Mega denko i kilka nowości kosmetycznych

25 maja 2017
Komentarze: 23

Trzymam się mojego noworocznego postanowienia i konsekwentnie zużywam zapasy kosmetyków, dokupując tylko te których mi brakuje. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy wykończyłam ich już naprawdę sporo! Co to było, jak się u mnie sprawdziło oraz jakie nowości trafiły do mojej łazienki? Czytajcie dalej aby się przekonać 🙂

Ten wpis będzie obfitował w bardzo dużo świetnych naturalnych kosmetyków, więc od razu przechodzimy do rzeczy!

Zużyte produkty

20170524_085425

Włosy

Zacznę od tych produktów, o których jeszcze nic nie pisałam na blogu (poza tym że je kupiłam) – maska odbudowująca do włosów Natura Estonica Bio. Nie było po niej efektu wow, nazwałabym ją poprawną. Włosy dobrze się rozczesywały, były miękkie i nawilżone, nie elektryzowały się.

Szampony Alterra z Rossmanna to bardzo fajna i niedroga opcja, dostępna stacjonarnie. Mi bardziej przypadł do gustu ten czerwony z kofeiną, ale drugi też był w porządku.

Twarz

Cynamonowe masełko do ust Skinactive dostałam w prezencie od Olgi z bloga Make Happy Day. Służyło mi przez ponad trzy miesiące. Świetnie radziło sobie z nawilżeniem i regeneracją spierzchniętych zimą ust. Strasznie polubiła je też moja córka i kazała sobie smarować usta za każdym razem kiedy sięgałam po słoiczek 😉 Było bardzo wydajne i pięknie pachniało. Teraz na stronie widzę tylko wersję żurawinową, której swoją drogą również używałam i była bardzo fajna!

Tonik nawilżający z ECLab to zdecydowanie mój faworyt. Ma piękny kwiatowy zapach, dobrze nawilża i koi skórę. Jedynie musiałam wylać resztkę, gdyż na dnie pływały jakieś dziwne farfocle… Nie wiem czy to normalne, czy się jakoś zepsuł, wolałam nie ryzykować. Na szczęście dużo się nie zmarnowało. Tonik ma bardzo przystępną cenę!

Następnie pianka do twarzy Kivvi z ekstraktem z czarnej porzeczki. Bardzo przyjemnie mi się jej używało. Nie grzeszy moim zdaniem wydajnością, ale warto jej spróbować. Jest bardzo delikatna, ale skutecznie spełnia swoją funkcję, nie ściąga skóry. Zapach dla mnie neutralny, na pewno nie z tych które mnie urzekły, ale też w żaden sposób mnie nie drażnił. Raczej do niej nie wrócę, ale nie żałuję że przetestowałam.

Olejek do demakijażu Go Cranberry to jeden z moich faworytów w tej kategorii. Świetnie dobrana kompozycja składników – ekstrakt z owoców żurawiny, olej ze słodkich migdałów, witamina E – zapewnia bardzo przyjemny i dokładny demakijaż. Kosmetyk nie powodował żadnych podrażnień, usuwanie makijażu przy jego pomocy to była sama przyjemność. Zaznaczam że zapach jest dość wyrazisty (przy czym kompozycja zapachowa nie zawiera alergenów). Mi bardzo przypadł do gustu, ale jeśli preferujecie produkty bezzapachowe to raczej po niego nie sięgajcie.

Ciało

Pozostałe produkty Go Cranberry, a więc peeling cukrowy oraz krem do ciała, miały już swoje pięć minut na blogu. Zainteresowane osoby odsyłam do ich obszernej recenzji. W skrócie: oba kosmetyki sprawdziły się rewelacyjnie, zwłaszcza peeling trafił do ścisłej czołówki ulubionych!

Masło do ciała Asoa to mój wielki hit. Wspominałam o nim już w ulubieńcach roku i przyznam że jeśli o masła chodzi, to naprawdę jedno z lepszych jakich miałam okazję używać.

Mus do ciała z Biolove to kolejna świetna propozycja dla osób lubiących mocniejsze natłuszczenie. Ja wiosną i latem powoli rezygnuję z takiej formuły, choć skusiłam się na pewną nowość, nie mogąc się oprzeć jej zapachowi. Ale o tym poniżej! Wracając do Biolove – marka dostępna jest w drogeriach Kontigo, a więcej o tych produktach pisałam w ich recenzji.

