Makijaż – to proste! Niezbędniki na start #1: kosmetyki

27 listopada 2015
Komentarze: 25

Niniejszy post rozpoczyna cykl „Makijaż – to proste!”. Bardzo się cieszę z Waszej entuzjastycznej reakcji na ten pomysł! Na pierwszy ogień idą niezbędniki na start, czyli kosmetyki oraz akcesoria, które uważam za dobrą inwestycję. Wybrałam takie produkty, które mogą posłużyć zarówno do wykonania podstawowego makijażu, jak i nieco bardziej zaawansowanego. Jeśli jesteście ciekawe o czym będzie mowa, nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić do czytania dalej!

Przyznam, że musiałam się bardzo pilnować. Chciałam aby była to lista rzeczy naprawdę NAJ, aby nie odstraszyć Was ilością przedmiotów które uważam za niezbędne. Zależy mi, żebyście naprawdę odczuły zmianę jakościową w swoim makijażu, jeśli zdecydujecie się na jakiś zakup pod wpływem mojego postu. Oczywiście nie wspominam tutaj o takich podstawowych kosmetykach jak podkład czy tusz do rzęs, bo domyślam się że takie artykuły ma w kosmetyczce znacząca większość kobiet. To o czym piszę, to produkty stawiające kropkę nad i w makijażu. Dodatkowo wyszukałam Wam kilka opcji każdego z kosmetyków. Nie wszystkie z nich testowałam, ale prezentuję tylko te, o których słyszałam lub czytałam dobre opinie.

Korektor pod oczy

Potrzebny jest nam, aby zakryć niedoskonałości pod oczami (zaczerwienienia, zasinienia, przebarwienia), oraz wyrównać koloryt skóry. Możecie powiedzieć, że do tego celu równie dobrze nadaje się podkład. Jednak nie do końca. Okolica pod oczami jest wyjątkowo delikatna. Skóra jest cieńsza, bardziej podatna na przesuszenie. Większość podkładów jest za ciężka aby nakładać je na ten wrażliwy obszar, natomiast podkład delikatnie kryjący nie poradzi sobie na przykład z zaczerwienieniami czy zasinieniami. Niestety nikt nie powiedział że posiadaczki nieskazitelnej cery nie borykają się z tymi problemami. Dlatego uważam korektor za niezbędnik. Nawet przy niewielkich mankamentach do ukrycia, korektor warto stosować dla ujednolicenia cery.

Korektor powinien zostać dobrany odpowiednio do problemów z jakimi się borykamy. Dla skóry bezproblemowej najlepsze są nie za ciężkie korektory nawilżające i rozświetlające. To rozświetlenie nie ma nic wspólnego z drobinkami. Te korektory zawierają pigmenty odbijające światło, które sprawiają że twarz wygląda na bardziej wypoczętą. Aplikując go nie musimy, a wręcz nie należy, ograniczać się do obszaru pod oczami. Warto nałożyć go również nad łukiem brwiowym, przez środek nosa, nad łukiem kupidyna i na brodzie. Jak na załączonym obrazku. Wyglądam trochę jak Indianin pomalowany w jakiś rytualny wzorek, wiem 😉

20151103_111921

Do rozjaśniania środka twarzy nadaje się zarówno korektor rozświetlający jak i kremowy żółty korektor.

pol_pl_CATRICE-Re-Touch-Rozswietlajacy-korektor-020-8826_1-horz

od lewej: CATRICE – 16,99 zł / DERMACOL – 21,99 zł / HEAN – 13,90 zł / HEAN – 13,90 zł

Korektor Catrice polecam tym z Was, które nie mają większych mankamentów do ukrycia, ładnie rozświetli on cerę i wyrówna koloryt. Dobrze sprawdzi się również L’oreal La Touche Magique. Oba posiadają wygodny aplikator w postaci pędzelka na który wyciska się produkt.

