Kosmetyczne hity 2016 #1

22 grudnia 2016
Komentarze: 7

Do końca roku zostały niespełna dwa tygodnie. Wciąż nie mogę w to uwierzyć, ale kalendarz nie kłamie 🙂 Nadszedł więc najwyższy czas, aby podzielić się z Wami moimi ulubieńcami kosmetycznymi, a tych uzbierało się całkiem sporo. Wyselekcjonowałam jednak perełki, które sprawdziły się najlepiej, będę wspominać je z sentymentem i kto wie czy do nich nie wrócę – a po ten sam kosmetyk po raz drugi sięgam niezwykle rzadko. Zapraszam na część I, w której opowiem nieco o produktach do pielęgnacji i akcesoriach które w pełni zasłużyły na miejsce w hitach 2016! Część II, która pojawi się za jakiś czas, poświęcona będzie makijażowi.

CIAŁO

cialo

Pod prysznic

Zestawienie otwiera peeling Iossi rozmaryn & limonka. Bez peelingów nie wyobrażam sobie pielęgnacji. Uwielbiam efekt jaki dają i stosuję je nagminnie. Jednak ten produkt jest wyjątkowy, ponieważ zawiera zarówno drobinki cukru jak i soli epsom, znanej z dobroczynnego działania na skórę. Dodatkowo obłędnie pachnie, a zapach utrzymuje się przez długi czas – zarówno w łazience jak i na skórze. Więcej pisałam o nim w szybkiej recenzji [KLIK].

Kolej na… mydło! Ten rok był czasem przestawienia się z żeli pod prysznic na mydła właśnie. Uważam że ta zmiana wyszła na dobre mojej skórze. To konkretne mydło które widzicie na zdjęciu, to wersja z algami, Herbs&Hydro Pure. Bardzo lubię mydła, które delikatnie peelingują (tak, peeling mile widziany w każdej postaci!). Tego spokojnie można używać na co dzień, jego właściwości ścierające są bardzo delikatne. Pięknie pachnie i pielęgnuje skórę. O innych produktach tej firmy, a także o tym dlaczego warto mydło stosować, również możecie poczytać we wcześniejszym wpisie [KLIK].

Po prysznicu

MomMe specjalistyczny olejek przeciwko rozstępom. Ciężarówka musiała wtrącić swoje trzy grosze 😉 Ale to kosmetyk uniwersalny, nie trzeba wcale być w ciąży żeby po niego sięgnąć 🙂 Cała seria ujędrniająca bardzo przypadła mi do gustu, jednak jako zwolenniczka olei, ten produkt polubiłam najbardziej. Więcej informacji, a raczej pierwsze wrażenia, znajdziecie już na blogu [KLIK]. Na pewno powstanie osobny post, kiedy skończę stosować kurację, ponieważ nie chcę zbyt wcześnie się wypowiadać na temat jej skuteczności. W pierwszej ciąży rozstępy pojawiły się dosłownie pod sam koniec (a wcześniej brzuch smarowałam jak mi się przypomniało…), ciekawa jestem czy taka regularna i bardzo skoncentrowana pielęgnacja pomoże uniknąć ich całkowicie. Oby!

Ostatni ulubieniec do ciała, to względna nowość. Stosuję go raptem od miesiąca, ale naprawdę – nie mogło go tu zabraknąć. Mowa o masełku do ciała olejowy mix Asoa. Marka jest obecna na rynku od niedawna, pisałam o niej w poście o mniej znanych (póki co!) polskich producentach [KLIK]. Ich produkty uważam za dopracowane i bardzo wysokiej jakości. Ten olejowy mix to majstersztyk! Umówmy się, na rynku jest już bardzo dużo przeróżnych wersji kosmetyków i ciężko stworzyć coś super oryginalnego, a takiego połączenia jeszcze nie widziałam. Na pewno napiszę więcej o testowanych przeze mnie kosmetykach Asoa, bo na tym maśle się nie kończy. Ale to właśnie ono urzekło mnie na tyle, aby zasłużyć na miano ulubieńca roku 🙂

TWARZ

twarz

Przechodzimy do pielęgnacji twarzy. Tu mamy już więcej produktów – z żadnego nie umiałam zrezygnować przy tworzeniu tego zestawienia.

♥ Oczyszczanie

Zacznę od kosmetyku którego używam najdłużej, a w dalszym ciągu jest go trochę na dnie. Jest to mleczko ziołowe oczyszczająco-nawilżające Fitomed. Design opakowań tej firmy nie powala nowoczesnością, ale co tam, liczy się zawartość. Przyznaję, że sięgnęłam po nie trochę od niechcenia, a okazało się jednym z tych kosmetyków do których z pewnością wrócę. Genialnie pomaga pozbyć się zanieczyszczeń z twarzy i naprawdę pozostawia skórę nawilżoną. Czasami mam wątpliwości czy nie nakładam kremu po raz drugi, bo efekt jest bardzo odczuwalny. Tak więc to hit w bardzo niepozornej odsłonie.