Żel do mycia i higieny intymnej marki MomMe to moja perełka kosmetyczna! Produkt uniwersalny, delikatny, o świetnym składzie. Dedykowany kobietom w ciąży i po porodzie, ale śmiało można sięgnąć po niego również nie spodziewając się dziecka.

Uff, trochę się tych denek nazbierało! Przejdźmy więc do kosmetyków, które dopiero zaczynam testować. Ciekawa jestem czy miałyście okazję ich używać?

Nowości

20170524_084444

Przyznam, że sporo się tego nazbierało 🙂 Ponownie podzielę te kosmetyki na podkategorie.

Włosy

20170524_085120

Maska olejowa do włosów Nacomi wpadła w moje ręce zupełnym przypadkiem. Wybrałam się do drogerii Hebe w poszukiwaniu produktów Vianka na promocji. Niestety najbliższa mi drogeria była słabo zaopatrzona akurat w tę markę, ale przy okazji do koszyka wpadły dwie rzeczy. Wracając do maski – ma ona za zadanie stymulować porost włosów. W jej skład wchodzą:

  • 4 oleje – olej z czarnuszki, olej arganowy, olej rycynowy, olej tamanu
  • 4 naturalne ekstrakty – pokrzywa, skrzyp polny, kozieradka, imbir

Efekty powinny być widoczne po dwóch miesiącach stosowania dwa razy w tygodniu. Używam jej od tygodnia, póki co raczej nic się nie zmieniło, ale po jej użyciu włosy pięknie błyszczą, to już mogę powiedzieć. Stosowanie również nie jest problematyczne, nakładam ją rano lub wieczorem godzinę przed myciem głowy i zmywam szamponem.

Moją łazienkową półkę zasiliły dwa szampony – Planeta Organica Turkish Shampoo, który również ma działać na włosy wzmacniająco i stymulować ich porost. Zobaczymy czy zauważę takie efekty, to co mogę powiedzieć po dwóch zastosowaniach, to że bardzo ładnie pachnie, skutecznie domywa powyższą mieszankę olejów i generalnie ma dobre działanie na moje włosy.

Drugi szampon to Vianek z serii pomarańczowej (odżywczej), do którego dokupiłam również maskę. Tego duetu używam od około tygodnia i przyznam, że mile mnie zaskoczył. Włosy są skutecznie oczyszczone, nawilżone, błyszczą i ładnie się układają. Opakowanie maski jest dość małe, ale zaskakuje mnie swoją wydajnością. Myślę że wystarczy na około miesiąc-półtora używania (stosuję ją codziennie).

Ostatni produkt do włosów okazał się strzałem w dziesiątkę! To lakier do włosów Eco Cosmetics z granatem i owocem goji. Nie byłam przekonana czy lakier z lepszym składem da sobie radę ze stylizacją włosów, ale zachęcona dobrymi opiniami w internecie postanowiłam spróbować. Przyznam że nie widzę różnicy w skuteczności działania. Na pewno wypada mniej korzystnie cenowo, ale cóż. Ciekawa jestem jak będzie z czasem zachowywał atomizer, bo na ten moment (używam go od około 2 – 3 tygodni) rozpyla idealną ilość produktu, nie pryska na boki, nie zacina się. Jeśli tak będzie do końca, to ten kosmetyk na bank ląduje w kolejnych perełkach 🙂

Twarz

20170524_084552

Jak nietrudno zauważyć w kategorii pielęgnacja twarzy króluje marka Vianek. Najdłużej spośród widocznych produktów testuję łagodzący olejek do demakijażu. Jest naprawdę super! Działaniem i nawet intensywnością zapachu mogę przyrównać go do wspomnianego Go Cranberry. Zmywa makijaż bardzo skutecznie, nie podrażnia, zostawia skórę mięciutką.

Zachęcona pozytywnymi odczuciami z jego stosowania, chciałam dokupić inne produkty z różowej serii, ale niestety akurat nie były dostępne. Zdecydowałam się więc na serię niebieską – nawilżającą, kupując od razu zestaw składający się z: nawilżającej emulsji myjącej, toniku – mgiełki oraz płynu micelarnego. Po pierwszych użyciach myślę że się polubimy. Przede wszystkim przypadł mi do gustu zapach, a to jest dla mnie istotna kwestia w kosmetykach, zwłaszcza do twarzy. Płyn micelarny dobrze zmywa makijaż, nie podrażnia skóry i nie szczypie w oczy. Tonik dobrze się rozpyla (choć dość dużą dozę produktu, nie każdy to lubi). Czy nawilża… trudno mi powiedzieć, w końcu zaraz po nim nakładam kolejne kroki pielęgnacji. Ale na pewno nie wywołuje uczucia ściągnięcia czy innych nieprzyjemności. Mleczko pachnie najbardziej neutralnie. Ma lejącą konsystencję, dobrze zmywa makijaż i pozostawia skórę przyjemnie odświeżoną. Będę je stosować wieczorem po zmyciu makijażu olejkiem oraz do odświeżenia cery rano.

