pachną, więc ktoś miał niezły pomysł!

  • Pingback: Co warto kupić na promocji w Rossmannie #2: makijaż oczu | Feminine()

Close