Wspominałam już o moim uwielbieniu do peelingów, nie inaczej jest w przypadku złuszczania twarzy. Moja skóra (tak jak chyba każda…) bardzo tego potrzebuje, jednak nie ma mowy o żadnych mechanicznych czy gruboziarnistych formułach. Zazwyczaj używałam peelingów enzymatycznych, ale one z kolei są niewyczuwalne na skórze (choć działają), a ja lubię poczuć ten subtelny efekt ścierania. I oto jest on! Make Me Bio deliktany peeling migdałowy. O to chodziło 🙂 Ma on nietypową jak na peeling postać proszku, ale jest bezproblemowy w stosowaniu. Wystarczy wysypać trochę w zagłębienie dłoni, wymieszać z wodą lub spryskać hydrolatem. Powstaje nam papka, którą nakładamy na twarz i masujemy. Zainteresowanych odsyłam do oddzielnego wpisu [KLIK].

Jako wierna fanka OCM (oil cleansing method – zmywanie makijażu olejami) bardzo chciałam pokazać Wam  ulubiony olejek, ale… nie znalazłam jeszcze swojego ideału, więc poszukiwania przechodzą na kolejny rok 😉

♥ Tonizowanie

W roli toniku występują u mnie hydrolaty. Są to bardzo wydajne produkty, w tym roku używałam czterech różnych – różanego z Ministerstwa Dobrego Mydła a obecnie z Make Me Bio, aloesowego Santaverde oraz połączenia malina-aloes z Mokosh. Każdy z nich sprawdzał się dobrze, ale to właśnie ten ostatni najbardziej przypadł mi do gustu. Zarówno połączenie maliny z aloesem fajnie działało na moją skórę, jak i opakowanie pozwalało dozować porządną dawkę za jednym razem.

♥ Maseczki

Ukochane maski, po które sięgam na zmianę, to Ava maska enzymatyczna oraz Bania Agafii maska odmładzająca. Pierwsza z nich ma genialne działanie złuszczające i oczyszczające. Zwykle przed maseczką staram się stosować peeling, ale tutaj nie jest to potrzebne bo sama w sobie ma takie działanie. Zawdzięcza to zawartym enzymom z owoców papai i ananasa, które rozpuszczają martwe, zrogowaciałe komórki naskórka i wygładzają skórę. Jest odpowiednia także do cery wrażliwej, ja nie odnotowałam żadnych skutków ubocznych jej stosowania. Maska rosyjskiej Babuszki Agafii jest na bazie mleka z łosia. Ponoć jest ono czterokrotnie bardziej odżywcze niż mleko krowy. Wierzę na słowo, bo jest rzeczywiście skuteczna. Dobrze nawilża i uelastycznia skórę. Podobne działanie odnotowuję po zastosowaniu maseczki Make Me Bio (opisanej w poście z peelingiem), ale ta wygrywa ze względu na… obłędny zapach! Kupujemy ją w zakręcanej saszetce, po kilku użyciach dalej jest około połowa, więc cena ok. 7 zł nie jest wygórowana.

♥ Nawilżanie

Największą zmianą jeśli chodzi o stan mojej cery po roku stosowania naturalnej pielęgnacji jest jej poziom nawilżenia. Bardzo trudno było zniwelować przesuszenie i odwodnienie, ale produkty które Wam pokażę na pewno mocno się do tego przyczyniły. Obydwa kosmetyki są firmy Santaverde – Extra Rich Beauty Elixier i krem w wersji rich. Szeroko opisywałam je w poście na temat działania aloesu, jeśli jesteście ciekawe, odsyłam Was do niego [KLIK].

W ‚pewnym wieku’ bardzo istotne jest również dbanie o skórę wokół oczu. Korygujący krem pod oczy z zieloną herbatą Mokosh to mój hit 2016 🙂 Wyciąg z alg, kofeina, ekstrakt z zielonej herbaty, mieszanka olei a do tego mineralna mika która nadaje rozświetlony wygląd. Plus piękny, subtelny zapach i lekka acz treściwa konsystencja. To wszystko sprawia, że polecam ten produkt gorąco każdemu, kto szuka dobrego jakościowo kremu pod oczy! Więcej o nim znajdziecie tutaj [KLIK] (w tym samym wpisie znajduje się także recenzja wspomnianego już hydrolatu Mokosh).

