Naturalna pielęgnacja twarzy: pięć produktów na piątkę

21 marca 2016
Komentarze: 15

Ostatnio temat mojej pielęgnacji poruszałam dokładnie pięć miesięcy temu. W ciągu niecałego pół roku zmieniło się… wszystko 🙂 Nabrałam większej świadomości odnośnie składów, odważyłam się odstawić preparaty apteczne i muszę powiedzieć że wyszło mi to tylko na dobre. Zapraszam Was do czytania, jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o moich pięciu produktach na piątkę, które mają zbawienne działanie na moją cerę problematyczną.

Na czym opierała się pielęgnacja mojej cery w październiku zeszłego roku możecie zobaczyć TUTAJ. Nie ukrywam, że stosowałam rzeczy które teraz uważam za bardzo nietrafione dla mojej skóry. Chcę też od razu zaznaczyć, że nie oceniam osób które używają tych produktów. Każda cera jest inna, nie ma zatem dwóch takich samych sprawdzonych pielęgnacji. Ja poprzez ten post i podzielenie się z Wami moim sposobem, chcę pokazać przy okazji kilka ciekawych kosmetyków o świetnym składzie oraz być może ośmielić Was do zmiany na kosmetyki naturalne. Zaplanowany mam również post „Dlaczego nie wrócę już do kosmetyków drogeryjnych”. Wiem że jest kilka argumentów zdających się przemawiać na ich korzyść, ale ja chcę pokazać że to pozory i mimo wszystko warto zainteresować się lepszymi składami.

Przechodząc do tematu dzisiejszego postu. Jeśli zajrzałyście do poprzedniego wpisu na temat pielęgnacji, na pewno zauważyłyście że nie stosuję już żadnego z tamtych produktów. Cześć skończyłam, inne po prostu odstawiłam niezużyte. Przeprowadziłam małą rewolucję która zachodziła etapami, aż doszłam do tego momentu. Te pięć kosmetyków sprawia, że moja cera ze smutnej, szarej, przesuszonej i nieszczęśliwej stała się: promienna, gładka, jędrna, miękka, nawilżona i oczywiście nie muszę dodawać że szczęśliwa! A jeśli moja skóra jest szczęśliwa, to i ja jestem 🙂

Opis problemu

Problem z którym borykam się od lat to trądzik różowaty. Mogłoby się wydawać że to schorzenie skóry tyczy się osób po trzydziestym roku życia (czyli na ten moment również mnie), jednak objawy mogą zacząć występować dużo wcześniej. Tak było w moim przypadku – pierwsza diagnoza została postawiona parę ładnych lat temu (nie pamiętam dokładnie, ale około 20 roku życia). Niestety odziedziczyłam tą przypadłość i nie mam na to wpływu. Jednak zrozumiałam że samą pielęgnacją mogę znacząco wpłynąć na poprawę stanu cery.

Przechodziłam już przez wiele kuracji; kwasami, innymi zabiegami u kosmetyczki, antybiotykiem, maściami.. czego to ja nie próbowałam, mogłabym wymienić chyba większość dostępnych na rynku środków na leczenie trądziku różowatego. Wydałam na to wszystko krocie. Jednak po zakończonym leczeniu, czy serii zabiegów wszystko wracało do „normy”. Cera zaczerwieniona, sucha jak wiór, cienka, wrażliwa. Jednym słowem – masakra. Jeszcze kilka miesięcy temu nie odważyłabym się pójść spać bez nałożenia na twarz jednego z preparatów aptecznych które zapisała mi dermatolog. Jej słowa były święte. Ale w końcu dojrzałam do tego, żeby stopniowo je odstawić (był to żel Skinoren Rosacea oraz maść Aknemycin). Nie twierdzę, że nie przyczyniły się one do poprawy stanu cery, bo przez okres ich stosowania (kilka miesięcy) zniknęły podskórne grudki, zmniejszyło się zaczerwienienie. Co nie zmienia faktu, że moja twarz błagała o nawilżenie. Tyle że czego bym nie stosowała, dalej był to obszar pustynny. Nie mogłam znaleźć sposobu jak tę moją biedną skórę napoić. Wreszcie podjęłam decyzję o drastycznych zmianach. Stwierdziłam że muszę zaryzykować i zobaczę jak będzie, w najgorszym wypadku wrócę z podkulonym ogonem do maści. Ale wiecie co? Nie musiałam. I nie zamierzam!

