Naturalna pielęgnacja – Feminine https://feminine.pl/blog Thank God I'm a woman! Wed, 02 Aug 2017 19:53:03 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=4.5.9 Trafione nowości w pielęgnacji twarzy https://feminine.pl/blog/2017/08/02/pielegnacja-twarzy-nowosci/ https://feminine.pl/blog/2017/08/02/pielegnacja-twarzy-nowosci/#comments Wed, 02 Aug 2017 07:07:35 +0000 https://feminine.pl/blog/?p=4683 O ile testy kosmetyków do pielęgnacji ciała uwielbiam, tak z pielęgnacją twarzy wolę stawiać na sprawdzone już produkty. Moja cera jest dość kapryśna i nie mogę mieć pewności, czy coś nie spowoduje pogorszenia jej stanu. Zdarzały się niewypały mniejsze i większe, ale tym razem ryzyko wprowadzenia nowości się opłaciło i wszystkie okazały się być bardzo trafione! Dlatego podzielę się z Wami moją opinią na ich temat, może wypatrzycie coś dla siebie? Będzie o nieszczypiącym w oczy płynie micelarnym, łagodzącym podrażnienia hydrolacie, serum na niedoskonałości, serum dla koneserów oraz balsamie myjącym do twarzy, który podbił moje serce od pierwszego użycia. To co, zaczynamy!

Hydrolat rumiankowy Bioline

Odkąd zaczęłam stosować hydrolaty, trudno mi wyobrazić sobie pielęgnację twarzy bez ich użycia. Swego czasu preferowałam wersję różaną – super sprawdzała się np. woda różana z Make Me Bio , bardzo lubiłam też hydrolat aloes i malina z Mokosh. Niedawno moją uwagę zwrócił hydrolat rumiankowy z Bioline i to był strzał w dziesiątkę.

Doceniam przede wszystkim jego właściwości łagodzące i kojące. Wycisza skórę, zmniejsza zaczerwienienia, jest nieoceniony w upalne dni! Zapach jest ziołowo-kwaśny, mnie nie ujmuje (widziałam opinie że pachnie pięknie, cóż – kwestia gustu). Jednak przymykam na to oko, a raczej nos:) i używam z przyjemnością, bo naprawdę widzę efekty .

Dodatkowy plus za solidne, szklane opakowanie i atomizer dozujący odpowiednią ilość produktu.

Z chęcią sięgnę po inny hydrolat tej marki, myślę że wybór padnie na wersję z czystka lub oczaru.

Nawilżający płyn micelarny Vianek

Bardzo dobry micel w rozsądnej cenie! Zawiera kompleks humektantów (mocznik + proteiny pszenicy + mleczan sodu + kwas hialuronowy) które mają za zadanie nawilżać skórę, w składzie znajdziemy też panthenol o właściwościach łagodzących oraz ekstrakt z robinii akacjowej o działaniu antyoksydacyjnym.

Płyn skutecznie domywa makijaż, nie powodując podrażnień, nie szczypie w oczy i zostawia skórę ukojoną. Pachnie bardzo subtelnie. Nie lepi się i pozostawia uczucie świeżości na skórze. Zdecydowanie jeden z lepszych miceli jakich miałam okazję spróbować.

Serum Iossi dla cery problematycznej

Dla mnie marka Iossi to klasa sama w sobie. Świetnej jakości składniki, skomponowane w ciekawe produkty. Wiem że ma zagorzałych zwolenników ale i osoby które jakoś nie mogą trafić na coś odpowiednio dobranego dla siebie. Ja, na szczęście, zaliczam się do tej pierwszej grupy. Ich serum rozświetlające to mój hit, a peelingi do ciała jestem pewna że pokocha każda fanka świeżych, orzeźwiających zapachów!

Fakt, nie są to najtańsze kosmetyki, ale zdecydowanie warte zainwestowania. Serum o którym mowa kosztuje 89 zł za 30 ml lub 44 zł za 10 ml i ja skorzystałam z opcji zakupu mniejszej pojemności. To dlatego, że nie byłam pewna czy sprawdzi się u mnie – nie mam cery trądzikowej (a właśnie do takiej polecane jest to serum), jednak czytając o jego właściwościach stwierdziłam że może być pomocne.

