Przed Wami pierwszy z czterech wpisów o kosmetycznych perełkach tego roku. To coś więcej niż ulubieńcy. Dużo jest produktów które lubię, cenię i używam z przyjemnością. Jednak takich, które wyróżniają się naprawdę spektakularnym działaniem nie ma już tak wielu. Aby więc znaleźć się w tym zacnym gronie, kosmetyk będzie musiał przebić się przez gęste sito i zrobić na mnie duże wrażenie. Nieczęsto trafia się na taki produkt, dlatego też będą to wpisy kwartalne. Raz na trzy miesiące zaprezentuję Wam co spowodowało szybsze bicie mojego serca i do czego z chęcią jeszcze wrócę. Poznajcie pierwsze perełki tego roku!
Tak jak pisałam we wstępie – nie zobaczycie tu wielu kosmetyków. Ale te które pokażę będą naprawdę best of the best. Takie kosmetyczne Oscary rozdawane częściej niż raz do roku 😉
Ale po kolei.
♥ ♥ Serum oczyszczające do włosów Bionigree ♥ ♥
Nie bez powodu zajmuje pierwsze miejsce na liście.
Z przetłuszczającą się skórą głowy zmagam się od lat. Doskonale wiem co zapoczątkowało te problemy. W liceum obcięłam włosy „na chłopaka” i musiałam zacząć je myć codziennie, inaczej każdy odstawał w inną stronę. Moja przyzwyczajona do mycia co drugi dzień głowa się zbuntowała i od tamtej pory było już tylko gorzej.
Przez te wszystkie lata nie udało mi się znaleźć niczego, co oczyściłoby scalp skutecznie. Inna sprawa, że nie szukałam produktów poza szamponami, a zanim zaczęłam stosować naturalną pielęgnację, nieświadomie używałam takich o kiepskim składzie. Czułam że mój scalp jest oblepiony i wymaga porządnego oczyszczenia. Nie mogłam jednak znaleźć kosmetyku który by temu zaradził. Nie zdążyłam wypróbować kilku o których myślałam (w postaci glinki czy peelingu do skóry głowy), ale może to i lepiej, bo od razu trafiłam na coś rewelacyjnego, co na mojej skórze głowy zrobiło istną rewolucję.
Olejek Bionigree zapragnęłam mieć odkąd go pierwszy raz zobaczyłam. Nie ukrywam że pokładałam w nim ogromne nadzieje. Skoro znalazł się w perełkach i to na pierwszym miejscu, możecie się domyślać że ich nie zawiódł 🙂
Produkt zadziałał u mnie w bardzo widoczny sposób. Już po pierwszym użyciu widziałam kolosalną różnicę. Włosy świeże, sypkie, odbite od nasady. I takie były do samego wieczora! Gdzie zwykle pod koniec dnia ich wygląd pozostawiał wiele do życzenia i mogłabym je teoretycznie myć znowu (zresztą tak robiłam za czasów kiedy wieczorami gdzieś wychodziłam;). Nie powiem że mogłabym je już myć co drugi dzień, ale myślę że wszystko jest na dobrej drodze. Kontynuuję kurację zachwycona efektami jakie daje ten kosmetyk. Brawa dla producenta za skuteczność i skład!
Po około miesiącu używania serum stwierdzam, że:
» włosy dłużej zachowują świeżość
» są sypkie, odbite od nasady
» dużo mniej się przetłuszczają
» skóra głowy jest skutecznie (ale delikatnie) oczyszczona
Serum możemy stosować w zależności od potrzeb, nawet codziennie. Najlepiej zmniejszać częstotliwość wraz z ustępowaniem objawów. Trzymamy je na głowie minimum 30 minut. Ja zaczynam czuć lekkie swędzenie i szczypanie po ponad trzech godzinach, zwykle zmywam je po około godzinie od aplikacji.
Drobna porada odnośnie zmywania: polecam odchylić głowę (do przodu lub do tyłu), ponieważ serum spływające po twarzy nie jest zbyt przyjemne. Ma dość intensywny zapach i właściwości chłodzące, jeśli Wam to nie przeszkadza to nie ma problemu.
♥ ♥ LIQ CC – serum z witaminą C (wersja Rich) ♥ ♥
W moim przypadku wprowadzanie nowych produktów do pielęgnacji twarzy wiąże się z ryzykiem i stresem. Jak zadziała, czy nie pogorszy stanu cery, czy nie będę żałowała? Ale serum LIQ CC zbiera tyle pozytywnych opinii, że odważyłam się dać mu szansę. Jak bardzo się z tego cieszę!