Jestem już przekonana, że stosowanie produktów o dobrym składzie może wpłynąć zbawiennie nawet na cerę o tak poważnym problemie jakim jest trądzik różowaty. Niestety jest to choroba nieuleczalna, można jedynie łagodzić jej objawy. Nie mam zdjęć twarzy które mogłabym porównać, ale nawet gdybym miała, nie wiem czy odważyłabym się je upublicznić. Moja cera w dalszym ciągu jest daleka od ideału, ale to co było rok czy kilka lat wstecz stanowiło naprawdę nieciekawy widok. Poza okresem ciąży, gdzie jak za dotknięciem magicznej różdżki cera była piękna, ale w ciąży nie jest się wiecznie (w sumie może to lepiej ;)).

Wybaczcie ten przydługi wstęp, ale dla osób z podobnymi perypetiami skórnymi może będzie on istotny.

Pięć produktów na piątkę

Jeśli chodzi o stosowane obecnie produkty, opieram się na pięciu kosmetykach, które razem działają po prostu idealnie. Pewnie nie można nazwać tej pielęgnacji minimalistyczną, bo jednak używam tego sporo, ale zauważyłam że moja cera nie reaguje źle na taką ilość składników – prawdopodobnie dlatego, że w każdym z tych kosmetyków zawarte jest samo dobro 🙂 Żadnych substancji drażniących, wysuszających, powodujących alergię. Pomyślałam że tym razem podzielę ten post na pielęgnację poranną i wieczorną.

Pielęgnacja poranna

Rano myję twarz mydłem potasowym Herbs & Hydro z ekstraktem z pereł, jako toniku używam płynu z żyworódki pierzastej. Najlepsze w nim jest to, że należy przechowywać go w lodówce. Taki zimny okład stosowany rano na twarz cudownie budzi do życia. Następnie nakładam krem ultranawilżający Resibo.

Pielęgnacja wieczorna

Wieczorem również używam mydła Herbs& Hydro (przez nie nawet mój ukochany olejek Resibo poszedł chwilowo w odstawkę!), ponieważ zwykle mam na twarzy jakieś produkty do makijażu wspomagam się ściereczką dołączoną właśnie do wspomnianego olejku lub szczoteczką soniczną Foreo Luna (która czeka w kolejce na recenzję). Kolejny krok to tonizowanie – wieczorem raczej nie mam ochoty na lodowaty kompres z żyworódki, sięgam więc po hydrolat różany z Ministerstwa Dobrego Mydła. Czekam aż chwilę się wchłonie i nakładam na twarz serum rozświetlające Iossi.

Jeśli chodzi o krem pod oczy, cały czas używam zarówno na dzień jak i na noc Bio kremu Make Me Bio z witaminą E i ekstraktem z ogórka. Jest naprawdę niesamowicie wydajny, mam go od czterech miesięcy a końca nie widać. Mała pompka wystarczy, ponieważ krem jest bardzo skoncentrowany. Lubię jego działanie, to pierwszy krem pod oczy po użyciu którego odczuwam różnicę – skóra jest napięta i nawilżona, a tego przede wszystkim oczekuję.

make me bio

Poniżej znajdziecie kilka słów o każdym z pięciu wspomnianych produktów:

  • Mydło potasowe z ekstraktem z pereł – Herbs&Hydro

herbs and hydro

Testuję je dosłownie kilka dni, ale pokochałam od pierwszego użycia. Oto jego skład oraz informacje które znajdują się z tyłu opakowania:

skład

Ekskluzywne mydło polecane do skóry zarówno tłustej i mieszanej, suchej i odwodnionej, dojrzałej i zmęczonej, trądzikowej oraz z rozstępami. Wyciąg z pereł pozwala zachować właściwy poziom kolagenu, poprawia również ukrwienie skóry, dzięki czemu zyskuje ona znakomitą kondycję oraz witalność.