Serum wykazuje działanie antybakteryjne i odkażające, przyspiesza proces regeneracji skóry, zmiękcza ją i wygładza – ten opis przekonał mnie do jego zakupu i ze wszystkim się zgadzam. Stosuję niewielką ilość na noc, a rano budzę się z miękką skórą, ewentualne niespodzianki które pojawiły się poprzedniego dnia są zmniejszone i zaleczone. Przez działanie antybakteryjne produkt ogranicza też pojawianie się takich to właśnie niechcianych ‚nieprzyjaciół’.

To produkt bardzo wydajny, już 2 kropelki wystarczą na całą twarz. Na jego zużycie mamy 3 miesiące od momentu otwarcia – to motywuje do regularnego stosowania, które z pewnością przyniesie widoczne efekty.

Serum dla koneserów Asoa

O marce Asoa wspominałam już niejednokrotnie. Jest to młoda, rodzinna firma, w której ofercie można znaleźć prawdziwe perełki. Zaliczam do nich również serum dla koneserów.

W składzie znajdziemy tak polubiony przeze mnie hydrolat rumiankowy, a także hydrolat z kwiatu pomarańczy oraz nierafinowany olej marula, arganowy, ze słodkich migdałów, masło mango i wit. E.

Bardzo udana kompozycja składników. Serum ma niezwykle przyjemną formułę, jest treściwe a przy tym lekkie. Sprawdza się zarówno solo jak i z olejem (opcja raczej dla posiadaczek skóry suchej). Jest również idealne jako baza pod makijaż! Sprawia że skóra jest miękka i rozświetlona.

Obserwujcie uważnie mój Instagram, bo tam już niedługo pojawi się rozdanie, w którym będzie można je zgarnąć!

Ultradelikatny balsam myjący Czarszka

Ciekawa jestem ile z Was kojarzy Paulinę. Jeśli nazwa Czarszka nic Ci nie mówi, wpisz ją w wyszukiwarkę na Youtube. Zapewniam że nie pożałujesz! (pod warunkiem że interesuje Cię temat naturalnej pielęgnacji, ale zakładam że skoro czytasz ten wpis, to tak jest).

Paulina w swoich filmikach pokazuje, między innymi, wiele przepisów na kosmetyki DYI, a w czerwcu wypuściła gotowe produkty swojej własnej marki – trzy wersje balsamu myjącego do twarzy (ultradelikatny, aksamitny oraz regulujący).

Jest to produkt uniwersalny, przeznaczony do codziennego użytku jako pierwszy krok w demakijażu. Rozpuszcza makijaż i usuwa zanieczyszczenia, jednocześnie nie powodując podrażnienia ani przesuszenia skóry. Nie emulguje z wodą, co oznacza że musimy do jego usunięcia użyć np. bambusowej ściereczki. Jako krok drugi powinno się przemyć buzię delikatną pianką, żelem, mydłem lub emulsją, która zmyje resztki balsamu wraz z zanieczyszczeniami które rozpuścił. Ten kosmetyk sprawia, że czekam na moment zmywania makijażu!

Warto wiedzieć: wersja ultradelikatna jest bezzapachowa, natomiast balsam regulujący nie nadaje się do demakijażu oczu (ze względu na zawarte w nim olejki eteryczne, które mogłyby podrażniać śluzówkę).

Za pomocą każdego z balsamów można wykonać również masaż twarzy – tutaj znajdziecie instruktaż nagrany przez Paulinę.

To kosmetyk niedostępny na co dzień. Ponieważ Paulina wszystko od A do Z robi sama, wrzuca je do sklepu tylko raz w tygodniu – w sobotę. Wszystkie dostępne sztuki wyprzedają się na pniu, trzeba więc na niego trochę zapolować, ale zapewniam że warto! Kosztuje 60 zł, za to wysyłka na terenie Polski jest darmowa (póki co nie ma możliwości wysyłki za granicę).


I to już wszystkie nowości którymi chciałam się z Wam podzielić tym razem. Ciekawa jestem, czy znalazłyście wśród nich coś dla siebie? Chętnie dowiem się co nowego pojawiło się w Waszej pielęgnacji Do następnego!