Paleta Dermacol będzie użyteczna dla posiadaczek cery naczynkowej – kolor zielony rewelacyjnie niweluje widoczność czerwonych pajączków. Zawiera ponadto dwa odcienie beżowe oraz biały, rozświetlający.

Kołeczka dobrej jakościowo polskiej marki Hean będą pomocne w zależności od potrzeb; różowy dobrze zamaskuje cienie pod oczami, fioletowy zakryje wszelkie przebarwienia. Żółty również ma właściwości niwelujące cienie i przebarwienia pod oczami, cielistym możemy rozjaśnić skórę, a zielony tak jak już wspomniałam, świetnie zakryje widoczne naczynka.

Nie znaczy to, że kobiety z problematycznym obszarem pod oczami nie powinny sięgać po korektor rozświetlający! Ten nadaje się dla każdego rodzaju skóry, w każdym wieku. Ważne, żeby najpierw zatuszować niedoskonałości, a potem rozświetlać cerę. Korektor nakładamy bezpośrednio na podkład, zgodnie z zasadą że mokre aplikujemy na mokre (a zarówno podkład jak i korektor takie są). Możemy to zrobić palcami, pędzelkiem lub gąbeczką. Na koniec korektor należy przypudrować, aby zapobiec jego ścieraniu się. Do tego celu najlepiej użyć bezbarwnego pudru sypkiego i aplikować pędzlem, wciskając go w skórę (aby uprzednio nałożony korektor nie przemieścił się).

Produkt do konturowania (róż, bronzer, rozświetlacz)

Niedawno wrzuciłam na instagram zdjęcie, z następującym opisem: „Jeśli mam mało czasu przed wyjściem i muszę wybierać między podkreśleniem policzków a makijażem oczu, wybieram to pierwsze!”.

IMG_20151124_140805

Tak jak bez zaznaczonych brwi, o których za chwilę, tak bez niczego na policzkach czuję się.. nago 😉 Serio, oczy mogą być nietknięte, wolę wyjść bez tuszu do rzęs niż nie nakładając nic na policzki. Na powyższym zdjęciu mam brązowy róż, który spełnił rolę bronzera oraz rozświetlacz Lovely. Ten ostatni niestety ucierpiał kilka dni temu w zderzeniu z podłogą, ale nie zmienia to faktu że jest doskonały, zwłaszcza za tę cenę (9 zł w Rossmannie).

pol_pm_MAKEUP-REVOLUTION-PROTECTION-PALETTE-LIGHT-20549_1-horz

od lewej: MUR – paleta Protecion – 30,00 zł / MUR paleta Sculpt & Contour – 17,50 zł

Aby zaoszczędzić miejsca, warto zamówić paletkę do konturowania, która zawiera od razu róż, bronzer i rozświetlacz. Można pójść też o krok dalej i zamówić taką, która ma w zestawie dodatkowo korektory i puder matujący. To już 7 w 1!

Produkt do stylizacji brwi

Bez zaznaczonych brwi zdecydowanie czuję się źle. Stanowią oprawę oka, więc zwłaszcza posiadaczki jasnych włosków, powinny pokusić się o ich podkreślenie. Oczywiście z umiarem, ponieważ łatwo o przerysowanie i nadanie twarzy groźnego wyglądu i co gorsza dodanie sobie kilku lat. Wystarczy odrobina produktu nałożona pędzelkiem – w przypadku cieni, bądź kredką czy flamastrem (bo i takie produkty są dostępne), aby nadać brwiom pożądanego kształtu. Posiadaczkom nieco grubszych i niesfornych włosków, które lubią układać się po swojemu, polecam używanie wosku do brwi lub żelu utrwalającego. Jeśli chodzi o produkty do brwi, jestem wierna marce Catrice. Posiadam kilka ich kosmetyków do stylizacji brwi i z każdego jestem zadowolona. Poniżej opis mocnych stron każdego z nich.

