Rocznica przejścia na naturalną pielęgnację – moje odczucia + KONKURS!

17 listopada 2016
Komentarze: 20

Mniej więcej rok minął odkąd przejrzałam na oczy i zaczęłam przyglądać się składom kosmetyków, a w tych których używałam zrobiłam istną rewolucję. W październiku 2015, po niespełna miesiącu istnienia bloga, napisałam po raz ostatni o produktach z apteki, które wówczas wydawały mi się idealne. Ileż się zmieniło od tamtego czasu! Przeszłam długą drogę poszukiwań, testów, chwile lepsze i momenty zwątpienia, aby w końcu móc powiedzieć: tak, opłacało się. I tak, to ma sens. Skóra nie potrzebuje wielu składników aby być szczęśliwą. Do jakich jeszcze wniosków doszłam w tym czasie? Od czego wszystko się zaczęło? Czy czegoś żałuję? O tym przeczytacie w dzisiejszym wpisie, a na końcu czeka na Was konkurs!

Dwa słowa zanim zacznę. Stworzyłam ten wpis w pewnym celu. Aby pokazać Wam, że naturalna pielęgnacja nie jest prosta od samego początku. Niejednokrotnie trzeba przejść naprawdę długą drogę, żeby być w pełni zadowolonym. Jednak mój przykład pokazuje, że warto dokształcić się w kwestii składów i unikać nazwijmy rzeczy po imieniu – syfu w produktach które nakładamy na swoje ciało. Niestety w wielu przypadkach to co czytamy na etykiecie opakowania ma się nijak do zawartości. Powtarzam to po raz n-ty, na wypadek gdyby ktoś zawitał tu po raz pierwszy… 🙂

Przejdźmy więc do mojej historii w kilku zwięzłych punktach. Mam nadzieję że pomoże ona osobom które szukają swojej drogi w pielęgnacji, lub zniechęcone brakiem rezultatów po przejściu na kosmetyki naturalne mają ochotę rzucić to wszystko w diabły i wrócić do dawnych nawyków.

Początki…

Tak jak w przypadku bardzo wielu osób do analizy sytuacji skłoniły mnie problemy z własną cerą, skórą, włosami. Najgorzej było jeśli chodzi o twarz. Trądzik różowaty, cera tragicznie odwoniona (bo przesuszona to mało powiedziane) – mimo używania ‚super hiper nawilżających’ kremów aptecznych. Wrażliwa, zaczerwieniona. Obraz nędzy i rozpaczy. Skóra na ciele wiecznie sucha, na nogach wręcz łuszcząca się. Skóra głowy przetłuszczająca się w ciągu mniej niż jednego dnia..

Zaczęło do mnie docierać, że coś robię źle

Jeśli chodzi o odżywianie, nie miałam sobie wiele do zarzucenia. Ot jakiś mały grzeszek raz na jakiś czas, to nie mogło powodować aż takich zmian skórnych. Kosmetyki z apteki, drogie i skuteczne bo przecież zapisane przez dermatologa! Mimo to, stan cery wciąż się pogarszał, zamiast poprawiać.

W tym czasie rozważań i załamywania rąk, natrafiłam na dziewczyny z PiggyPeg. Jeśli ktoś jeszcze ich nie kojarzy, dla własnego dobra powinien to zmienić 🙂 Ktoś zwrócił mi również uwagę (a ten ktoś to Marta – Veganama), że zamieściłam na blogu recenzję produktu z SLS. Tak było, nie usunęłam jej, nie udaję że nic się nie stało. Nie miałam jeszcze wtedy świadomości że to źle, że żel pod prysznic zawiera SLS na drugim miejscu w składzie. Za to bardzo szybko się uświadomiłam. I nie wróciłam już do kosmetyków wątpliwej jakości.

Rewolucja na łazienkowej półce była totalna

Z dnia na dzień wszystkie kosmetyki które miały w składzie coś potencjalnie szkodliwego i które podejrzewałam o zły wpływ na skórę, wylądowały w zamkniętej szafce. Większość z nich znajduje się tam po dziś dzień, bo wyrzucić jakoś nie umiem, stosować dalej – szkoda skóry, oddać komuś? Czysta hipokryzja. Więc tak sobie leżą, zapomniane w ciemnym kącie, a ja nie mam na nie pomysłu.

Ile trwało zanim stan cery uległ poprawił?

Będę szczera – dłużej niż się spodziewałam. Moje myślenie było takie jak wielu osób. Skoro odstawiam niepożądane składniki, daję skórze wszystko co najlepsze, to ona mi się szybciutko odwdzięczy! No więc nie. I tak teraz myślę że nie było źle. Stan cery poprawił się diametralnie w ciągu tego roku, ale dużą różnicę zauważyłam już po kilku miesiącach. Teraz żałuję że nie robiłam takich kontrolnych zdjęć raz na jakiś czas, ale musicie wierzyć mi na słowo. Gdybym rok temu miała ocenić swoją cerę w skali 1-10, dostałaby może 2. Teraz to naprawdę mocne 8. Więc różnica zarówno wizualna jak i w moim samopoczuciu jest ogromna!