Tak, tak, TAK! Nic dodać, nic ująć. Przyznam że kiedy zobaczyłam nazwę tego mydła (potasowe) trochę obawiałam się jego zapachu, ale niesłusznie, bo jest bardzo ładny i delikatny. To mydło nie spowoduje po umyciu uczucia ściągnięcia czy suchości, wręcz przeciwnie! Co więcej czuć że cera jest naprawdę czysta i świeża, a nie tylko obmyta po wierzchu – ja przynajmniej miałam takie wrażenie po wielu preparatach do mycia. Dodatkowo dla mnie wielkim plusem jest praktyczne opakowanie z pompką.

Pod koniec tygodnia, w ramach cyklu „Naturalnie o kosmetykach” pojawi się bardzo ciekawy wywiad z przesympatycznymi właścicielami marki Herbs&Hydro, a mydełko trafi do sprzedaży za jakiś czas, wraz z siedmioma innymi wariantami, w dwóch kierunkach zastosowań. Będzie z czego wybierać!

  • Płyn z żyworódki pierzastej – EkaMedica

żyworódka

Na stronie producenta dowiadujemy się, że: płyn z żyworódki pierzastej zawiera flawonoidy, katechiny, witaminę C i mikroelementy: glin, magnez, selen, wapń, potas, krzem, mangan, miedź i inne. Jest stymulatorem biogennym. Działa antybakteryjnie. Wyciąg z żyworódki pierzastej pomaga regenerować też skórę. Preparaty z żyworódki usuwają łupież, zapobiegają wypadaniu włosów i regenerują cebulki włosowe.

Póki co nie stosowałam go jeszcze do skóry głowy, ale nie wykluczam tego! W każdym razie w roli toniku sprawdza się świetnie. Żyworódka w ogóle jest niezwykle ciekawą rośliną o wielu właściwościach. W sprzedaży dostępne są różnego rodzaju gotowe wyciągi, ale równie dobrze można hodować ją w domu.

  • Hydrolat różany eko – Ministerstwo Dobrego Mydła

Jeśli czytacie mojego bloga od jakiegoś czasu, wiecie już że uwielbiam wszystko co ma różany zapach. Odkąd tylko zobaczyłam ten hydrolat, wiedziałam że prędzej czy później będzie mój. Nadaje się zarówno do odświeżenia cery, jak i demakijażu (zamiast wody lub toniku / płynu micelarnego). Można nim również spryskać ubranie czy poduszkę przed snem.

Na stronie producenta czytamy o nim:

Doskonale nawilża, wykazuje działanie antyseptyczne, lekko napina skórę delikatnie wygładzając zmarszczki. Dba o skórę suchą, naczynkową. Polecamy go szczególnie w rytuale porannej lub wieczornej pielęgnacji: oczyszczamy nim twarz oraz dekolt i na tak nawilżoną skórę nakładamy kroplę wybranego oleju (np. z nasion malin). Skóra pozostaje miękka i nawilżona.

Ja akurat na ten moment stosuję inny olej, a raczej serum o którym przeczytacie poniżej. W przyszłości będę jednak chciała wypróbować olej z orzechów lasowych, właśnie z Ministerstwa Dobrego Mydła. Co do samego hydrolatu, używa się go bardzo przyjemnie. Odświeża, nawilża i rzeczywiście lekko napina skórę. Ja akurat za tym uczuciem nie przepadam, więc jak tylko się wchłonie wmasowuję w twarz serum.

  • Serum rozświetlające – IOSSI

serum iossi

To serum to chyba mój największy ulubieniec z całej piątki. Jest genialne, jednak nie chcę się o nim teraz rozpisywać, ponieważ planuję na jego temat oddzielny post. Potrzymam Was jeszcze trochę w niepewności 😉

  • Krem ultranawilżający – Resibo

resibo

Do tego kremu będę miała najmniejszy sentyment i raczej już do niego nie wrócę. Co nie zmienia faktu, że jest on bardzo dobry i nie mogę zarzucić mu nic złego. Chyba drażni mnie nieco jego ziołowy zapach i ma jak dla mnie troszeczkę za ciężką konsystencję (jeśli użyje się go za dużo i dobrze nie rozprowadzi, zaczyna się rolować).