pol_pl_CATRICE-Eyebrow-Set-zestaw-do-stylizacji-brwi--3109_2-horz

od lewej: Paletka CATRICE – 16,99 zł / Żel CATRICE – 14,90 zł / Flamaster CATRICE – 15,90 zł / Kredka CATRICE – 10,50 zł

Kredka i cienie do brwi będą dobre dla dziewczyn, które mają raczej regularny łuk brwiowy i nie chcą spędzać nad nim zbyt wiele czasu. Tymi produktami ciężko również zrobić sobie krzywdę, będą odpowiednie dla tych z Was, które zaczynają przygodę z podkreślaniem brwi. Z żelem podobnie – ciężko z nim przesadzić, nie ma on mocnego koloru, dlatego dobry będzie dla osób które mają wyraźnie zaznaczoną linię brwi, chcą jedynie wyrównać nieco ich kolor (produkt nie ma wersji kolorystycznych, dopasowuje się do naszego odcienia) i ujarzmić odstające włoski. Flamastra również używa się wygodnie, ja niestety nie mogę dobrać dla siebie koloru. Jasny jest typowo dla blondynek, ten po środku ma rudawy odcień a najciemniejszy jest dla mnie za ciemny. Szkoda, bo sam produkt jest świetny i najlepszy będzie dla osób cierpliwych, które mają już nieco wprawniejszą rękę i dla tych, które potrzebują dorysować włoski bo na przykład mają w jakimś miejscu ubytek (naturalnie, lub za bardzo poszalały z regulacją). Do tego celu sprawdza się rewelacyjnie, ciężko się poznać które włoski są domalowane. Tyle że trzeba dobrze dobrać kolor.

Jedynym minusem tych produktów jest brak wosku dołączonego do zestawu. Wosk dostępny jest oddzielnie, ale recenzje ma kiepskie, więc nie będę Wam go polecać (sama go nie próbowałam). Natomiast interesująco wygląda paletka do brwi firmy NYX, która zawiera dwa cienie oraz wosk.

Ostatnio zakupiłam do testów bardzo tanią kredkę firmy Makeup Academy, która na drugim końcu ma rozświetlacz do użycia pod łukiem brwiowym. Ciekawa jestem tego produktu, dam Wam znać jak się sprawuje.

Z kredek świetne opinie zbiera również Maybelline, Brow Satin, chyba aż pokuszę się o przetestowanie za jakiś czas!

Kredka / eyeliner na linię rzęs

Uważam że ładnie roztarta kredka może zastąpić cienie, a sam czarny eyeliner też potrafi zrobić robotę na oku. Do rozcierania najlepiej nada się miękka kredka i tutaj hitem są te z serii Graphic Eyes Zoevy. Są niesamowicie kremowe i przy pomocy pędzelka rozcierają się z łatwością.

Jeśli chodzi o eyeliner, tu jestem fanką dwóch rozwiązań: eyeliner w pisaku lub w żelu. Tu znowu Zoeva, co ja poradzę że mają świetne produkty! Obie te formuły są bardzo przyjazne dla użytkownika, eyeliner w żelu jest na pewno trwalszy od tego w pisaku. Wiele dobrych opinii ma również eyeliner w pisaku L’oreal Liner SuperStar. Z drogeryjnych godny polecenia eyeliner w żelu to Maybelline, Lasting Drama Gel Liner.

Kredka na linię wodną

Podkreślenie linii wodnej ma same plusy! Powiększa optycznie oczy, odświeża spojrzenie, czyści linię wodną jeśli osypią się na nią cienie. Ja jestem wierna kredce Max Factor Kohl Pencil o numerze 090 Natural Glaze. Ma piękny, beżowy odcień, jest kremowa i trwała. Jeśli szukacie wersji wodoodpornej, na przykład ze względu na skłonność do łzawienia, polecam The Balm Mr. Write. Kredka ma dodatkowo temperówkę i występuje w kilku kolorach.

Świetne opinie zbiera również wielofunkcyjna kredka NYX. Jest nawet opisana przez producenta jako makijażowy niezbędnik 😉 Może pełnić rolę korektora, konturówki i kredki na linię wodną. Ze względu na te opinie, być może zdradzę z nią w swoim czasie moją ulubioną z Max Factor.

