Pierwsza i druga ciąża – podobieństwa & różnice

8 stycznia 2017
Komentarze: 13

Im dłużej jestem w drugiej ciąży, tym bardziej mam ochotę na ten wpis. Nie raz słyszałam, że każda ciąża jest inna i zgadzam się z tym! Ale nie tylko pod kątem samopoczucia fizycznego ale też psychicznego. Podejrzewałam że mając już jakieś doświadczenie inaczej podchodzi się do wielu aspektów, ale sama jestem zaskoczona jak bardzo zmienia się podejście. Oczywiście moje spostrzeżenia są bardzo subiektywne, dużo zależy od przebiegu ciąży i wielu innych składowych. Mam nadzieję że taki temat zainteresuje zarówno te z Was które były w ciąży, są obecnie lub planują (albo i nie!) być w przyszłości 🙂

Ciąża. Określana jako stan błogosławiony i najpiękniejszy okres w życiu kobiety. Czy się z tym zgadzam? Zapewne tak jak większość z kobiet które w niej są lub były – i tak i nie. Oczywiście jest to piękny czas. Dwie kreski na teście, oczekiwanie na obraz bijącego serduszka na USG, moment poznania płci (przy założeniu że chcemy wiedzieć, a dziecko zechce nam ją pokazać), pierwsze ruchy dziecka. To są naprawdę niezwykłe i niezapomniane momenty. II trymestr to wręcz eksplozja energii i dobrego humoru – u większości ciężarnych. Potem przychodzi III trymestr i już nie jest tak super. Dolegliwości się mnożą, robi się ciężko i nadchodzi czas kiedy nie możemy doczekać się wydania lokatora na świat. No, może nie samego momentu porodu, ale powiedzmy chwili kiedy będziemy trzymać Maleństwo na rękach. Ja jestem właśnie na tym etapie 😉

Ale do meritum – jakie spostrzeżenia nasuwają mi się w końcówce drugiej ciąży? Czy mam te same obawy co w pierwszej, czy nauczona doświadczeniem coś robię inaczej?

Pierwsza i druga ciąża – podobieństwa

Obawy

Towarzyszą nam chyba w każdej ciąży. Czy wszystko będzie w porządku z dzieckiem, czy okaże się zdrowe. Im dalej, tym jest ich mniej, ale na początku takie myśli często mi towarzyszyły i sądzę że to zupełnie normalne.

Zostając Mamą po raz pierwszy ma się też wiele innych obaw – czy sobie poradzimy, czy będziemy umiały się zaopiekować dzieckiem (te z Was które nie mają jeszcze dzieci przy okazji zapewniam że tak – to wszystko przychodzi w momencie pojawienia się noworodka na świecie). Przy drugim dziecku obawiamy się reakcji rodzeństwa, zwłaszcza kiedy pierwsze jest jeszcze na tyle małe że nie mamy pojęcia jak zareaguje na jeszcze mniejszego człowieka w domu.

Dolegliwości

Ja nie uniknęłam ich zarówno w pierwszej jak i drugiej ciąży. A nawet powiedziałabym że w tej są gorsze. Na początku towarzyszyły mi non stop paskudne mdłości, a na końcu koszmarna zgaga. To moje największe bolączki, jest sporo innych ale o tym już nie będę się rozpisywać. Nazwałabym to ciążowym standardem 😉

Myśli o porodzie

Tak, to część nieunikniona. Kiedy jest się w ciąży trzeba urodzić i jest to pewne jak 2×2. Świadomość tego mamy od początku, jednak myśli o tym zaczynają krążyć po głowie bliżej terminu rozwiązania. W pierwszej ciąży boimy się nieznanego, a w drugiej boimy się bo… wiemy co nas czeka 😉

Myśli o pojawieniu się dziecka

To że po dziewięciu miesiącach ciąży dziecko będzie z nami, również jest jasne od samego początku. Myślałam że w drugiej ciąży jakoś łatwiej będzie mi to sobie wyobrazić, ale nie. Jest to dokładnie tak samo nierzeczywiste jak przy pierwszym.

Pierwsza i druga ciąża – różnice

Czas na odpoczynek

A w drugiej ciąży raczej jego brak. Pierwszą, znaczącą różnicą jest to, że mamy już jedno dziecko pod opieką – chyba że chodzi już do jakiejś placówki opiekuńczej, wtedy zyskujemy nieco czasu dla siebie. Jednak w moim przypadku nie było już mowy o długim wylegiwaniu się pod kocem z książką (chyba że taką z obrazkami zwierzątek..), niespiesznego gotowania obiadu składającego się z moich zachcianek i chodzenia spać kiedy to mi się zachce. Od niespełna dwóch lat w naszym domu władzę przejęła pewna niebieskooka blondynka 😉 Nasza córka jest cudownym, acz pełnym energii dzieckiem i w tym momencie ciężko mi już dotrzymać jej kroku. Nieocenioną pomoc oferują obie babcie, które są bardzo zaangażowane i bez nich chyba bym zginęła! Jedna z nich być może to przeczyta – jeśli tak, to oficjalnie – dziękuję Mamo!