]]>
https://feminine.pl/blog/2017/08/02/pielegnacja-twarzy-nowosci/feed/ 2
Moje ulubione maseczki do twarzy + maseczkowa wishilista https://feminine.pl/blog/2017/07/09/moje-ulubione-maseczki-do-twarzy-maseczkowa-wishilista/ https://feminine.pl/blog/2017/07/09/moje-ulubione-maseczki-do-twarzy-maseczkowa-wishilista/#comments Sat, 08 Jul 2017 22:14:21 +0000 https://feminine.pl/blog/?p=4606 Chyba nie muszę mówić, ile korzyści przynosi regularne stosowanie maseczek. Właśnie, regularne… Wiem że to jedna z tych czynności w pielęgnacji skóry, która zostaje zwykle zepchnięta na ostatnią pozycję. W końcu można się bez nich obyć. Mimo to warto poświęcić na nie kilkanaście minut i stosować przynajmniej raz w tygodniu. Jak często ja sięgam po maseczki? Po jakie najchętniej, a jakie chciałabym wypróbować? Czy robię je sama? Czytajcie dalej, a wszystkiego się dowiecie!

Był długi czas, kiedy nie robiłam maseczek wcale. Później za sprawą grupy na FB, o której już nie raz wspominałam, naprawdę weszło mi to w krew. Teraz nie wyobrażam sobie tygodnia bez maseczki, a bywa że stosuję je zamiennie nawet 2-3 razy. Zwykle raz idzie w ruch maseczka oczyszczająca, a pozostałe dbają o nawilżenie skóry.

Mam ich całkiem pokaźny arsenał i oczywiście ochotę na więcej, ale chwilowo dałam sobie szlaban na zakupy i jedynie wzdycham. Do czego konkretnie, pokażę Wam na końcu, a zacznę od kilku produktów które na ten moment lubię najbardziej i opowiem z jakiego powodu.

Co do robienia maseczek samodzielnie – to świetna opcja! Nie ma w tym nic trudnego, jednak wymaga odrobiny więcej czasu, której ostatnio notorycznie mi brakuje, więc korzystam z gotowców.

Ostatnio najchętniej sięgam po (produkty podlinkowane w nagłówkach):

Kąpiel Agafii maseczka odświeżająca 

Trochę obawiałam się jej użycia ze względu na zawartość mięty pieprzowej. Jednak na szczęście mimo mojej dość wrażliwej cery, nie spowodowała żadnego podrażnienia i szybko stała się ulubieńcem. Genialna na lato – chłodzi, tonizuje, odświeża. Nie ma spektakularnego działania nawilżającego, ale po jej użyciu skóra jest rozpromieniona i ukojona. Dodatkowo uwielbiam zapach mięty i jeśli też jesteście jego fankami, to zdecydowanie polecam. Ale tak jak wspominałam – na lato, myślę że używanie jej w chłodniejsze miesiące nie należy do przyjemności bo efekt chłodzący jest konkretny:)

Marilou Bio Masque Visage Purifiant

Uwielbiam ją. Oczyszcza skórę delikatnie i mimo że jest na bazie zielonej glinki, to nie zastyga na skorupę oraz nie powoduje nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia. Cera po jej użyciu jest wyraźnie gładsza, rozświetlona, miękka i ukojona. Dodatkowo niezwykle przyjemnie pachnie, tak delikatnie cytrusowo. Jest bardzo wydajna. Naprawdę świetna maseczka! Peeling który zalecają zastosować przed jej użyciem nie podbił mojego serca, choć jest OK to raczej do niego nie wrócę, a do tej maski – niewykluczone.

Podobna do niej w konsystencji (również nie zastyga) i działaniu jest maska z Make Me Bio, tyle że ta bazuje na błocie z morza martwego (i nie pachnie tak ładnie, raczej na pierwszy plan wybija się błotko;).

Eo Laboratorie ultra-nawilżająca żelowa maseczka z minerałami morskimi

W konsystencji podobna do miętowej Agafii, jednak bez efektu chłodzenia. Plus za bardzo fajny skład, bogaty w ekstrakty (z migdałów, z fiołka górskiego), z dodatkiem wody ze źródeł morskich, kompleksu minerałów i witaminą C. Przyjemnie odświeża, zmiękcza i nawilża skórę.