Paletka cieni

Na koniec cienie. Ciężko wyobrazić mi sobie makijaż bez posiadania żadnych cieni. Wiem, że nie każdy lubi szaleństwo na oku, są osoby malujące się w sprawdzony sposób i to im w zupełności wystarcza. Stąd poniżej znajdziecie również takie bardziej minimalistyczne propozycje paletek.

pol_pl_theBalm-SMOKE-1-Paleta-cieni-szarosci-i-beze-4322_1-tile

górny rząd: THE BALM Smoke – 59,90 zł / HEAN – 14,90 zł / MUR paleta – 29,90 zł /

dolny rząd: MUR Iconic 1 – 19,90 zł / MUR Girl Panic – 30,00 zł / THE BALM Nude Dude – przecena! 124,90 zł ze 149,90 zł

Mini paletka trzech cieni z The Balm to dobre rozwiązanie dla tych dziewczyn, które nie potrzebują więcej niż trzech cieni. Dwa neutralne na co dzień i jeden ciemniejszy na wyjście. Cena jak na trzy cienie jest może dość wysoka, ale mają one dużą gramaturę i są naprawdę rewelacyjnej jakości.

Następnie ponownie pojawia się marka Hean, z poczwórną paletką, dostępną w wielu odcieniach. Myślę że też jest dobrym rozwiązaniem dla minimalistek w temacie cieni do powiek.

Kolejne trzy propozycje, to produkty firmy Makeup Revolution:

Paleta cieni i dodatkowo róż, bronzer, rozświetlacz – znowu genialna oszczędność miejsca!

Iconic 1 – to cienie wzorowane na legendarnej palecie „Naked” z Urban Dekay. Słyszałam o niej bardzo skrajne opinie, jak to często z kultowymi przedmiotami bywa. Sama nie zamierzam inwestować w cienie takich pieniędzy, a paletom z serii Iconic ponoć niczego nie brakuje. Nie jest to oczywiście taka jakość jak w przypadku choćby The Balm, ale z dobrą bazą myślę że naprawdę są w stanie zadowolić większość użytkowniczek.

Girl Panic to paletka dla fanek błysku na oku, posiada ona bowiem 12 cieni błyszczących i jedynie 6 matowych. Kolorystyka jest jednak bardzo ciekawa i myślę że przy użyciu tej paletki można stworzyć wiele pięknych makijaży.

Na koniec paletka samowystarczalna, czyli The Balm Nude Dude. Na zdjęciu głównym do tego wpisu widzicie paletę Zoevy Naturally Yours. Lubię ją, ale uważam że jest dość monotematyczna, a niektórych cieni używam bardzo rzadko. Nude Dude wydaje mi się bardziej uniwersalna; zawiera zarówno jaśniejsze cienie matowe, jak i cienie błyszczące a także kilka ciemniejszych odcieni. To jednak propozycja skierowana do ciepłego typu urody.

Wracając do cieni Zoevy, generalnie polecam przyjrzeć się ich paletkom, jeśli chcecie zainwestować w kilkanaście cieni znakomitej jakości, trudno o lepszy wybór. Najnowsza propozycja marki to paleta En Taupe, stworzona wręcz dla chłodnych typów kolorystycznych. Kompozycje bardziej na co dzień, to Rose Golden oraz Cocoa Blend (ewentualnie także Mixed Metals – ponownie dla kobiet preferujących błysk na oku). Paletkę Smoky, której robiłam dla Was recenzję, nazwałabym dzienno – wieczorową. Są w niej zarówno cienie typowo na wyjście, jak i takie których spokojnie można użyć na dzień. Rodeo Belle, Retro Future oraz Love is a story, to paletki nadające się bardziej dla osób które lubią poeksperymentować z kolorem. Inaczej niektóre cienie w nich zawarte mogą nigdy nie zostać wykorzystane. Z drugiej strony, może taki nieco bardziej szalony kolor w paletce skłoni kogoś do zmian w makijażu i dodania makijażowi ciekawego akcentu.