W poszukiwaniu pielęgnacji idealnej

Tak naprawdę ten proces trwa do dziś. Wciąż odkrywam produkty, które działają jeszcze lepiej niż inne. Na dzień dzisiejszy jestem zadowolona z kosmetyków których używam, ale wiem że jeszcze wiele przede mną.

Planuję natomiast post z moim subiektywnym rankingiem kosmetyków, odkrytych na przestrzeni tego roku. Takie naprawdę best of the best, zarówno jeśli chodzi o naturalną pielęgnację jak i makijaż 🙂

Co się nie sprawdziło?

Żeby nie było tak kolorowo 😉 Nie znalazłam jeszcze idealnego dezodorantu naturalnego, choć teraz testuję pewien i całkiem nieźle się zapowiada. Również okazało się że szampony w kostce z którymi wiązałam wielkie nadzieje są kompletnie nie dla mnie. Cóż, nie wszystko jest dla każdego i trzeba się z tym pogodzić 🙂

Sukcesy

Największy sukces związany z naturalną pielęgnacją, to zniwelowanie oznak trądziku różowatego w 90%. To taka dolegliwość która raczej nie ustępuje w pełni, ale można bardzo ograniczyć jej objawy i to mi się udało 🙂 Skóra jest też bardzo miękka, podczas gdy rok temu przypominała raczej tarkę. Zniknęły również bardzo nieestetyczne, czerwone podskórne krostki. Nie wiem tak naprawdę czy zawdzięczam to jakiemuś konkretnemu składnikowi (choć największe podejrzenia mam co do aloesu), czy po prostu zmianie kosmetyków na te o lepszym składzie. Ale efekt w tym względzie jest naprawdę imponujący.

Mam również dużo mniej przesuszoną skórę na ciele. Nie muszę sięgać po balsam po każdym prysznicu, a kiedyś nie było to możliwe, bo skóra na całym ciele dosłownie mnie ciągnęła. Taka zmiana na lepsze, to zasługa odpowiednich produktów do mycia i dobrej jakości maseł do ciała. Również włosy zachowują świeżość dłużej, a miałam ogromny problem z ich przetłuszczaniem (o tym również będę jeszcze pisać więcej).

Mój sukces to również każda Czytelniczka sięgająca po naturalne kosmetyki. Sprawia mi ogrom radości, kiedy piszecie że coś wypróbowałyście i się sprawdza. To daje sens mojej pracy wkładanej w tego bloga. Dziękuję w tym miejscu za każdą taką wiadomość 🙂

Co za dużo to nie zdrowo…

Na początku tak zachłysnęłam się ilością cudownych marek, kosmetyków, że testowałam za dużo jednocześnie. To droga donikąd. Cera szaleje od nadmiaru składników aktywnych, a my sami nie wiemy co działa najlepiej. Skóra szybko dała mi do zrozumienia, że co za dużo to nie zdrowo, nawet jeśli to same dobroci. Opamiętałam się więc w moment, zaczęłam bardzo ostrożnie łączyć produkty i zminimalizowałam ilość rzeczy stosowanych jednocześnie. To nieco wydłuża drogę dojścia do pielęgnacji idealnej, ale tu nie ma ścieżek na skróty!

Czy czegoś żałuję?

Że tak późno zaczęłam! 🙂 Druga kwestia to trudności w przekonaniu najbliższych, że naturalna pielęgnacja też jest skuteczna, a przy tym zdrowsza. Może na nich pora jeszcze nadejdzie, wciąż w to wierzę!


Kolejny rok będzie na pewno ekscytujący, bo przede mną jeszcze tyle do odkrycia! Być może nieznane dotąd produkty okażą się lepsze od tych, które na dzień dzisiejszy są moimi ulubieńcami. To bardzo prawdopodobne 🙂 Ale jedno wiem na pewno – nie będzie już szaleństw. Czuję że w drugim roku naturalnej pielęgnacji pójdę w ogromne upraszczanie i z mojej łazienki zniknie wiele kosmetyków. Jednak z głową, ale testować nowości będę dalej, bo to po prostu mój żywioł!

Naturalna pielęgnacja stała się dla mnie stylem życia

Wiem, że to nie chwilowa zachcianka z której zrezygnuję wraz z nowościami pojawiającymi się na drogeryjnych półkach (chyba że drogerie sukcesywnie będą poszerzać dział z produktami naturalnymi, czego bardzo bym chciała 🙂 ). W mojej głowie zaszła ogromna zmiana, wiele się dowiedziałam, nauczyłam i wciąż każdego dnia się uczę. Mam nadzieję że przekazuję Wam tę wiedzę i doświadczenia w przyjemny sposób i czerpiecie z tego dla siebie korzyści!