Planeta Organica maseczka algowa

Również ma konsystencję żelową (trochę jak kisiel), bardzo przyjemnie odświeża, nawilża i koi cerę. Jej zapach jest dla mnie cudowny, prawdopodobnie tak pachną zawarte w niej algi, ale mi kojarzy się on z anyżem… wiem, że nie każdy lubi, więc ostrzegam:)

I last, but not least…

Lush Catastrophe Cosmetic

Zawiera kawałki borówki amerykańskiej, bogatej w antyoksydanty i witaminy. Ma przyjemny zapach, a jej działanie zauważalne już po pierwszym razie. Pory zwężone, wszelkie niedoskonałości i zaczerwienienia wyciszone. Należy trzymać ją w lodówce (stosuję więc rano, budzi lepiej niż kawa!) i zużyć w ciągu czterech tygodni. Przyznam że z tym miałam spory kłopot, podzieliłam się więc z koleżanką, która również ją polubiła:)

Jeśli będziecie miały okazję ją kupić, to polecam nie przekraczać zalecanego czasu trzymania jej – po 15 minutach zaczyna się bardzo kruszyć.

Ma jeden duży minus… Jest niedostępna w Polsce. Ja kupiłam ją w Holandii, jest dostępna w wielu innych krajach (nawet na Ukrainie!). Gdzie dokładnie możecie sprawdzić na stronie lush.com. Wierzę, że pewnego dnia dotrze i do nas;) Co prawda nie wszystkie kosmetyki mają super skład no i ceny też powalają, ale fajnie było móc przetestować tę maseczkę.

Na koniec muszę wspomnieć o maseczce z Clochee, której użyłam tylko raz, ale zrobiła na mnie bardzo dobre pierwsze wrażenie. Dostępne są również inne warianty – glinka biała i zielona (ghassoul). Z chęcią ich spróbuję.

Powyższe maseczki sprawdzają się dobrze u mnie – przy cerze wymagającej nawilżenia, uszczelnienia naczynek krwionośnych i wyciszenia, a czasem delikatnego oczyszczenia. Jeśli szukacie produktu dostosowanego do Waszych indywidualnych potrzeb, które nie pokrywają się z moimi – piszcie w komentarzu tutaj lub na FB, chętnie pomogę!

Maseczkowa wishlista

Przechodząc do listy. Jest na niej kilka perełek! Postanowiłam sobie, że pierwszą z nich kupię jak tylko zużyję dwie posiadane obecnie maseczki. To też motywuje do używania;) Tylko pytanie, po którą sięgnąć najpierw!

Maseczki które mi się marzą są zarówno oczyszczające jak i nawilżająco – kojące. Jest również spory rozstrzał cenowy.

1 John Masters Organics maseczka z glinką marokańską – słyszałam o niej same dobre rzeczy. Ponoć jest bardzo skuteczna a zarazem delikatna. Jak przystało na tę firmę nie kosztuje mało, ale myślę że jest warta tych pieniędzy.

2 Sukin maseczka z glinką kaolin – opinie o produktach tej marki również są bardzo dobre, a ta maseczka szczególnie wpadła mi w oko!

3 Phenomé Blossom Therapeutic mask – z opisu producenta „(…) preparat w postaci lekkiej, żelowej maseczki z płatkami róż, niezastąpiona w pielęgnacji skóry wrażliwej, naczynkowej, skłonnej do podrażnień” – mnie przekonuje!

4. Orientana maseczka tkaninowa granat i zielona herbata – ma działanie ujędrniające, detoksykujące i rozświetlające. Intensywnie nawilża. Jestem jej bardzo ciekawa.

5 Bania Agafii maska Dahurska – skład który koi skórę dzięki zawartości wyciągu z lilii dahurskiej, soku z ogórecznika i ekstraktu z rumianku. Bardzo lubię maseczki z tej serii i chętnie spróbuję czegoś nowego.

6 Apivita maseczka z różową glinką – poza glinką w składzie znajdziemy olejek lawendowy, olejek z róży, aloes, miód i olej ze słonecznika.

7 Antipodes maseczka miodowa Aura Manuka – Antipodes to obok Sukin marka której mam ogromną ochotę spróbować, a właściwości miodu Manuka są nie do przecenienia!

8 Nacomi Good Bye Red skin – coś dla posiadaczek cery naczynkowej – głównym składnikiem maseczki jest czerwona glinka, która zapobiega rozszerzaniu się naczynek. Chętnie sprawdziłabym jej skuteczność.


A Wy jakie lubicie maseczki? Wolicie gotowe czy zrobione własnoręcznie? Koniecznie podzielcie się ulubieńcami i sprawdzonymi przepisami!