Oczywiście można też kupować cienie pojedynczo, z marek dostępnych stacjonarnie polecam te z oferty Inglota. Można u nich także skomponować własną paletkę, cienie umieszcza się wtedy w specjalnej kasetce magnetycznej (w ramach tak zwanego freedom systemtu możecie je zobaczyć).

I to na tyle jeśli chodzi o część pierwszą. W drugiej pojawią się niezbędne moim zdaniem akcesoria pomocne przy wykonywaniu makijażu. Mam nadzieję że w tym wpisie znajdziecie coś ciekawego dla siebie. Chętnie dowiem się co dodałybyście do mojej listy 🙂

Zdjęcia produktów pochodzą ze strony mintishop.pl

  • O, fajnie, że mi przypomniałaś o tym rozświetlaczu Lovely. Kilka tygodni temu słyszałam o nim miłe rzeczy, miałam mu się przyjrzeć z bliska. Niestety, potem jednak stwierdziłam, że chyba nie jest dobrym pomysłem, żeby rozświetlać problematyczną cerę, ale może się mylę? W każdym razie chwali się, że pokazujesz takie dobre produkty na każdą kieszeń :). To sprzyja kosmetycznym eksperymentom :).

    Ta paletka Zoeva Smoky Palette prezentuje się przepięknie! Bardzo mi się podoba, że te cienie są takie intensywne. Sama na co dzień stosuję tylko perłowy, lekko rozświetlający cień, żeby podkreślić wewnętrzne kąciki moich małych oczu oczu i spróbować je trochę powiększyć ;). Jednak zawsze marzyłam o tym, żeby zaczarować coś z powiekami. Może dzięki Twoim poradnikom mi się uda :).

    • Z tym rozświetlaniem cery problematycznej to faktycznie lepiej ostrożnie.. Ale to trochę zależy od problemu, bo jeśli masz np. pojedyncze „niespodzianki” i nie są skoncentrowane na policzkach to raczej nie szkodzi. Jednak jeśli problem ma nieco szerszy zakres, no to lepiej uważać, to niestety zwraca na niego uwagę, tak samo jak róże z drobinkami rozświetlającymi 🙁

      Jednak wciąż możesz dodać twarzy takiego zdrowego blasku korektorem, tak jak pisałam to jest dla każdego! Wiadomo, że to trochę inny rodzaj rozświetlenia, ale dobry niezależnie od stanu cery.

      A Zoeva faktycznie ma cudownie napigmentowane cienie, aż miło 🙂 z zaznaczeniem kącika jeden z moich ulubionych patentów! Choć on nie do końca powiększa oko. Do powiększenia służy bardziej odpowiednie modelowanie kreski, rozjaśnianie miejsca pod łukiem brwiowym, cieniowanie powieki.. Niestety nie widziałam Twoich oczu, a na pewno znalazłoby się takich trików więcej. Przy analizie pomyślimy 🙂 A na teraz polecam rozjaśnianie linii wodnej, naprawdę świetnie działa!

      • No widzisz, a ja całe swoje makijażowe życie myślałam, że taki cień powiększa mi oczy! Dzięki za wyprowadzenie z błędu i na pewno spróbuję z tym rozjaśnieniem linii wodnej, bo z cieniowaniem powieki raczej sobie nie poradzę :). Mam nadzieję, że za kilka dni cera się uspokoi i wtedy ustawię się w kolejce do Ciebie :).

        • Chyba źle się wyraziłam, przepraszam 🙂 chodziło mi o to, że są po prostu bardziej skuteczne sposoby, o 🙂 samo zaznaczenie kącika nie daje takiego efektu, ale jako zabieg sam w sobie jest super, bo pięknie rozświetla spojrzenie. Więc jeśli dodasz do tego zaznaczenie linii wodnej, to będzie jeszcze lepiej. A potem zajmiemy się cieniowaniem, to też da się opanować!

