Nawet najlepiej dobrana pielęgnacja nie zda egzaminu, kiedy będziemy zakładać na twarz „worek” ze składników, które nie pozwalają swobodnie oddychać skórze. Często sięgając po podkład czy puder nie zdajemy sobie sprawy że to właśnie on jest sprawcą naszych problemów (które nim zakrywamy i w ten sposób zamyka się błędne koło). Jeśli chcecie wiedzieć, czego lepiej się wystrzegać wybierając produkty do kamuflażu – zapraszam na dzisiejszy post! Przedstawiam w nim też moją obecną trójkę ulubieńców do zakrywania niedoskonałości oraz podpowiadam gdzie szukać dobrych kosmetyków tego typu 🙂
Sytuacja idealna jest wtedy, kiedy nie musimy nic zakrywać. Do tego wciąż dążę, jednak póki co nie jest aż tak rewelacyjnie, żebym czuła się komfortowo bez żadnego makijażu twarzy. Oczywiście nie mówię tu o przysłowiowym pójściu do sklepu bułki ;), ale jednak kiedy wychodzę z domu na dłużej, lubię mieć poczucie że moja cera wygląda dobrze; koloryt jest wyrównany a zaczerwienienia (które są moim głównym problemem) nie są tak mocno widoczne.
Nie ma nic złego w tym, że chcemy aby cera sprawiała wrażenie nieskazitelnej. Twarz jest naszą wizytówką i jej dobry wygląd dodaje pewności siebie. Trzeba jednak uważać, żeby nie wpaść w pułapkę. Wielu producentów obiecuje efekt Photoshopa, cerę jak nową, świeżą przez X godzin i nie wiem co jeszcze. Owszem, niektóre fluidy naprawdę „robią robotę”, tylko że może się to odbywać wysokim kosztem – a dokładniej kosztem stanu cery. Nie wiem, może to celowe działanie, żebyśmy dalej kupowały dany kosmetyk? To naciągana teoria, ale kto wie, kto wie…
W każdym razie, wiadomość na pocieszenie jest taka, że do wyboru jest coraz więcej naprawdę dobrych produktów kryjących, które nie powinny działać na szkodę naszej skóry. Jednak zanim je Wam przybliżę i powiem dwa słowa o tym co sprawdza się u mnie, przyjrzyjmy się składnikom, które mogą przyczyniać się do zatykania porów, a co za tym idzie powodować powstawanie zaskórników.
Co nie pozwala skórze swobodnie oddychać?
Pewne substancje w kosmetykach noszą miano komedogennych (z ang. comedo – zaskórnik). Kiedy zostają zmieszane z sebum, martwymi komórkami skóry i bakteriami (brrr, mieszanka wybuchowa…), blokują pory, co prowadzi do pojawiania się różnego rodzaju konsekwencjami w postaci krostek, krost, wysypek czy bardzo nieprzyjemnych podskórnych gul (często zwanych potocznie „wulkanami”…). Taką reakcję możemy zaobserwować używając produktów zawierających:
∅ silikony (Cyclomethicone, Dimethicone, Simethicone, Trimethicone, Cyclopentasiloxane) – sprawiają że kosmetyk lepiej się rozprowadza (nadają mu „poślizg”). Są to świetne „wypełniacze” cery, które odpowiadają za nieskazitelny wygląd. Tylko po co mieć cerę która jest piękna jedynie z pozoru? Mimo że silikony nie są wysoce komedogenne, to mogą nasilać problemy trądzikowe.
∅ lanolinę – składnik pozyskiwany z wełny owiec. Często występuje w preparatach dermatologicznych. Szczególne właściwości zapychające ma lanolina syntetyczna.
∅ sztuczne substancje zapachowe – może nie tyle zapychają, co mogą działać na skórę drażniąco.
Często podkłady zawierają również niesłychanie dużo konserwantów (nawet pięć – siedem, pytanie po co aż tyle?!).
Są jeszcze dwa, a w zasadzie trzy „ale”:
Niezłe podkłady pod kątem składów miewa Gosh i o dziwo… Essence czy Eveline. Jednak sięgając po nie, warto przeanalizować każdy oddzielnie.
Mój sprawdzony zestaw
Na chwilę obecną używam trzech produktów, z których działania jestem naprawdę zadowolona.
♥ krem BB SO BiO Etic
Będzie to odpowiedni kosmetyk, jeśli szukacie w kremie BB dobrego krycia. Ten ma tak mocne (jak na krem BB), że dosłownie zbierałam szczękę z podłogi. Nie spotkałam wcześniej takiego rodzaju formuły – zarazem nawilżającej i kryjącej. Wykończenie nie jest matowe, na cerze mieszanej lub tłustej może wymagać przypudrowania. Dzięki zawartości cynku, lizyny oraz bisabololu może łagodzić stany zapalne lub wspomagać gojenie. Co prawda tubka jest niewielka, ale produkt wydaje się być bardzo wydajny, do pokrycia całej twarzy wystarczy bardzo mała ilość.