]]>
https://feminine.pl/blog/2017/07/09/moje-ulubione-maseczki-do-twarzy-maseczkowa-wishilista/feed/ 18
Kosmetyczne perełki 2017 #2 https://feminine.pl/blog/2017/06/28/kosmetyczne-perelki-2017-2/ https://feminine.pl/blog/2017/06/28/kosmetyczne-perelki-2017-2/#comments Wed, 28 Jun 2017 20:06:29 +0000 https://feminine.pl/blog/?p=4610 Kolejne trzy miesiące roku upłynęły, czas podzielić się z Wami jakie kosmetyki urzekły mnie najbardziej w tym okresie. Tak jak wspominałam w części pierwszej, trafiają tu produkty mocno wyselekcjonowane. Takie, do których mimo mojego uwielbienia do testowania nowości, chętnie wrócę za jakiś czas. Czytajcie dalej, jeśli chcecie poznać moich wybrańców!

Są osoby które kiedy znajdą sprawdzający się u nich kosmetyk, pozostają mu wierne na długi czas. U mnie zdarza się to niezwykle rzadko. Wychodzę z założenia, że dobre jest wrogiem lepszego i to że jakiś produkt świetnie działa, nie oznacza że gdzieś nie czeka taki który go przebije! Jednak w przypadku niektórych kosmetyków uważam, że są powody dla których warto do nich wracać i dziś powiem Wam dlaczego nie wykluczam ponownego sięgnięcia po…

//wszystkie produkty podlinkowane w nagłówkach//

Lakier do stylizacji włosów Eco Cosmetics

Lakier do włosów był to jeden z tych kosmetyków, w przypadku których wydawało mi się że jestem ‚skazana’ na drogeryjne marki. Nie używam lakieru codziennie, ale czasem mam ochotę nieco mocniej utrwalić fryzurę. Spryskiwałam więc włosy różnymi ‚mega strong’ opcjami, kiedy stwierdziłam że może jednak warto poszukać czegoś mniej chemicznego. I tak – było warto!

Lakier marki Eco Cosmetics nie tylko świetnie utrzymuje włosy, ale też ma właściwości pielęgnacyjne. Skład jest wzbogacony o owoce goji i ekstrakt z owocu granatu, który chroni skórę głowy i włosy przed wysychaniem.

Zanim go kupiłam, zasięgnęłam opinii w internecie i spotkało mnie miłe zaskoczenie, ponieważ oceny były bardzo pozytywne. Po kilku tygodniach użytkowania mogę się pod nimi podpisać. To naprawdę dobry kosmetyk – wydajny, w wygodnym opakowaniu (zużyłam już ponad połowę i nic nie dzieje się z pompką – nie zacina się, nie pryska na boki). Jest lekki, nie skleja włosów ale rzeczywiście pozwala je utrzymać. Jeśli jesteście przyzwyczajone do bardzo mocnego efektu utrwalenia, możecie nie być w pełni zadowolone. Ale uważam że jak na tak dobry skład, jest super!

Skład INCI: Alcohol*, Punica Granatum Fruit Water*, Shellac, Aqua, Sorbitol, Lycium Barbarum Fruit Extract*, Simmondsia Chinensis Oil*, Sesam Indicum Oil*, Parfum, Limonene , Linalool, Citronellol.
* organically grown

W ofercie jest również pianka do włosów, której na pewno z przyjemnością spróbuję. Ciekawa jestem czy będzie na tyle mocna, że zastąpi lakier. Na pewno dam Wam znać! Do krótszych fryzur fajnie może sprawdzić się żel.

Mydło w piance Herbs&Hydro Pure Green Tea

Mydeł Herbs&Hydro Pure używam już od dawna i bardzo je sobie chwalę. Jednak to o zapachu zielonej herbaty jest mistrzowskie. Pięknie pachnie, delikatnie myje zarazem pielęgnując skórę. Mydeł tej marki używam do wszystkiego – mycia ciała i twarzy, do golenia. Forma pianki bardzo mi odpowiada, konsystencja jest niezwykle aksamitna i przyjemna.Jest jedynie nieco mniej wydajna od tradycyjnej, ale cóż – coś za coś!