I ostatni produkt – żurawinowy balsam do ust Mokosh (nic nie poradzę, że czego od nich nie dotknę, staje się ulubieńcem!). Stworzony na bazie hipoalergicznej lanoliny, masła shea, oleju jojoba i oleju z krokosza barwierskiego. Ma przyjemny zapach, szybko nawilża nawet spierzchnięte usta – a zimą to niestety częsty problem. Dodatkowo mineralny barwnik podkreśla naturalny kolor ust. Naprawdę bardzo udany kosmetyk!

AKCESORIA

Chciałam pokazać Wam również kilka akcesoriów, które okazały się bardzo przydatne. Ich cena waha się od kilku do kilkuset złotych ale w przypadku tego najdroższego nie żałuję ani jednej wydanej złotówki.

akcesoria

Zacznijmy od najtańszego akcesorium, a mianowicie gąbeczki z celulozy. Do czego mi się przydaje? Do zmywania maseczek! W szczególności glinek, które po zastygnięciu bywają oporne. Gąbeczka jest delikatna ale skuteczna. Trzeba ją często wymieniać, ale kosztuje około 2 zł za sztukę (w Rossmannie), więc można to odżałować. Ja zwykle jednej gąbeczki używam dwukrotnie (oczywiście myję ją po pierwszym zastosowaniu i dokładnie osuszam).

Szklana szpatułka, to również niedrogi a świetny wynalazek. Doskonale sprawdza się przy aplikowaniu produktów ze słoiczka – ja kupiłam ją specjalnie do wspomnianego wyżej kremu pod oczy. Po pierwsze nie lubię kiedy kosmetyk wchodzi za paznokcie, a po drugie i nawet ważniejsze (choć niewidzialne), dzięki stosowaniu takiej szpatułki nie wprowadzamy do kosmetyku bakterii i drobnoustrojów. Kosztowała kilka złotych, kupiłam ją w drogerii Hebe.

Drewniana szczotka pochodzi natomiast z Ikei. Planowałam robić nią regularne masaże na sucho. Z regularnością nie jest najlepiej, ale kiedy już taki masaż wykonam, czuję się rewelacyjnie. Szczotka jest przyjemna w użyciu – ani delikatna, ani ostra – taka w sam raz do tego celu.

Gąbeczki Konjac stały się już kultowe, ja również uległam ich działaniu. Ta którą posiadam jest firmy Yasumi, kupiłam ją stacjonarnie (w drogerii Hebe), ale jest dostępna też w internecie (klik). Bardzo delikatna i skuteczna forma oczyszczania skóry z makijażu.

I na koniec produkt najdroższy, ale tak jak napisałam – nie żałuję tego zakupu ani trochę. Szczoteczka Foreo Luna Mini to inwestycja długoterminowa. Fakt, jej cena jest wysoka, ale jednak działanie ją mocno rekompensuje. Na blogu pojawiła się już dość obszerna recenzja, więc nie będę się powtarzać i zaproszę na tamten wpis jeśli nie widziałyście [KLIK].

I to już wszyscy ulubieńcy 2016. Przetestowałam dużo rewelacyjnej jakości kosmetyków, jednak te najbardziej zapadły mi w pamięć. Ciekawa jestem jakie są Wasze pielęgnacyjne hity mijającego roku! 

  • W tym roku też zaopatrzyłam się w drewnianą szczotkę do masażu, świetna do kąpieli i pod prysznicem, uwielbiam uczucie szorowania, więc czasem potrzebuję coś mocniejszego niż peeling. Taka szczotka jest wtedy idealna – czy to na sucho przed kąpielą, czy podczas niej po rozprowadzeniu po ciele mydła.

    • Też uwielbiam to uczucie 😀 a taki masaż na sucho naprawdę daje fajne efekty 🙂

  • Rewelacyjne kosmetyki wybrałaś do tego zestawienia! Moim hitem roku jest zdecydowanie olejek nawilżający Phenome, w którym jak wiesz jestem zakochana. Bardzo polubiłam też mus do ciała z mydlarni 4szpaki, a w ostatnich dniach odkryłam masło do ciała Clochee, które od pierwszego użycia dołączyło do grona moich ulubieńców 🙂

    • Ciężko było wybrać, bo naprawdę sporo fajnych produktów przewinęło się przez moje ręce 🙂 O olejku wiem doskonale, sprawiasz że jestem go bardzo ciekawa! A że 4szpaki mają musy do ciała, to nawet nie wiedziałam! Jak skończę wszystkie które mam (a to trochę zajmie;), to może się nimi zainteresuję! Ciekawe jakie odkrycia przyniesie nam przyszły rok… 🙂

  • Pingback: Good bye December! |()

  • Pingback: Kosmetyczne hity 2016 #2 |()

  • Pingback: Saszetki Kąpiel Agafii x 5 |()

Close