          Trzymam kciuki żeby cera już nie szalała 🙂

  • Ja również bez brwi nie istnieje! Dosłownie 🙂 Paletka Catrice jest świetna, chociaż jak już Ci pisałam zdradziłam ją chwilowo z żelem Inglota (Brow Liner Gel 11) i jestem bardzo zadowolona. Fakt do tego trzeba mieć pędzelek, ale okazało się, że mam takowy i używanie go „nie boli” hehe

    Nie używam korektorów, ale chyba przydałby mi się taki do okolicy oczu. Mam takie kreski pod oczami i nie wiadomo co z tym robić. Bo ani to worki, ani blizny. Takie coś sobie jest od zawsze ze mną.

    A co odnośnie paletek to chyba dopiero zdecyduje się po spotkaniu z Tobą. Dla osoby nie malującej się zbyt często inwestycja w paletkę z wieloma cieniami chyba mija się z celem. Może ten Smoke Balm? Chociaż, na te Zoevy się nakręciłam.

    • Ty masz jaśniutkie brwi, więc rzeczywiście u Ciebie produkt do ich zaznaczania to totalny must have 😉 Cieszę się że używasz tego żelu z Inglota, super!

      A te kreski to takie na głębokość zmarszczki powiedzmy? Możesz spróbować z korektorem i potem wlaśnie go przypudrować, to trochę je spłyci.

      Paletki Zoevy są super, ale rzeczywiście mają sens przy częstszym makijażu. Z drugiej strony można kombinować z połączeniami i za każdym razem stworzyć coś innego. Aczkolwiek Tobie faktycznie wystarczyłoby myślę max 5 cieni. Ja to bym się wybrała z Tobą do Inglota skomponować taką paletkę 🙂 Bo moim zdaniem do Twojego typu urody nie ma dobrej jakościowo paletki, gdzie wszystkie cienie będą pasować i będziesz ich faktycznie używać.

      • Nawet płytsze. Właśnie może z tym korektorem powinnam popracować, przemyślę temat 🙂

        No coś Ty! Nie ma paletek dla zimnych bladziochów 😀

        • To popróbuj 🙂

          Być to jasne że są, ale nie takie zajebiste jak same stworzymy 😉 to będzie sto pro pod Ciebie!

  • Jestem trochę zaskoczona, bo okazuje się, że mam wszystkie produkty z Twojego niezbędnika oprócz kredki na linię wodną, której nigdy nie stosowałam. A może to błąd? Tylko musiałabym zaopatrzyć się w tę wodoodporną wersję, o której mówisz, bo jak tylko nałożę coś na dolną linię rzęs, bądź w kąciku oczu to zaczynam łzawić.
    W chwili obecnej nie wyobrażam sobie makijażu bez podkreślenia brwi. Miałam żel do brwi z Benefitu, który był rewelacyjny, ale niestety cena jest dosyć odstraszająca więc korzystam z zamiennika z Loreal’a i jestem zadowolona. Jak będę w Polsce to chyba skuszę się na ten zestaw do stylizacji brwi z Catrice, który polecasz.

    Całkiem niedawno zaopatrzyłam się z takie trio do konturowania twarzy ze Sleeka i jestem bardzo zadowolona. Muszę jednak trochę popracować nad techniką, ale to kwestia wprawy 🙂

    Kiedyś nie stosowałam korektora pod oczy, ale jak tylko raz spróbowałam, to wiem, że już raczej nie będę w stanie się pomalować bez niego. Mam korektor z Chanela (dostałam w prezencie, oczywiście 😀 Daję najbliższym dużo wskazówek, co by mi się przydało :D) i jest świetny. Jednak zawsze muszę go dobrze przypudrować, bo inaczej po kilku godzinach wyglądam jak panda 😛

    • No widzisz! To super 🙂 Kochana, za moment Twoja analiza, więc będę pisać dużo o powiększaniu optycznym oka w tym na pewno o kredce na linię wodną, ale już mam w pamięci że musi być wodoodporna!