Krem do ciała Natura Estonica Bio

Kremy, masła, balsamy zmieniam jak rękawiczki. W ogóle nie przywiązuję się do konkretnych marek, przetestowałam już niezliczoną ilość wszelakich mazideł i uwielbiam moment nakładania ich na ciało po prysznicu. Jednak ten krem naprawdę mnie urzekł. Przepięknie pachnie, szybko się wchłania, ma gęstą ale dość lekką konsystencję. Bardzo dobrze nawilża i rzeczywiście ma właściwości ujędrniające. Ja jestem bardzo na tak, zwłaszcza że opakowanie jest ogromne (używałam go praktycznie codziennie przez około dwa miesiące), a cena niezwykle zachęcająca!

Make Me Bio Garden Roses

Mój wielki hit wśród kremów do twarzy. W przeciwieństwie do produktów przeznaczonych do pielęgnacji ciała, z twarzą nie lubię eksperymentować. Tu raczej trzymam się sprawdzonych kosmetyków, ale postanowiłam dać Garden Roses szansę i ani trochę nie żałuję. Wspaniale nawilża i koi skórę, nie podrażnia, nie powoduje żadnych niespodzianek w postaci pogorszenia stanu cery. Jest bardzo przyjemny w użyciu, nie pachnie zbyt mocno. Naprawdę to jeden z tych kremów do których będę wracać.

Latem super może się sprawdzić ich lekki krem nawilżający z filtrem SPF25.

Krem pod oczy Beauty Oil

Bardzo porządny kosmetyk, który spełnia obietnice producenta. Z moich obserwacji wynika że kremy pod oczy z zawartością kofeiny działają jakoś widoczniej. Oprócz tego znajdziemy w nim kompleks olejów bogatych w kwasy omega oraz naturalną witaminę e.

Jest dość gęsty i bardzo wydajny. Niestety opakowania air less mają swoje plusy – są higieniczne ale i spory minus – nie wiemy ile produktu zostało do końca. Mimo to myślę że poużywam go jeszcze długi czas, bo na jedno użycie wystarczy ilość ziarnka grochu.

Skład/INCI: Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Coco Caprylate/Caprate, Glycerin, CetearylOlivate, SclerocaryaBirrea Seed Oil, SorbitanOlivate, Cetearyl Alcohol, Helianthus Annus Seed Oil, Tocopherol, Biosaccharide Gum-1, Sodium Hyaluronate, Rhizobian Gum, Caffeine, Hydrogenated Olive Oil, OleaEuropaea Fruit Oil, OleaEuropaea Oil Unsaponifiables, Zea Mays Oil, SesamumIndicum Seed Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Xanthan Gum, Sodium Phytate, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Citric Acid, Parfum

Madara mydło do twarzy brzoza i algi

Mydło do mycia twarzy? Za tyle pieniędzy?! Ok, powiecie że zwariowałam, a ja Wam powiem że warte jest każdej złotówki. Świetnie oczyszcza skórę, sprawdza się jako drugi etap przy oczyszczaniu metodą OCM (o której swoją drogą na pewno będzie oddzielny wpis), nie podrażnia, nie wysusza delikatnej skóry twarzy. Cena jest być może dość wysoka, ale używamy go tylko do twarzy, nie zużywa się więc tak szybko jak mydło do ciała.

Odkąd zaczęłam je stosować na mojej skórze pojawia się mniej ‚niespodzianek’. Przypadek? Nie sądzę!

Madara nie należy do tanich marek, ale przyznam że po tak świetnym pierwszym produkcie, mam ochotę wypróbować coś więcej. Znacie kosmetyki tej firmy? Może macie coś do polecenia?

Le Cafe Beaute witaminowe serum do twarzy

Niedrogie i niezwykle skuteczne – tak najkrócej mogę opisać to serum. Za niecałe 20 zł otrzymujemy kosmetyk z bardzo dobrym składem. Na drugim miejscu mamy ekstrakt z aloesu, a to roślina którą uwielbiam (o właściwościach aloesu pisałam już więcej w tym wpisie). Ekstrakt z neroli znajdujący się zaraz za nim ma działanie zmiękczające. I faktycznie po zastosowaniu na noc (jako dodatek do kremu lub oddzielnie) budziłam się z buzią miękką i gładką jak pupcia niemowlaka.

Za tak niewielkie pieniądze warto go spróbować!