Tak jak napisałam we wstępie – skóra nie potrzebuje wielu składników, aby być szczęśliwą. „Co robisz, aby Twoja skóra była szczęśliwa?” Pisząc odpowiedź w komentarzu lub na maila (adres poniżej), bierzesz udział w konkursie, w którym do wygrania jest książka Adiny Grigore pod tytułem… „Szczęśliwa skóra” 🙂 Zachęcam do dzielenia się swoimi sposobami!

edit: Konkurs wygrywa Karina Olma, gratulacje!

20161117_131634


Zasady konkursu:

  • udział w konkursie jest dobrowolny
  • każdy uczestnik może zgłosić jedną odpowiedź
  • odpowiedzi zgłaszamy w komentarzach pod niniejszym postem lub pisząc na adres: kontakt@feminine.pl
  • konkurs potrwa do 24 listopada
  • wyniki ogłoszone zostaną do 28 listopada (w tym poście oraz na facebooku), po czym nagroda bezzwłocznie powędruje w ręce Zwycięzcy!  (jeśli tylko prześle mi on swoje dane do 1 grudnia) – w przypadku braku odzewu, wybiorę kolejną osobę
  • wyboru dokonam na podstawie subiektywnej opinii
  • koszty wysyłki pozostają po stronie Organizatora konkursu
  • To już rok? Czas mija zdecydowanie za szybko, ale z drugiej strony to jest fajne, bo daje nam możliwość takich fajnych podsumowań. To teraz ja policzę, ile to u mnie trwa? Jeśli się nie pomyliłam, to chyba właśnie w listopadzie minęły 4 lata <3

    • Też trudno mi uwierzyć że to już! Wow, to stosowałaś naturalną pielęgnację zanim to się stało modne 😀 odczuwasz jakąś różnicę te 4 lata temu i dziś? W dostępności produktów etc.?

      • Mi się wydaje, że właśnie wtedy, kiedy zaczynałam, naturalna pielęgnacja była już bardzo modna i już wtedy było mnóstwo blogerek, które o niej pisało. W ostatnim czasie nie zauważyłam, żeby nastąpiło jakieś większe zainteresowanie tym tematem, widzę natomiast, jak wiele nowych marek kosmetyków pojawiło sie na rynku. I to głównie polskich producentów. Gdy zaczynałam, Sylveco miało swoją wersję podstawową i zaczynało podbijać rynek. Było Fridge by Yde, Phenome, Laboratorium Femi, Pat&Rub. Chwilę później pojawiło się Nacomi (pamiętam, że robiłam u nich zamówienie, gdy część produktów nie była jeszcze przygotowana do sprzedaży), BIO IQ, Clochee, działały już dziewczyny z Fresh&Natural, które później miały jakąś przerwę, Orientana, tworzyła się też marka Your Natural Side. No i na wielkim topie były kosmetyki rosyjskie, bardzo prężnie działała już Biochemia Urody i Calaya. Jak to piszę, to się zaczynam czuć staro i jak jakiś dinozaur, he he 🙂 A jeśli zauważasz teraz większą popularność kosmetyków naturalnych, to chyba dlatego, że sama się tym tematem interesujesz i może też dlatego, że kosmetyki naturalne przestały już być traktowane jak coś, co stosują tylko eko-świry 🙂

        • No tak, masz rację że tak może być. I pewnie przez ten prężny rozwój rynku mam takie wrażenie 🙂

          • To fakt, nowe marki wyrastają jak grzyby po deszczu i co jedna to ciekawsza! 🙂

  • Świetnie, że tak szczerze opisałaś swoją przemianę! Ja jestem co do testowania bardzo ostrożna i staram się nie mieć zbyt dużo, chociaż czasami żałuję, że nie zrobiłam zapasów i muszę czekać na kolejna podróż do Polski (która na szczęście już za niecałe 2 tygodnie). Naturalna pielęgnacja zdecydowanie mi służy, ale też dochodziłam do swoich ulubionych produktów. Bardzo dobrze na całe moje ciało działają oleje, więc używam wielu (choć cera miała przejścia po nich początkowo). Naturalne maseczki, hydrolaty, peelingi domowe to jest to co uwielbiam <3

    • Rozumiem że to jest zgłoszenie w konkursie! 🙂 tak zwykle jest że rozeznanie w tym wszystkim chwilę zajmuje 🙂 a co planujesz kupić tym razem? 🙂

      • hehe eee zupełnie o tym zapomniałam 😛 Mogłam bardziej się postarać 😉 Muszę zakupić zapas hydrolatów i olejów głównie 🙂

        • Haha spoko 🙂 hydrolaty i oleje to jest to! A jak z tym w Szwecji w ogóle? Takie rzeczy są drogie?