Sięgnęłam również po maskę z serii wzmacniającej – fioletowej. Jest to produkt przeznaczony do cery naczynkowej, na bazie czerwonej glinki i oleju sezamowego. Ma za zadanie oczyszczać skórę, wzmacniać naczynka krwionośne oraz niwelować zaczerwienienie. Użyłam jej dopiero raz, więc trudno wydać mi werdykt, ale generalnie mi się spodobała. Jakoś ostatnio nie mam czasu ani weny do mieszania glinek sypkich, więc takie gotowce to dla mnie świetne rozwiązanie.

Ostatnia rzecz, to maska z alg morskich Planeta Organica. Jestem ostatnimi czasy maniaczką wykonywania maseczek… Nie ma tygodnia żebym nie nałożyła co najmniej jednej. Przyznaję że w tej kategorii mam pewne niewykorzystane zapasy, ale pokusa była zbyt silna. Użyłam jej do tej pory raz i już wiem że to był dobry wybór. Ma bardzo ciekawą, żelową konsystencję i intrygujący zapach. Pozostawia skórę nawilżoną i odświeżoną. Podoba mi się!

Ciało

20170524_084802

Kategoria ciało jest bardzo skromna. Trudno mi w to uwierzyć nawet mi samej, ale właśnie kończę ostatni posiadany przeze mnie peeling (był moment że używałam chyba czterech jednocześnie…). Zdecydowałam się wypróbować peeling cukrowy Organic Shop o zapachu mango. Jego zapach to tak zwany obłęd w ciapki. Chciałoby się go zamrozić i zjeść jak pyszny sorbet o tym smaku. Ale wróćmy na ziemię. Musiałam go spróbować i jestem równocześnie mile jak i niemile zaskoczona. Jednak minus który widzę, dla kogoś innego może okazać się plusem! Mianowicie – na tak: zapach, delikatne drobinki złuszczające i konsystencja (dość kleista, przez co peeling nie spływa z ciała, ale dobrze się rozprowadza), na nie: niestety nie pozostawia uwielbianej przeze mnie tłustawej powłoczki na skórze. Po jego użyciu mam potrzebę użycia balsamu. Ale ten zapach… wynagradza wszystko!

Drugi produkt to również zapachowy killer, w najlepszym znaczeniu. Mus do ciała borówka Nacomi. Co mogę powiedzieć. To właśnie ten drugi kosmetyk, na który skusiłam się w drogerii Hebe. Słyszałam o nim już tyle ‚ochów i achów’, że musiałam spróbować. I jedno trzeba przyznać – pachnie obłędnie. Działanie jak to musu z Nacomi – rewelacja. Delikatna, puszysta pianka w zetknięciu z ciepłem naszego ciała zamienia się w olejek. Nawilża na długo, pozostawia subtelny zapach na skórze. Cudowności. Uwielbiam używać go zwłaszcza na nogi, po goleniu. A że latem robi się to jeszcze częściej, to będzie jak znalazł.

20170524_085200

Na koniec dwa produkty do ust – balsam do ust dr Paw Paw oraz błyszczyk Lily Lolo w odcieniu Skandalips, wygrany w konkursie organizowanym przez drogerię Eco and Well. Oba kosmetyki uwielbiam, mają nawet podobne kolory, różnią się jednak konsystencją. Świetnie odżywiają usta, pozostawiają delikatny kolor. Niestety Dr Paw Paw jest bezzapachowy, czego nie doczytałam przed zakupem, ale mimo to bardzo się z nim polubiłam. Za to błyszczyk Lily Lolo chodził za mną od dawna, byłam więc ogromnie szczęśliwa że to właśnie mi przypadł w nagrodzie! Używam codziennie i zachwycam się taflą jaką daje na ustach. Nie ukrywam że tylko rozbudził mój apetyt na więcej kolorów…

20170524_110910 napisy

A już na samiutki koniec, dwa słowa o zamówionych próbkach podkładów, oraz akcesoriach.