Składniki INCI:  Aqua, Aloe Barbadensis (Aloe) extract (ekstrakt z aloesu), Citrus Aurantium (Neroli) extract (ekstrakt z neroli), Ananas (Ananas) extract (ekstrakt z ananasa), Rubus Idaeus (Rasberry) extract (ekstrakt z malin), Persea Americana (Avocado) Oil (olejek z awokado), Glycerin, Hydroxyethyl acrylate (and) Sodium Acryloyl Dimethyl Taurate Copolymer, Tocopheryl Acetate (Vitamin E), (witamina E), Retinyl Palmitate (Vitamin A), (witamina А), Riboflavin (Vitamin B), (witamina B), Ascorbic Acid (Vitamin C), (witamina C), Nelumbo (Lotus) essential Oil (olejek z lotosu), Perfume, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Dehydroacetic Acid, Benzyl alcohol.

Podkład So Bio Ethic

Dotychczas moim niekwestionowanym ulubieńcem do naturalnego wyrównywania kolorytu skóry i ukrywania pewnych jej mankamentów był krem BB tej samej firmy. Jednak podkład go przebił. Dlaczego? Ma, paradoksalnie, lżejszą formułę, jednocześnie zapewnia bardzo dobre krycie i nie ściera się w ciągu dnia. Jest po prostu idealny! W sklepie do którego linkuję możecie zamówić próbkę 2ml, która wystarczy na 3-4 użycia – to również kosmetyk niezwykle wydajny.

Lubię jego opakowanie – małe, poręczne, z wygodną pompką.

Chętnie przetestowałabym również ich nawilżający podkład w płynie. Ciekawa jestem czy poradziłby sobie równie dobrze z zakrywaniem zaczerwienień i drobnych niedoskonałości. Jeśli będę miała możliwość go wypróbować, z pewnością podzielę się z Wami opinią na jego temat.


I to już wszystkie produkty które ostatnio polubiłam na tyle, aby nazwać je moimi perełkami. A Ty? Do jakiego kosmetyku szczególnie chętnie wracasz i aż żal kiedy kończy się kolejne opakowanie?

]]>
https://feminine.pl/blog/2017/06/28/kosmetyczne-perelki-2017-2/feed/ 20
Kosmetyczka wyjazdowa i kilka nowości; Lush, Benefit https://feminine.pl/blog/2017/06/14/kosmetyczka-wyjazdowa-i-kilka-nowosci-lush-benefit/ https://feminine.pl/blog/2017/06/14/kosmetyczka-wyjazdowa-i-kilka-nowosci-lush-benefit/#comments Wed, 14 Jun 2017 07:00:54 +0000 https://feminine.pl/blog/?p=4569 Co prawda wyjazd już za mną, ale sezon urlopowy dopiero się rozkręca, pomyślałam więc że i tak warto podzielić się z Wami zawartością mojej kosmetyczki którą zabrałam w podróż! U mnie sprawa była utrudniona o tyle, że miałam jedynie bagaż podręczny, który ma swoje limity jeśli chodzi o pojemność produktów płynnych. Z Holandii wróciłam również z trzema ciekawymi nowościami…

Zacznijmy od tego co spakowałam na wyjazd. Tak jak wspomniałam, miałam tylko bagaż podręczny, a to oznacza możliwość zabrania produktów o pojemności do 100ml, łącznie nie przekraczających litra. Trudne zadanie, ale udało się! Z pomocą przyszły mi świetne kosmetyki, których nie musiałam nawet w nic przelewać.

Oto zawartość całej kosmetyczki:

Powiem Wam na wstępie, że jestem bardzo zadowolona z tego co ze sobą zabrałam. Wszystko super się sprawdziło – na szczęście nie spotkała mnie żadna przykra niespodzianka na wyjeździe, bo niektóre z tych rzeczy to były totalne nowości! Również niczego mi nie brakowało. Gdybym tylko była taką minimalistką w życiu codziennym…

Produkty do twarzy

Wśród nich tylko jeden kosmetyk jest ze mną od dłuższego czasu – serum-koncentrat witaminowy Le Cafe Beaute. Więcej napiszę o nim pewnie w kolejnym denku, bo niedługo będzie się kończyć. Ale w skrócie – bardzo dobre serum w przystępnej cenie. Nadaje się zarówno jako pielęgnacja na noc, jak i na dzień pod makijaż. Lubię nakładać je na krem, mam wrażenie że fajnie podkręca jego właściwości. Skóra jest miękka, odżywiona, promienna – widać że dostała zastrzyk witamin