Różnica jest zauważalna już po pierwszych tygodniach używania serum. Zawiera ono 15% stężenie witaminy C, która pobudza syntezę kolagenu, neutralizuje wpływ wolnych rodników i wyrównuje koloryt skóry. Będzie to więc świetny produkt dla cery dojrzałej i z przebarwieniami. Ale nie tylko! Działanie witaminy C wspierają tokoferol i magnez, dobrane w odpowiednim stężeniu, działające ochronnie, regenerująco i odżywczo. Dodatkowo w składzie znajdziemy kwas hialuronowy.
Ja posiadam wersję Rich, do skóry suchej i bardzo suchej. Cera jest po jego użyciu promienna, gładka i elastyczna. Koloryt zostaje wyrównany, pojawia się mniej niedoskonałości.
Naprawdę jestem pod dużym wrażeniem jego działania. Nie dość, że nie zaszkodziło, to bardzo pozytywnie wpłynęło na stan mojej skóry. Podczas jego stosowania warto zadbać o mocniejsze nawilżenie skóry np. w postaci maseczek. Ja używam tej z EC Lab, sprawdza się świetnie.
Obecnie testuję jeszcze dwa produkty marki LIQPHARM, na pewno zrobię o nich oddzielny wpis.
♥ ♥ Delikatny żel MomMe ♥ ♥
Zacznę od tego, że to jedyny kosmetyk wśród prezentowanych, którego nie można jeszcze kupić. Ale już niedługo! Żel do mycia ciała i higieny intymnej MomMe otrzymałam do testów jako nowość w ofercie tej marki. Jeśli czytacie mnie regularnie, pewnie wiecie że bardzo cenię ich kosmetyki, zarówno z serii dla dzieci jak i dla Mam (choć te dla dzieci również mogą być dla Mam;).
Dlaczego został moją perełką? Głównie z dwóch powodów: jest niezwykle delikatny i uniwersalny. Z założenia może posłużyć do mycia ciała, w tym okolic intymnych ale wypróbowałam go również do włosów i też spisał się doskonale. Świetna opcja na podróż czy do szpitala po porodzie, bo głównie tej sytuacji jest on dedykowany. Jednak śmiało można z niego korzystać nie tylko wtedy i gorąco polecam! Do sprzedaży trafi w najbliższym czasie, wypatrujcie go bo warto się zaopatrzeć!
♥ ♥ Mleczko i woda aktywna Saisona / seria OCHRONA ♥ ♥
Duet ochronny Saisona – mleczko oraz woda aktywna to jedne z lepszych produktów do demakijażu jakich miałam okazję używać. Świetny skład połączony ze skutecznym działaniem.
Mleczko ochronne zawiera mieszankę zmiękczających i leczniczych olejków (kamelia, nasiona moreli, migdałowiec) połączonych z odżywczym masłem Shea, oraz wodą z liści oczaru wirginijskiego i wodą mandarynkową. Delikatnie ale skutecznie oczyszcza skórę, można nim zmywać oczy choć trzeba uważać, bo kiedy dostanie się go za dużo potrafi szczypać. Producent zaleca nałożenie go wacikiem a potem zmycie wodą. Nie zawsze tak robię i nie zauważyłam efektów ubocznych, więc moim zdaniem można ten krok śmiało pominąć.
Kojąca woda aktywna zawiera wodę z liści oczaru wirginijskiego oraz wodę mandarynkową, niebieską stokrotkę, nagietek, wyciąg ze stewii, kwas hialuronowy. Redukują one nadwrażliwość delikatnej i uszkodzonej skóry. Jest to kosmetyk nazwany „wstępnie nawilżającym”i sprawia, że zewnętrzna warstwa skóry jest bardziej przepuszczalna i chłonna, co zwiększa skuteczność dalszej pielęgnacji. To coś na kształt słynnej koreańskiej esencji. Nie jest to typowa woda, a lekka zawiesina. Aplikacja jest bardzo przyjemna, woda ma subtelny zapach, przez moment pozostaje uczucie delikatnej lepkości na skórze, które szybko znika.
Efekt jaki otrzymujemy po stosowaniu tych preparatów, to miękka, dokładnie oczyszczona skóra. Używam ich wieczorem, po umyciu twarzy mieszanką olejków i mydłem/żelem. Jestem z nich bardzo zadowolona. Z pewnością sięgnę po inne wersje wody aktywnej, bo to niezwykle ciekawa formuła.
Nie są to kosmetyki tanie (ale też nie bardzo drogie), jednak zdecydowanie warte swojej ceny i wypróbowania. Dodam, że są bardzo wydajne!
I to już wszystkie produkty ostatnich trzech miesięcy, które uważam za warte wspomnienia i do których chętnie wrócę w przyszłości. A co u Was sprawdziło się szczególnie w ostatnim czasie?

Pingback: Kosmetyczne perełki 2017 #2 |()