      Te zestawy ze Sleeka wyglądają bardzo podobnie do tego z MUR, pewnie jakościowo też są podobne, świetnie że próbujesz 🙂 W tamach tego cyklu planowany jest też post o idealnym konturowaniu, mam nadzieję że pomoże w nauce 🙂 Ale teoria teorią, a to praktyka czyni mistrza!

      A z korektorem – tak to jest, póki czegoś nie spróbujemy, nie wiemy że było potrzebne 😉 z przypudrowaniem świetnie że to robisz!

      • No nie mogę się doczekać tej mojej analizy. Niby coś tam wiem o makijażu, ale zdecydowanie zbyt mało. Twój blog i Twoje wskazówki dużo mi dają, a indywidualne rady, typowo pode mnie będą na pewno bardzo przydatne 🙂

        • Nawet nie wiesz ile dla mnie znaczą te słowa ❤ też już się nie mogę doczekać co powiesz! 🙂

  • Używam już od roku cieni do brwi Catrice. Są tak duże, że chyba to opakowanie wystarczy mi do końca życia haha. Jedyne czego mi do nich brakuje to dobry cienki pędzelek. Długo już szukam i nic nie mogę znaleźć. Zaciekawiła mnie też ta kredka do brwi i na linię wodną o której piszesz. Tej drugij jakoś nigdy nie miałam potrzeby używać. Bardzo spodobały mi się róże/bronzery do konturowania twarzy Revolution.Ta marka jest dosyć popularna w UK, ale przyznaję, że uznałam ją za podróbkę Revlonu. Wielki błąd! Ostatnio zachorowałam też na paletę do konturowania Kat Von D, ale niedostępna w Europie chyba, że coś przeoczyłam.
    Z korektorów rozświetlających najlepszy na świecie jest YSLTouche Eclat. Nie spotkałam nic lepszego. Niestety drogi i testują na zwierzetach więc już nie używam 🙁

    • Haha no rzeczywiście to opakowanie jest chyba nie do zdarcia 😉 Polecam Ci serdecznie ten pędzelek Zoeva z serii Bamboo, jest po prostu idealny. Może nie bardzo cienki, ale stworzony do zadania 😉 ma numerek 322. Ew. można użyć 317 który generalnie służy do eyelinera, ale do brwi też się nadaje a jest cieńszy.

      To Makeup Revolution to naprawdę zagadkowa firma dla mnie, kosmetyki tak tanie, a tak dobre..

      Znalazłam tą paletkę Kat Von D na allegro, ale pytanie jak z oryginalnością.

      A korektor rozświetlający będę teraz testować L’oreal Lumi Magique, powiem Ci że na wizażu YSL ma 3,7 a ten 3,6 gwiazdki, więc całkiem blisko 😉 A oni przestali testować na zwierzakach 🙂 Dam znać jak się sprawuje, może to by był tańszy zamiennik, słyszałam o nim dużo dobrego!

      • O! Dziękuję Ci bardzo za polecenie. Przyjrzę się tym pędzlom.
        Nie przestali testować, bo musieliby się wycofać z Chin. Generalnie zasada jest taka, że w krajach EU nie można sprzedawać i testować kosmetyków na zwierzętach już od dawna. Natomiast w Chinach wymogi prawne są takie, że wszystko musi być przetestowane. Oczywiście oni tego sami nie wykonują, ale zlecają osobą trzecim. Mam nadzieję, że Chiny w końcu odejdą od tej irracjonalnej i okrutnej praktyki.

        Ja się trochę obawiam kupować na tych portalach aukcyjnych rzeczy sprowadzanych ze stanów. Zawsze są dużo droższe i nigdy nie mam pewności co do oryginalności produktu. Parę razy się nacięłam w przeszłości.