Jednak zgadzam się z tym co pisze o nim producent:

Zawiera aż 14 składników nawilżających, m.in. olej arganowy, Aquaxtrem tm, czyli wyciąg z korzenia rabarbaru, Cristalhyal – specjalnej budowy kwas hialuronowy czy Omega Plus – mieszaninę olejów zimnotłoczonych. To prawdziwa bomba witaminowo-odżywcza. Do kremu dodaliśmy również filtr mineralny SPF 10, który jest wspierany dodatkowo przez galactoarabinan, czyli wyciąg z drzewa modrzewiowego – zwiększa on ochronę przeciwsłoneczną oraz zapobiega przeznaskórkowej utracie wody. Filtr ma optymalną wysokość do codziennego stosowania. Krem jest lekki, świetny pod makijaż, nie bieli. Doskonały również dla osób, które borykają się z niedoskonałościami – zawarty w nim olejek manuka działa antybakteryjnie i przeciwzapalnie.

To naprawdę porządny krem, który mogę polecić, po prostu ja się z nim szczególnie nie polubiłam. Widziałam że wiele osób woli ich krem odżywczy. Ja jednak raczej go nie wypróbuję, kiedy skończę ten, planuję sięgnąć po któryś z kremów z oferty Make Me Bio – Orange Energy lub Garden Roses (niespodzianka.. 😉 bądź Iossi z olejem z awokado. Wszystkie trzy testowałam i wiem że będę miała duży problem z wyborem.

PicMonkey Collage

Serum rozświetlające z witaminami– 89,00 zł / Mydło potasowe z ekstraktem z pereł – w sprzedaży wkrótce / Hydrolat z róży damasceńskiej – 22,00 zł / Płyn z żyworódki pierzastej – ok 26 zł / Krem ultranawilżający – 79,00 zł

Ciekawa jestem jak wygląda Wasza pielęgnacja. Czy zwracacie uwagę na składy kosmetyków których używacie? A może stosujecie któryś produkt z mojej złotej piątki? 🙂

Przypominam, że na blogu pojawił się niedawno wpis ze sprawdzonymi miejscami w internecie, gdzie można zakupić naturalne kosmetyki.

  • Świetne zestawienie! I znowu IOSSI…kusi mnie z każdej strony 🙂 Już nawet wpisałam na listę zakupów, ale wciąż coś mnie powstrzymuje przed zakupem. A na pytanie, czy zwracam uwagę na skład kosmetyków, chyba nie musze odpowiadać. Chyba wiesz 🙂

    • Olga, dziękuję za komentarz 🙂 Nie opieraj się pokusie, tej nie warto! Wiem że te produkty nie są najtańsze ale jakość jest naprawdę rewelacyjna i dodatkowo są mega wydajne, tzn. przynajmnjej te których próbowałam, ale myślę że pozostałe tak samo 🙂

      A z odpowiedzi na pytanie o składy jesteś zwolniona 😉

  • Nie słyszałam o firmie Iossi więc czekam niecierpliwie na Twoją recenzję (?). Zainteresował mnie też bardzo ten wyciąg z żyworódki pierzastej. Muszę o tym poczytać 🙂
    Z tego, co ja się orientuję to trądzik różowaty jest chorobą nabytą i jak to z chorobami skóry pojawia się w wyniku złej diety, zaburzeń hormonalnych, nieodpowiedniej pielęgnacji, stresu, braku ruchu etc. Jak widać na Twoim przykładzie da się go wyleczyć i myślę, że udało Ci się to nie tylko kosmetykami, ale też innymi zmianami, które wprowadziłaś w swoje codzienne życie 😀

    • Firmę Iossi niedługo przybliżę w ramach cyklu „Naturalnie o kosmetykach” 🙂 też poznałam ją niedawno!

      Z żyworódką poznała mnie moja mama kilka lat temu, rosła u niej na parapecie 🙂 to też świetny nauralny środek przy infekcjach!

      A co do trądziku na pewno masz rację, że zmiana trybu życia również przyczyniła się znacząco do poprawy stanu cery. Ale na pewno miałam / mam predyspozycje, bo obydwoje rodzice mają problemy z naczynkami.