Trudne były zwłaszcza początki, kiedy spać chce się dosłownie non stop. Na szczęście w tamtym czasie Zosia miała drzemki, więc korzystałam i kładłam się razem z nią. W tym okresie niestety ucierpiał blog, bo przesypiałam każdy wolny moment. Ale cóż, są priorytety a ciąża nie pyta, ciąża wymaga 😉

Badania kontrolne

Są bardzo ważne i oczywiście w drugiej ciąży ich pilnuję. Jednak w pierwszej miałam ich sporo więcej (też ze względu na mocno nadgorliwą lekarkę, której podejście mi się udzielało). Chociażby USG miałam teraz tylko trzy, gdzie w pierwszej ciąży chyba dziesięć… Zdecydowanie bardziej ufam teraz naturze i jeśli na USG kontrolnych okazywało się że wszystko jest w porządku, nie czułam potrzeby robienia dodatkowych badań.

Kompletowanie wyprawki

Przy niewielkiej różnicy wieku, tak jak w naszym przypadku, wyprawka jest w zasadzie gotowa. Oczywiście trzeba dokupić kilka drobiazgów ale to już nic w porównaniu z zakupami które trzeba zrobić przed pierwszym dzieckiem. W poprzedniej ciąży poczyniłam ogromną listę w Excelu i z obłędem w oczach zaznaczałam co już mam, a czego brakuje. Ogarnęło mnie czyste szaleństwo. I jeśli od razu mogę tu coś poradzić przyszłym mamom – nie potrzebujecie wszystkiego co Wam się wydaje. Ja kupiłam dużo na zapas, bo może się przyda, zupełnie jakby po pojawieniu się dziecka na świecie miały zostać zamknięte wszystkie sklepy. Nie wiem czy to normalne, ale cóż. Ja tak miałam 😉

Syndrom wicia gniazda

Pojawia się na dalszym etapie, czasem dopiero pod koniec ciąży. W pierwszej bardzo go odczuwałam. Mieliśmy w niedalekiej perspektywie przeprowadzkę i aż mnie skręcało że nie mogę urządzać nowego pokoiku przed porodem. Pocieszałam się więc dekorowaniem kącika bobasa, a po narodzinach i tak mieszkaliśmy już gdzie indziej. Teraz sama jeszcze nie wiem jak rozwiązać kwestie ulokowania młodszego rodzeństwa i jakoś nie spędza mi to snu z powiek. Syndrom wicia gniazda tym razem mi się nie udzielił 🙂

Pakowanie torby do szpitala

W tym punkcie naprawdę chce mi się śmiać jak przypomnę sobie co zabierałam ze sobą przy pierwszym porodzie. Zapasy jak na wojnę 😉 Ze wszystkich możliwych list istniejących w internecie, zrobiłam swoją własną. Spakowałam się w wielką torbę na kółkach i dodatkowo mniejszą z rzeczami dla dziecka. Naprawdę straciłam wtedy głowę i wydawało mi się że muszę mieć ze sobą wszystko! Jeśli też tak macie to spokojnie, mąż zawsze może coś dowieźć i nie zginiecie. Zresztą standardowo to tylko 2 dni pobytu w szpitalu, więc większość z rzeczy wróci z Wami do domu niewyciągnięta z walizki.


Ciekawa jestem Waszych doświadczeń lub wyobrażeń, jeśli dzieci macie dopiero w planie 🙂

Zdjęcie główne pochodzi z sesji u Marty – Mytych Photography.

  • coquille

    Ja się właśnie zastanawiałam jak sobie radzą kobiety w ciąży, które mają już jedno małe dziecko…. Bo ja jestem taka słaba, że ledwo coś zrobię przy sobie i już sapie, a co to by było jescze z drugim dzieckiem :-O

    Jak zaszła w drugą ciążę to ile Zosia miała? Byłaś wtedy jeszcze na macierzyńskim?

    • Już nie byłam, Zosia miała wtedy 14 miesięcy. Nie wiem jak, chyba bo muszą 😀 dlatego ja naprawdę zginęłabym bez nieocenionej pomocy Babć! Bywa naprawdę hardcorowo, ale wspólnymi siłami dajemy radę 😉

  • Mój mąż, kiedy zobaczył moją listę do szpitala to powiedział dokładnie to samo, że nie powinnam się pakować jak na wojnę… no więc pewnie bliżej terminu poproszę go o racjonalną pomoc w wyborze co spakować do takiej torby.