Próbki które widzicie na poniższym zdjęciu, to podkłady: So Bio Ethic oraz Couleur Caramel Velvet Gel. Jeśli chodzi o pierwszą markę, używam i uwielbiam ich krem BB. Ma genialne krycie, kolor który dobrze dopasowuje się do skóry (są tylko dwa odcienie – bardzo jasny i bardzo ciemny, ja posiadam ten drugi). Jednak podkład okazał się jeszcze lepszy i na pewno go sobie zamówię. Ma nieco lżejszą konsystencję ale również dobre krycie.

Co się tyczy żelowego Couleur Caramel… ma-sa-kra. Kompletnie się u mnie nie sprawdził. Z opisu wydawało mi się że będzie mi pasował: lekki podkład matujący o konsystencji żelu. Optycznie wygładza skórę matując ją, lekko wyrównuje koloryt i jeśli chodzi o samo krycie to przypomina ono raczej kremy bb czy kremy koloryzujące. Najlepiej nadaje się do skóry mieszanej lub tłustej, ale sprawdzi się też na normalnej.

Jego konsystencja jest… przedziwna. Taka jakby satynowa, ale ginie pod palcami w zetknięciu ze skórą, ciężko zbudować nim krycie, miałam wrażenie że mnie przesuszył. Takie same odczucia towarzyszyły mi przy testowaniu podkładu w musie z Lavery. To samo jedno wielkie rozczarowanie. Jestem na nie.

IMG_20170512_093443_599

Akcesoria w które się zaopatrzyłam, to pędzelek Neve Cosmetics Baby kabuki oraz grzebyk do czyszczenia szczotek marki For your Beauty z Rossmanna. Ten pędzelek jest… uroczy! Kupiłam go z myślą o wyjeździe, ponieważ będę musiała spakować się w bagaż podręczny, tak więc każda optymalizacja przestrzeni w walizce na wagę złota. Jego atutem są nie tylko rozmiary, ale też bardzo przyjemne włosie. Można nim bez problemu nałożyć podkład i puder mineralny, a nawet wykonturować twarz bronzerem i różem. Zajmuje mało miejsca i jest bardzo uniwersalny – świetny zakup! Podobnie jak grzebyk do szczotek – nic tak dobrze nie wyczyściło mojego Tangle Teezera jak on! Te grabki wyglądają niepozornie, ale są naprawdę skuteczne i trwałe, doczyściłam nimi również moją szczotkę do stylizacji włosów.

IMG_20170514_163223_433


I to już wszystkie nowości które w ostatnim czasie do mnie trafiły. Widzicie wśród nich jakiś lubiany produkt? A może macie ochotę coś wypróbować 🙂 Dajcie też znać jeśli testowałyście w ostatnim czasie coś wartego uwagi!

  • Ale super nowości! Ja teraz mam zamiar zaszaleć w drogerii DM, ale w lipcu na pewno wpadnę do Hebe po kosmetyki Nacomi i Vianek 🙂

    Bardzo lubiłam kiedyś szampony Planeta Organica – to pierwsze szampony o naturalnym składzie, które używałam! Maseczkę tej marki też mam, oczyszczającą, a kiedyś miałam nawilżajacą. Jedna i druga bardzo fajna.

    Piankę Kivvi powoli kończę i ja nie wiem, jak to jest, ale u mnie ona okazała się być bardzo wydajna. Może dlatego, że do umycia twarzy wystarczy mi jedna pompka?

    • A to możliwe, bo ja używam dwóch 😀 w takim razie powinnam ją trochę usprawiedliwić!

      Drogerię DM znam ze słyszenia ale nie wiem co tam fajnego można dostać. Chętnie zobaczę u Ciebie 🙂 a Hebe u mnie ma mnóstwo Nacomi za to Vianka jak na lekarstwo :/

  • Naturalne Blogowanie

    Dużo znam, a jeszcze więcej przede mną 😀
    Te grabki do czyszczenia szczotek są fenomenalne :)! Ja nie umiem już bez nich żyć.

