Mam tak samo jak Ty, dziecko w domu a w nim….

14 czerwca 2019
Brak komentarzy

Ostatnio coraz częściej docierają do mnie z różnych stron sygnały mówiące „pocieszające, że nie tylko ja tak mam!”. No pewnie że nie! Wszystkie jedziemy na tym samym wózku. Kiedy w domu pojawiają się dzieci, zmienia się bardzo dużo. I choćbyś mogła się mianować królową organizacji, Twoje dziecko i tak udowodni Ci że zasady gry się zmieniły.

Masz dość wiecznego bałaganu, który robi się sam? Ja też.

Brudu który narasta ledwo wyschnie ściereczka którą tak sumiennie posprzątałaś? Ja też .

Ubrań, które wychodzą z kosza na pranie? Ja też.

Batalii… o wszystko i o nic? Ja też.

Prób tłumaczenia które pełzną na niczym? Ja też.

Ocierania łez rozczarowania bo brat zepsuł babeczkę z piasku? Ja też.

Bycia na każde skinienie o każdej porze dnia i nocy? Ja też.

Każda z nas, bez wyjątku, stanu posiadania i poziomu wykształcenia, wraz z otwierającym się rozdziałem pod tytułem macierzyństwo staje się swego rodzaju niewolnikiem. Kiepska praca? Zawsze możesz ją zmienić, a irytujący szef być może odejdzie. Miejsce zamieszkania Ci się nie podoba? Przeprowadź się. Kiedy już wejdziesz do rzeki o nazwie „dziecko”, nie ma odwrotu. Nie ma okresu próbnego. Nie można oddać na gwarancji, naprawić, wymienić.

Dzieci są różne, ale wszystkie łączy jedna, wspólna cecha – są wymagające. Czy spokojne, czy mniej, czy ciche czy głośne – wszystkie wymagają czasu, uwagi, miłości. I oczywiście że z chęcią im to dajemy! Przecież to nasz potomek, krew z krwi, pod sercem noszony, urodzony w bólach, taki idealny.

Ale przychodzą te dni kiedy marzy się ucieczka. „Jak to się nie skończy wyskoczę przez okno” – zdarzało mi się tak myśleć w trudnych chwilach. Bo najczęściej jest tak że zostajemy same. Mąż wraca do pracy, Babcie chętnie pomogą, oczywiście! Zabawią, zajmą się. I oddadzą właścicielce – Tobie. Ciężar opieki nad dzieckiem najczęściej spoczywa na Matce i w sumie nie ma w tym nic nadzwyczajnego bo tak było od tysięcy lat. Tyle że mówi się że do wychowania dziecka trzeba całej wioski. I im dłużej Mamą jestem, tym bardziej się zgadzam.

Wychowanie dziecka w pojedynkę to tytaniczna praca. Ostatnio zostałam z moją dwójką sama na dwa tygodnie. Mimo że nie są już w wieku niemowlęcym, wymagają dużo uwagi, atencji. Dać im to czego potrzebują, zaspokoić każdą potrzebę, nie zapomnieć o sobie i… nie zwariować to spory wyczyn. Nie wstydzę się o tym mówić i chcę powiedzieć Ci głośno i wyraźnie: ROBISZ KAWAŁ DOBREJ ROBOTY.

Nie wysypiasz się tyle ile byś chciała.

Jesteś na każde skinienie… siku, piciu, boli brzuszek, na rączki, głodna, poczytaj, chodź mnie pobujać, chodź kopać, chodź… bez przerwy chodź, czasami nie siadaj.

Czuwasz w chorobie.

Jesteś obok zawsze gdy Cię potrzebują.

Martwisz się, często na zapas.

Doprowadzasz męża do szału swoimi uwagami, bo przecież Ty zrobiłabyś to inaczej (czytaj: lepiej).

Czy za drugim razem jest łatwiej? Tak i nie. Ufasz bardziej intuicji, nauczyłaś się wiele na przykładzie pierworodnego. Ale mimo to, drugie dziecko jest inne od pierwszego. Niekoniecznie lubi to samo, zapewne ma inny charakter. Musisz się go uczyć na nowo, tak samo jak za pierwszym razem. Mając już jedno na pokładzie jest to dużo trudniejsze.

Jednak macierzyństwo to piękna przygoda. Niesamowicie wymagająca, ale jedyna w swoim rodzaju. Na koniec chcę zaapelować, by nikomu ale to naprawdę nikomu nie dać się namówić

  na dziecko, jeśli nie czujesz że je chcesz

na drugie, jeśli nie czujesz że je chcesz

  na kolejne, jeśli nie czujesz że je chcesz

To chyba jedna z najpoważniejszych decyzji jakie podejmujemy w życiu. Wzięcie pełnej odpowiedzialności za drugiego człowieka. Oddanie cząstki siebie, wychowanie na przyzwoitych ludzi w zgodzie z wartościami jakie wyznajemy.

Możemy przeczytać wiele poradników, masę mądrych książek, wywiadów z psychologami i blogów parentingowych. A i tak nie wiemy nic, póki nasza przygoda się nie rozpocznie.

Close