    • Co do zapasów – ja nie przewidziałam, że nie ruszę się z NO przez ponad 6 miesięcy i skończyłam już wszystkie przywiezione szampony 🙁 I bieda, oj bieda 🙂

  • Ooo, to i ja się zgłaszam do konkursu! 🙂
    Aby moja skóra była szczęśliwa, otaczam ją czułością i miłością. Staram się nie katować jej nadmiarem pielęgnacji i makijażu. Czasami, kiedy wychodzę z domu bez żadnych „poprawek”, wiem, że mogłabym wyglądać lepiej, ale i tak jestem zadowolona, bo czuję, że moja skóra jest szczęśliwa 🙂
    Dodatkowo zaczęłam poświęcać więcej czasu na oczyszczanie buzi, testuję różne olejki i akcesoria do masażu. No i przynajmniej raz w tygodniu rozpieszczam skórę maseczką 🙂 Zawsze najpierw jej się przypatruję i zastanawiam, jakiej pielęgnacji potrzebuje w danym momencie. Jakoś tak wychodzi, że uszczęśliwianie mojej skóry poprawia również moje samopoczucie!

    • och, to bardzo mi miło że się zgłaszasz <3 cudowne sposoby na uszczęśliwianie skóry! zwłaszcza obserwacja jej bieżących potrzeb mi się podoba 🙂

  • To i ja się zgłoszę 🙂

    Dbam o skórę zaczynając przede wszystkim od środka. Mam bardzo stresującą prace, która kosztuje mnie często kilkanaście godzin doby. Stres często odbija się na mojej cerze, staram się w takich chwilach odpuścić, wyciszyć się. Brak czasu często sprawia, że nie mam czasu myśleć o jedzeniu, ale mimo tego zawsze planuję posiłki z wyprzedzeniem, gdy jadam na mieście też wybieram miejsca, w których wiem, że nie zatruję swojego organizmu świństwem.

    Co do zewnętrznej pielęgnacji: oleje i podwójne oczyszczanie!!! To zmieniło zupełnie moją cerę, od kiedy zaczęłam stosować naturalna pielęgnację i poświęciłam oczyszczaniu więcej uwagi, wszystkie zaskórniki zniknęły dosłownie w tydzień. Nigdy nie wróciłabym do szamponów z SLS-em, kremów z silikonami i parafiną, no mowy nie ma 🙂

    • Olu, dziękuję za zgłoszenie 🙂 Super że tak o to dbasz! To podwójnie ważne przy takiej ciężkiej pracy. Ja podobnie nie wyobrażam sobie powrotu 🙂

  • Będą wkrótce <3

  • Moja skóra, aby była szczęśliwa potrzebuje kilku codziennych etapów. Po pierwsze: muszę się wysypiać, gimnastykować, następnie dbam o nią od środa, (stosując olej z wiesiołka, który zapobiega błyszczeniu skóry i pomaga na kobiece problemy) piję wodę mineralną, kolejnym czwartym już moim rytuałem pielęgnacji mojej skóry są kosmetyki naturalne. Od trzech lat wybieram je świadomie. Widzę, że moja skóra jest mi za to wdzięczna każdego dnia. Nie truję jej chemią, parabenami. Żeby móc dowiedzieć się, jak jeszcze o nią zadbać muszę przeczytać tę książkę 🙂

    • dziękuję za zgłoszenie <3 🙂

  • Ola Moskalewicz

    Ja ciągle mam wrażenie, że robię zdecydowanie za mało, aby moja skóra była w pełni szczęśliwa. Maseczki, odżywki, olejki, płyny micelarne, hydrolaty – jakoś nie mogę wyrobić w sobie nawyku korzystania z tych wszystkich „dopieszczaczy”. Stosuję kremy naturalne, a poza tym smaruję zmiany skórne maścią dermatologiczną (niestety, i mnie, człowieka, który przez cały okres dojrzewania przeszedł bez ani jednej krosty, dopadł trądzik różowaty).
    A jeśli chodzi o skórę ciała, to już w ogóle dramat. Siniaki, zadrapania, stłuczenia, blizny, dziwne rany niewiadomego pochodzenia – tak chyba nie wygląda szczęśliwa skóra 😉

    • Przyznam, że bardzo przewrotna odpowiedź! Rzeczywiście masz dużo do zrobienia w temacie, być może książka by pomogła.. 😉 dziękuję za zgłoszenie <3

  • Mam nadzieję że znajdziesz w książce jakieś ciekawostki dla siebie! Naprawdę uważam że to wartościowa pozycja 🙂

Close