  • Ja powoli dojrzewam do calkowitego odstawienia drogeryjnych kosmetykow. Malymi kroczkami pozbywam sie z lazienki tego co najwidoczniej mi nie sluzy, skoro od lat mecze sie z wypryskami i nadmiarem sebum. W Polsce juz czekaja na mnie cudenka od Make Me Bio. Chcialabym tez zaopatrzyc sie w hydrolat. Ostatnio szukalam fajnego kremu pod oczy, ale chyba juz znalazlam – po Twoich slowach nie trudno skusic sie na to ogorkowe cudo.
    Stawiam tez na oleje, naturalne peelingi,maseczki na baize zielonej glinki. Troche sie u mnie pozmienialo i to na dobre 🙂
    PS. Moja sciereczka wyglada masakrycznie w porownaniu do Twojej 😀

  • Hmm, jakbym czytałam swoją historię, tyle że ze skórą trądzikową jeszcze do niedawna… Skinoremu też używałam, ale w wersji normalnej, więc wiem, jak takie kosmetyki mogą wysuszać skórę. Zresztą moja skóra, mimo że mieszana, jest mega wrażliwa i ciągle woła pić. Naturalne kosmetyki bardzo ułatwiają jej pielęgnację. Ja głównie używam Clochee, Mokosh i concept zone. Przyznam szczerze, że nie znałam marek, które polecasz. Oprócz żyworódki, którą zachwyca się moja mama, kiedyś nawet dostałam od niej liście żyworódki, jak dostałam uczulenia na twarzy i pomogło. A Ciebie nie ściąga ten płyn żyworódkowy? Ciekawa jestem właśnie jak działa…
    Ciekawa jestem jeszcze tego kremu Resibo, bo lubię odżywcze preparaty, zwłaszcza na noc, byleby nie zapychały 🙂 No i serum rozświetlające 🙂

    • Witaj Gosiu, dzięki za podzielenie się swoimi doświadczeniami 🙂 Clochee i Mokosh znam, Concept Zone kojarzy mi się z produktami do włosów, ale może niesłusznie. Ja też żyworódkę znam dzięki mamie 😉 Ten płyn bardzo ściąga, ale przy okazji tak nawilża i uspokaja skórę że jestem w stanie to przetrwać, zresztą po chwili i tak nakładam krem więc nie jest to aż takie uciążliwe.

      To serum z wit. C polecam z ręką na sercu, Iossi ma w ofercie też ciekawe kremy! Tak jak mówię krem Resibo akurat najmniej mnie zachwycił, choć nie mogę o nim nic złego powiedzieć – skład bez zarzutu 🙂

      pozdrawiam!

  • Pingback: Migawki marca |()

  • O właśnie krem pod oczy! Ten mój już się kończy i chętnie wypróbuję coś nowego. Wiesz jak teraz oszczędnie podchodzę do zakupów kosmetycznych, więc już jak coś mam kupić to musi być sprawdzone cudeńko 😉 Twoja recenzja zadecydowanie zachęca do zakupu, więc zapisuje sobie na majową listę zakupową.

    • Krem pod oczy trafia zatem na listę do cyklu „Masz wybór” 🙂 Może wstrzymaj się moment z zakupem, bo będzie dużo fajnych propozycji! Choć ta moim zdaniem też jest super i przystępna cenowo 🙂

  • Karolina Stefaniak

    Uwielbiam naturalną pielęgnację <3 Do mich ulubionych naturalnych kosmetyków należą olejki eteryczne. Ostatnio szczególnie ukochałam sobie olejek z drzewa herbacianego od firmy Damai. Cudnie radzi sobie z moim trądzikiem i widać zauważalne efekty. Do tego zawsze mogę go użyć do kąpieli lub masażu. Nie wyobrażam sobie teraz życia bez niego <3

    • Rzeczywiście olejki eteryczne są cudowne i bardzo uniwersalne 🙂 Super że znalazłaś taki swój hit pielęgnacyjny!

    • Kamila Klimek

      Też bardzo lubię te olejki. Podoba mi się, że tak ważna dla nich jest jakość produktów i podkreślają to na każdym kroku. Przynajmniej nie kupuje się kota w worku bo na stronie mają info o wszystkich certyfikatach, jakie posiadają ich produkty.

      • No proszę, a ja nawet nie znałam tej firmy! Trzeba koniecznie nadrobić 🙂

  • Pingback: Top 10 kosmetycznych odkryć 2017 roku |()

Close