Minusem mogą być jedynie dwa dostępne kolory – po prostu jasny i ciemny. Ja sięgnęłam po ten drugi, bo byłam pewna że jasny nie będzie pasował do mojej karnacji. Kiedy zobaczyłam odcień 02 (ten który wybrałam) nieco się przeraziłam, bo wydawało mi się że będzie za ciemny. Na szczęście jest w porządku, ładnie się dopasowuje i stapia ze skórą 🙂
Jeszcze jeden drobny minus jaki mu daję, to za pewien składnik, a mianowicie Aluminum Hydroxide. Kosmetyki z aluminium kojarzą się źle, ale nieco zdziwiła mnie jego obecność w kremie BB. Zaczęłam przeszukiwać internet w poszukiwaniu informacji na ten temat, ale niestety były one sprzeczne. Podpytałam dla pewności dziewczyny z PiggyPeg, które jak zwykle okazały się nieocenione. Podesłały mi bardzo ciekawy artykuł (po angielsku) [KLIK]. Najważniejsze dla mnie jest to, że Aluminum hydroxide nie jest substancją toksyczną i nie powinien być mylony z kontrowersyjnym Aluminum chlorohydrate, który uznawany jest za składnik rakotwórczy a zawiera go wiele dezodorantów. Aluminum hydroxide często jest używany jako barwnik i to zapewne taką właśnie rolę pełni w kremie BB. Co ciekawe fluidy czy kremy CC tej marki już go nie zawierają.
Co ważne produkty SO BiO nie zawierają: parabenów, nanocząsteczek, fenoksyetanolu, pochodnych ropy naftowej, sztucznych barwników, produktów GMO, sztucznych zapachów, PEGów, i silikonów. Opakowania są biodegradowalne.
Kupiłam go tutaj [KLIK].
♥ korektor mineralny Pixie Cosmetics
Niedawny zakup z którego jestem bardzo zadowolona. Teoretycznie krem BB SO BiO można nakładać również pod oczy, ale zależało mi na produkcie o nieco jaśniejszym kolorze aby przy okazji rozjaśnić te okolice.
Nie mam problemów z dużymi cieniami pod oczami i jego krycie jest dla mnie wystarczające. Pięknie rozjaśnia, może służyć też jako baza pod cienie. Zawiera witaminę A (retinol), witaminę E oraz witaminę C. Zawarta w składzie gliceryna roślinnego pochodzenia tworzy ochronny film i nawilża skórę. Najlepiej wklepywać go opuszkami palców.
Korektor można kupić w bardzo niskiej cenie – 19,90 zł (promocja obowiązuje do końca roku, lub wyczerpania zapasów) [KLIK].
♥ puder rozświetlający Annabelle Minerals
Określenie „rozświetlający” w nazwie może być nieco mylące. Nie zawiera on żadnych typowych drobinek. Nadaje skórze taki świetlisty blask ale nadaje się również do cery mieszanej i ładnie matuje. Po nałożeniu staje się transparentny. W składzie ma tylko naturalne, bezpieczne dla skóry składniki – rozświetlająca mikę, łagodzący tlenek cynku, jedwab i glinkę kaolin. Zabezpiecza skórę przed negatywnym wpływem promieniowania UV.
Najlepiej jeśli postawicie również na naturalny róż i bronzer. Co prawda nakładamy je punktowo, ale u mnie zmiana tych produktów na mineralne spowodowała dużą różnicę (te miejsca były mocno pokryte czerwonymi plamkami – myślałam że to może od poduszki czy telefonu, ale okazało się że jednak nie).
Kupicie go np. tutaj [KLIK].
Z firmy Annabelle używam także różu do policzków [KLIK].
Inne produkty godne zainteresowania
Jeśli wciąż poszukujecie swoich ideałów, polecam zwrócić uwagę na ofertę:
- Couleur Caramel (bardzo szeroki wybór, możliwość zamówienia próbek)
- Felicea (naturalny puder, róże, bronzer, korektory)
- Lavera, Puro Bio, Benecos – marki dostępne np. w drogerii Bioorganika
- Zielone laboratorium (krem BB pojawił się niedawno jako nowość w ich ofercie – z opisu brzmi świetnie 🙂 ale podejrzewam że u mnie miałby za małe krycie.. dajcie znać, jeśli go próbowałyście!)
- Minerały: Annabelle Minerals, Lily Lolo, Earthnicity, Neauty Minerals (dziś i jutro obowiązuje darmowa dostawa, ja skusiłam się na róż do policzków).
Czego Wy używacie do zakrycia niedoskonałości, czy wyrównania kolorytu cery? Zwracacie uwagę na skład kosmetyków kolorowych? Mam nadzieję że jeśli do tej pory tego nie robiłyście, po lekturze tego wpisu zaczniecie. Warto, dla dobrego samopoczucia własnej skóry 🙂

Pingback: Good bye November! |()
Pingback: Good bye December! |()