    Ciekawa też jestem właśnie tych obowiązków przy pierwszym dziecku w momencie, kiedy jesteś w drugiej ciąży. Między 3 a 4 miesiącem spacer do kuchni po szklankę wody sprawiał mi taki kłopot fizyczny, że potem od razu szłam spać…

    • haha 🙂 Wiesz, z jednej strony zapasów nie ma co robić, a z drugiej krzywdy tym nikomu nie robisz. Jak masz się czuć bezpieczniej, to lepiej wziąć więcej i żeby wróciło nawet nierozpakowane 🙂

      Z tymi obowiązkami to różnie, tzn. zależy na ile ma się siłę. Ja długo robiłam wszystko tak jak zwykle, teraz już np. rzadziej sprzątam bo siada kręgosłup i już po prostu nie ma siły. Mąż czasem weźmie gotowy obiad do pracy zamiast domowego. No jakieś tam ustępstwa są. I powiem Ci że sama nie wiem czy gorszy początek czy koniec! Wtedy była masakra głównie ze spaniem, ale teraz też mnie weźmie czasem w ciągu dnia tak, że normalnie mi odcina kontakt ze światem. A do tego jest ciężko 😉 Ale wiesz, chyba organizm trochę się zaprawia w pierwszej ciąży a druga kwestia jest taka że jak musisz to nie zastanawiasz się czy dasz sobie radę, tylko jak to zrobić żeby dać. Bo pierwsze dziecko, zwłaszcza przy małej różnicy wieku, wciąż wymaga dużo uwagi. Ja na początku jeszcze Zosię karmiłam, więc wszystko było dosyć trudne, ale podejrzewam że trudniej będzie jak już się pojawi jej braciszek. Tak samo nie wyobrażamy sobie przy pierwszym dziecku żeby jeszcze ‚wcisnąć’ wiele w rozkład dnia poza opieką nad nim, a tu będzie dużo do zorganizowania poza poświęcaniem uwagi bobaskowi. Więc.. no cóż, potrzeba matką wynalazków i radzenia sobie 😀

      • Racja, w takiej sytuacji już nie zastanawiasz się czy dasz radę, bo wyboru nie ma… Ah, rodzicielstwo 🙂

        • Dokładnie, nikt Cię o zdanie nie pyta, musisz ogarnąć 😀

  • Mam to wszystko już za sobą i wszystko wyglądało dokładnie tak samo! Poza jednym – to w drugiej ciąży miałam większe obawy o dziecko, całą gamę dolegliwości z którymi wcześniej się nie spotkałam i byłam bardzo niecierpliwa – tak bardzo chciałam już urodzić, że od 37 tygodnia próbowałam wywołać poród sprawczym działaniem myśli 🙂 Tym razem zgłupiałam też przy kompletowaniu wyprawki – chociaż nie kupiłam tych wszystkich rzeczy, o których już wiedziałam, że nie będą mi potrzebne, to synek miał przygotowane dużo więcej ciuszków niż jego starsza siostra 🙂 Ale o dziwo, wcale nie miał ich za dużo. Tylko czapeczki niestety nie pasowały, bo jak się rodzi dziecko o wadze 4300 g to czapeczki trzeba mieć większe od tych, które są dla noworodków 🙂

    • Ja „tak bardzo chcę urodzić” na dokładnie tym samym etapie 😀 Brzuch już bardzo się obniżył, więc zrobiło się naprawdę niewesoło jeśli chodzi o słodki ciężar 😉

      Z ilością ciuszków to nie przebiję Zosi, no i staram się nie wariować pamiętając jak szybko z nich wyrośnie.. ale co tu dużo mówić, nie jest łatwo! Czapeczki kupiłam takie mikro że zastanawiałam się czy to na pewno dział dla dzieci, nie z akcesoriami dla lalek. Ale w razie czego mam też trochę większe, choć ufam że urodzi się taki w okolicach wagi swojej siostry (3,5kg) – no dobra, może być ciut większy z uwagi na bycie mężczyzną 😀

      • Chłopcy podobno rodzą się z mniejszą wagą niż dziewczynki, ale u mnie to się nie sprawdziło. Lenka 4030, Natan 4300 🙂 Powodzenia! To już tak blisko <3

        • O to nie wiedziałam, za to potem szybciej chyba przybierają 🙂 Ale właśnie, różnie to może być. Za trochę mniejszego się też nie pogniewam! Dziękuję :* przyda się… można powiedzieć że lada dzień, choć patrząc na to jak się śpieszyło pierwszemu to raczej lada tydzień 😉

  • Przypomniałaś mi o tej wstrętnej zgadze! A fuj! Ja nadal uważam, że ona chciała mnie zabić 😉 Ja i tak nadal Cię podziwiam, że tak cudnie ogarniasz opiekę nad Zosią będąc w ciąży <3 Ach jak ja sobie przypominam te drzemki i to zmęczenie i to, że moja ciąża inaczej odbiegała od standardów, I tc rwa kulszowa, II tc rwa kulszowa, brak sił i energii, III tc brak rwy kulszowej i wulkan energii 😉 Syndrom wicia gniazda objawił się na dwa dni przed porodem 😉 Ile wspomnień, aż muszę o tym u siebie napisać 🙂
    A ile godzin spędzonych na messengerze z Tobą?! <3
    Buziaki!

    • hahaha mnie ona chce wykończyć!! 😀
      Ogarniam ale serio wiele zawdzięczam Babciom! Rwy kulszowej bardzo współczuję…

      Koniecznie napisz o tym na blogu! No, rozmów było bez liku <3

  • Pingback: Tu i teraz: styczeń |()

Close