        • Odnośnie l’oreal, tu opisują to trochę inaczej. Zakładając że mówią prawdę. Ale tak z ciekawości, jeśli kosmetyk którego Ty byś użyła nie był testowany na zwierzętach to nie jest istotne bo kupujesz rzecz od producenta który testuje w ogóle, tak? Ciekawią mnie te etyczne aspekty weganizmu.

          A co do allegro to masz rację, mnóstwo jest podróbek, trzeba mieć naprawdę zaufanego sprzedawcę. Też bym się nie odważyła kupić „ot tak”.

          • Wiesz to nie jest prosty temat. Generalnie tak, w Europie jest całkowity zakaz sprzedawania kosmetyków testowanych na zwierzętach. Schody zaczynają się kiedy dochodzimy do składników z których dany produkt jest wykonany. Poszczególne składniki często są kupowane od innych producentów. One mogą być lub nie testowane na zwierzętach. I jeśli są producent finalnego produktu w którym taki składnik się znajduje napisze, że jego produkt nie jest testowany na zwierzętach. Bo faktycznie on tego nie uczynił, ale jak widzisz nie do końca musi to być prawda. Podobnie jest właśnie z Chinami. L’oreal de facto tego nie wykonuje. Ale dają przyzwolenie rządowi chińskiemu do wykorzystywania ich produktów do testów na zwierzętach. L’oreal ładnie to ubiera w słowa i próbuje zrzucić winę na innych. Ale to jest tak jak np. Ty byś wyprodukowała jakiś produkt. Ja bym go od Ciebie wzięła i testowała go na biednych bezbronnych zwierzakach, bo inaczej go nie sprzedam u siebie. No i pytanie jest jak ty się z tym czujesz? Czy to jest dla ciebie ok, że za pomocą twojego produkty męczy się zwierzaki czy nie? Osobiście ja bym nie chciała do tego przykładać ręki i nie chciałabym by moje produkty były z tym utożsamiane. I wydawanie milionów $ rocznie na alternatywne badanie nie uspokoiłoby mojego sumienia.

          • Rozumiem, to rzeczywiście złożone. Jedno jest jasne – nie chcesz kupować u producenta u którego sytuacja nie jest jasna. Dziękuję za wyjaśnienie!

          • Dokłądnie. Jak będziesz miała chwilę i chęć to zerknij tutaj http://www.kocieuszy.pl/p/lista.html. Kocie uszy przygotowała listę firm testujących, nie testujących i niepewnych.

          • Dzięki, ciekawe.. a co to znaczy np. że Batiste przeprowadza testy zgodne z wymogami prawa? Czyli przeprowadza i weganin raczej tego nie użyje, tak? Zastanowiło mnie też jak testuje się np. takie produkty jak tampony i soczewki? No bo raczej nie tak jak potem ich użyje człowiek.. to dużo szersze zagadnienie niż kiedykolwiek się nad tym zastanawiałam..

          • Tak, czyli jeśli Chiny lub inny kraj wymagają przeprowadzenia testów (bo takie mają regulacje prawne) to oni się na to godzą. Raczej weganin ich nie użyje, ale nie mogę wypowiadać się za wszystkich :).

            Z tego, co mi wiadomo w chwili obecnej nie ma na rynku ani jednej firmy, która miałaby w sprzedaży soczeki nie testeowane na zwierzętach. Jeśli chodzi o tampony i podpaski zdecydowana większość testuje na zwierzętach. I niestety część z nich testuje dokładnie tak jak są stosowane te produkty przez ludzi. Podobnie jest z pieluchami. Testuje się też substancje, które wykorzystuje się do ich produkcji, np. chlor, którym wybielana jest bawałna (tampony, podpaski, płatki).

          • Evelina sprawdzałam niedawno i ponoć Batiste nie testuję na zwierzętach. Czy coś się zmieniło?

          • OMG… nie zdawałam sobie sprawy z wielu rzeczy 🙁

  • Pingback: Makijaż – to proste! Niezbędniki na start #2: akcesoria |()

Close