    • Oj tak, genialny patent! a na co masz chrapkę? 😉

      • Naturalne Blogowanie

        Nie skłamię, jeśli napiszę, że najlepiej na wszystko 😀

  • Najbardziej ciekawi mnie recenzja tego lakieru do włosów, czy faktycznie warto 🙂

    • Na ten moment powiem tak, zobaczymy pod kątem opakowania czy do końca będzie takie dobre 🙂

  • Będę oczekiwać na recenzje Vianka 🙂
    Z zużytków znam jeden szampon, ten z jojoba, właśnie go używam. Poprawny, ale wersja z żurawiną i morelą bardziej mi się podobały 😉

    • Na pewno będzie jak zużyję 🙂 faktycznie ten z jojoba jakoś mniej mi przypadł do gustu, a wersji z morelą nie znam 🙂

  • To ja mam pytanie 🙂 Zbliżam się do kolejnej wizyty w PL i chciałam zaopatrzyć się w jakiś fajny szampon, odżywkę i maskę do włosów suchych i zniszczonych. Słyszałaś coś, może ten Wianek by się nadał? Tylko chyba ten , którego używałaś nie jest wegański? A o tym coś słyszałaś? http://vianek.pl/produkt/nawilzajacy-szampon-do-wlosow/?

    • Wiesz co, dużo dobrego słyszę o serii Equilibra:

      http://triny.pl/szampony-do-wlosow/4017-equilibra-aloesowy-szampon.html

      jest szampon, odżywka i maska. Sama ich na pewno spróbuję 🙂 Nawet guru włosomaniaczek Anwen ostatnio o nich pisała. Wydaje mi się że są vege, natomiast pomarańczowy vianek ma miód. Co do niebieskiego to nic nie słyszałam ale bardzo mi przypasowała niebieska seria do twarzy więc może do włosów też jest fajna 😉

      • Bardzo dziękuję, przyjrzę tej serii Equilibra 😀

        • Przyjrzyj, ja wczoraj zamówiłam odżywkę bo jednak ta maska Vianka chyba skończy się szybciej niż sądziłam 😉

  • Od jakiegoś czasu używam szamponów z Alterry i bardzo dobrze mi służą. Kusi mnie błyszczyk z Lily Lolo, ale już dawno temu zrezygnowałam z błyszczyków, bo irytowało mnie klejenie się ust i nie wiem czy jestem gotowa 😉

    • Alterra jest super, bo niedroga i łatwo dostępna 🙂 Błyszczyków sama długo nie używałam, więc rozumiem, ale ten jest naprawdę fajny. Nie klei mocno, ale wiadomo, błyszczyk to błyszczyk 😉

  • Marysia Gałązka

    GoCranberry – dobre, polskie kosmetyki.

  • Jakie cudeńka <3 Gdzie można kupić próbki podkładów ? Jeszcze nie spotkałam się z taką ofertą a wolę sprawdzić coś przed zakupem 🙂 Olejku z Vianka będę miała drugą butelkę, ale u mnie będzie dwufazowy 🙂 Zmywanie olejem mi nie pasuje.

    • 🙂 ja zamówiłam na Makeup Sorbet (sklep blogerki Aliny Rose), mają trochę do wyboru. A to wiem że Ty nie OCM-owa dziewczyna 😉

  • Ja ostatnio skusiłam się na parę produktów Alterry i mimo, że jestem z nich zadowolona to muszę stwierdzić, że są mało wydajne. Ale szampon i żel pod prysznic dostają mocną 4, olejek do ciała jest rewelacyjny na 5, a antyperspirant to koszmar. Okropnie wysusza, bo chyba ma za dużo alkoholu w składzie.

    Polubiłam się też z kosmetykami Vianka. A z nowości to mam sporo fajnych kosmetyków z Ministerstwa Dobrego Mydła – same perełki!

    • To fakt, nie są zbyt wydajne. Olejku nie miałam, a dezodoranty z alkoholem mi również nie służą 🙁 Powoli się poddaję z poszukiwaniem idealnego dezodorantu z dobrym składem 🙁

      Z Viankiem ja nie do końca się polubiłam, tonik mnie strasznie zapchał! Może mają jakiś rodzaj gliceryny w składzie którego moja cera nie lubi, bo Clochee mimo że też ją ma to nic takiego się nie dzieje. A do MDM jakoś tak bez zachwytów podchodzę, choć to prawda że mają świetne produkty! Koniecznie pokaż co nabyłaś!

      • Wpis o Ministerstwie Dobrego Mydła w drodze, ale jeszcze testuję niektóre rzeczy więc pewnie chwilkę jeszcze zejdzie. Sama wiesz, że ten sam produkt może być dla jednych hitem, a dla drugich bublem, więc niestety trzeba próbować na sobie.

        Ja wracam do starego dobrego antyperspirantu z Nivei, bo nie wyrabiam, szczególnie teraz latem 🙁 Ałun zimą radził sobie świetnie, teraz jest tragedia.

Close