Targi Ekocuda – moje wrażenia i kosmetyczne nowości

22 listopada 2016
Komentarze: 13

Targi Ekocuda odbyły się w Warszawie w miniony weekend. Organizowane były po raz pierwszy i cieszyły się bardzo dużym zainteresowaniem. Co można było na nich zobaczyć, czy sama idea mi się spodobała, czy dostrzegłam jakieś minusy i z czym wróciłam do domu – o tym wszystkim przeczytacie w dzisiejszym poście, zapraszam 🙂

Targi Ekocuda

Dom Towarowy Braci Jabłkowskich, w którym odbyły się targi to piękne miejsce. Bardzo przestronne, ciekawe architektonicznie. Dawniej mieścił się w nim duży salon prasowy, obecnie organizowane są różnego rodzaju wystawy, konferencje i imprezy.

Założeniem targów było przedstawienie nowych (i nie tylko) marek kosmetycznych, które tworzą produkty dzięki inspiracjom czerpanym z natury, z wykorzystaniem naturalnych składników. I tu warto wspomnieć, że nie wszystko to były kosmetyki w pełni naturalne. Rzeczywiście, bardzo wielu spośród 64 wystawców mogłabym określić tym mianem (ich pełną listę znajdziecie TUTAJ). Przyznam jednak, że obecność niektórych nieco mnie zaskoczyła. Nie chcę ich tu wymieniać, ale pojawiły się i takie produkty, w których składzie były obecne chociażby SLS czy parabeny. Niewiele ma to wspólnego z naturą, więc trzeba było mieć się na baczności i weryfikować etykiety (od tego nie ma odpoczynku ;)). 

Poza stoiskami z kosmetykami, odwiedzający mogli skorzystać z różnych dodatkowych atrakcji; konkursów, warsztatów makijażu, zajęć z wytwarzania kosmetyków naturalnych. Swój wykład miały również Monika i Ania z PiggyPeg – w końcu miałyśmy okazję poznać się osobiście 🙂 (pozdrawiam dziewczyny!).

Wystawcy bardzo chwalili organizację targów, ja również odniosłam wrażenie że wszystko zostało przemyślane i dopracowane. Jedyny minus jaki doskwierał mi podczas zwiedzania to zbyt wysoka temperatura wewnątrz. Taki drobiazg 😉

Nowości kosmetyczne

Z targów wróciłam z kilkoma nowościami do wypróbowania. Postanowiłam sobie, że nie kupię nic co mam na stanie i muszę najpierw skończyć. Byłam naprawdę bardzo dzielna, bo sprawiłam sobie tylko jeden kosmetyk którego zakup i tak miałam w planie. Odkąd jakiś czas temu zużyłam olejek Resibo, nie mogłam zdecydować się na konkretny produkt do demakijażu. Z pomocą przyszła firma Lovingeco. Przyznam, że nie słyszałam o niej wcześniej, a stanowisko odwiedziłam zachęcona ciekawym designem. Jest to nowy brand, stworzony przez polską markę Alina Cosmetics, działającą na rynku od 25 lat.

Zdecydowałam się na zakup naturalnej galaretki do demakijażu twarzy i oczu. Pierwsze wrażenia są bardzo dobre i jeżeli będzie się sprawdzać, na pewno napiszę o niej więcej. Zainteresowanych odsyłam na stronę producenta [KLIK].

lovingeco

Pozostałe produkty otrzymałam do testów i już zacieram rączki na ich rozpoczęcie!

Balsam ujędrniający Purite to idealny kosmetyk na czas ciąży. Duża zawartość masła kakaowego sprzyja zwiększeniu elastyczności skóry, więc to świetne remedium w walce z rozstępami. Można go stosować również jako produkt po opalaniu, ze względu na zawarte w maśle kakaowym polifenole, które wzmacniają procesy odnowy i regeneracji komórek skóry. Jeśli więc wybieracie się na egzotyczne wakacje w środku zimy, polecam się w niego zaopatrzyć! Masło kupicie np. w sklepie Juicyshop [KLIK].

purite

Naturalny balsam do ust Mokosh to kosmetyk o którego wypróbowaniu marzyłam odkąd pierwszy raz go zobaczyłam. Stworzony został na bazie hipoalergicznej lanoliny, masła shea i oleju jojoba oraz oleju z krokosza barwierskiego. Bardzo przyjemnie pachnie, porządnie nawilża i regeneruje usta. Ale sprawia też, że pięknie wyglądają, a to za sprawą mineralnego barwnika. Wygląda jak błyszczyk, a ma jednocześnie wspaniałe właściwości pielęgnujące. To wszystko zamknięte w małym, szklanym słoiczku (15 ml). Uprzedzam że uzależnia 🙂

mokosh

Karolina z My Magic Essence uraczyła mnie swoimi nowościami – mgiełką zapachową do pomieszczeń Happy Home oraz produktem o nazwie All the best. Co zawiera? Wszystko co najlepsze, naturalnie! Złote masło shea (20%), wosk pszczeli, oleje: ze słodkich migdałów, z pestek moreli, pestek winogron, pestek śliwki, macerat z nagietka i witaminę E. Stanowi świetną barierę ochronną zarówno na słońce jak i na mróz. Odżywia, nawilża i regeneruję skórę. Nadaje się pod oczy i pod makijaż też (zdążyłam już sprawdzić!). Wkrótce na blogu pojawi się wywiad z Karoliną, która poza produkcją swoich kosmetyków zajmuje się coachingiem jogi, organizuje wyjazdy dla kobiet i jest bardzo inspirującą postacią.

my-magic-essence

Julia i Tomek z Herbs&Hydro Pure zaopatrzyli mnie w zapas mydeł. Znając ich wydajność, będę ich używała kolejne pół roku 🙂 Jeśli macie ochotę poczytać więcej o wersjach które już testowałam, zapraszam do wpisu [KLIK]. Genialna jest również podsuszka wypełniona łuską gryki. Można na niej spać, położyć pod nogi, pod plecy. Podczas ciąży im więcej poduszek, tym lepiej, a ta jest naprawdę komfortowa! Łuski gryki mają właściwości m.in. uniemożliwiające rozwój bakterii, pleśni i grzybni. Od lat z powodzeniem jest stosowana w zapobieganiu chorobom serca, rozwojowi nowotworów, oczyszcza, zwiększa odporność oraz wzmacnia naturalną żywotność
organizmu. Wyroby z łuski gryczanej są skuteczne w silnych bólach mięśni przykręgosłupowych, oraz w leczeniu wad kręgów szyjnych.

hh

Podsumowując: targi jako wydarzenie oceniam dobrze, choć nie zabawiłam długo, to miałam bardzo pozytywne wrażenia! Świetnie było zobaczyć na żywo ludzi stojących za markami – udało mi się zamienić dwa słowa z założycielami JanBarba, Asoa, Kobalt, My Magic Essence. Pisałam o nich we wpisie o mniej znanych polskich producentach [KLIK], których warto poznać (i o których zapewne jeszcze zrobi się głośno)!

Jeśli nie udało Wam się dotrzeć tym razem, na fan page Ekocuda już pojawiła się zapowiedź kolejnej odsłony!

Idea takich targów bardzo mi się podoba i mam nadzieję że druga edycja utrzyma poziom pierwszej! Ciekawa jestem czy może któraś z Was wzięła udział w tym wydarzeniu? Jak oceniacie Ekocuda i jakie naturalne perełki sobie sprawiłyście? 🙂

Close