Od dawna chciałam wypróbować markę Chlochee i w końcu nadarzyła się ku temu świetna okazja. Zobaczyłam że mają dostępne w ofercie opakowania 100 ml relaksującego płynu micelarnego i toniku łagodzącego. Oczywiście taka pojemność opłaca się mniej, ale poza tym że świetnie nadawała się na wyjazd to chciałam sprawdzić czy zawarta w nich gliceryna nie będzie mieć na moją skórę złego wpływu, tak jak niestety okazało się w przypadku toniku z Vianka (jestem na 99,9% pewna że to była przyczyna czasowego tragicznego pogorszenia stanu cery). Na szczęście tutaj nic takiego się nie stało, a kosmetyki Clochee sprawdzają się rewelacyjnie! W Vianku gliceryna jest na drugim miejscu, tutaj na dalszych – być może to ma znaczenie, a może to inny rodzaj gliceryny.

Tak czy inaczej – tonik i płyn Chlochee polecam gorąco, tak jak i ich kremy!

Kremy Clochee to jest naprawdę rewelacja. Co prawda miałam tylko po jednej próbce kremu anti age na dzień oraz na noc, ale były bardzo wydajne i każdego z nich użyłam cztery razy. Wow wow wow… Moja cera naprawdę je pokochała. Zero podrażnień, zapychania czy innego rodzaju reklamacji z jej strony. Skóra jędrna, napięta, odżywiona. Dawno nie była taka… zadowolona z tego co na nią nałożyłam! Dokończę obecne zapasy i poważnie pomyślę o ich zakupie.

Ostatnie dwa kosmetyki do twarzy to multikrem Hagi oraz mydełko balansujące Madara. Co do Hagi – mówi się że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego, ale nie w tym przypadku! Krem można używać do rąk, do ciała i do twarzy. W każdej roli sprawdza się genialnie. Jeden krem i nie potrzeba nam nic więcej! W dodatku ma przeurocze opakowanie, w pojemności którą można zabrać do bagażu podręcznego. Może i cena nie zachęca, ale jest naprawdę bardzo wydajny. Jedna pompka wystarczy żeby posmarować całe ciało, a na twarz potrzebna jest dosłownie odrobina. Nieziemsko pachnie i pozostawi mi miłe wspomnienia z wyjazdu, mimo że Bali to nie było!

Mydełko Madara również świetnie się u mnie sprawdza. Używam go zwykle do zmycia olejku przy wieczornym demakijażu, jednak olejek został w domu, trochę mnie stresowało że może się rozlać. Cena może przyprawić o zawrót głowy (może nie jest kosmiczna, ale to w końcu… tylko mydło!). Jednak stosujemy je do twarzy, nie zużywa się więc tak szybko, a jest genialne.

Dokładnie domywa resztki makijażu, nie powoduje najmniejszego uczucia ściągnięcia czy wysuszenia. Bardzo je polubiłam i nie wykluczam zakupu kolejnej kostki!

Produkty do włosów

W kategorii włosy postawiłam na pełen minimalizm. Saszetki z szamponem Herbatint, oraz miniaturka odżywki John Masters Organics cytrus i gorzka pomarańcza. Oczywiście zakup mniejszego opakowania, tak jak w przypadku Chlochee, kompletnie się nie opłacał, ale również chciałam sprawdzić o co tyle zamieszania wokół produktów JMO do włosów. Czy rzeczywiście ta odżywka działa takie cuda? Powiem Wam że owszem. Przepięknie wygładza, nabłyszcza włosy, łatwo się rozczesują są mięciutkie i sypkie. Robi różnicę, mimo że serce bolało (za 60 ml zapłaciłam 35 zł).

Wypróbowałam również odżywkę lawenda i avocado do włosów suchych – była ok, ale nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia. Może dlatego że nie jestem posiadaczką takiego rodzaju włosów. Natomiast na użycie czeka jeszcze odżywcze mleczko róża i morela, jestem go bardzo ciekawa!

Produkty do makijażu

Do kwestii makijażu podeszłam bardzo minimalistycznie. Wiedziałam że i tak nie będę miała czasu na stanie przed lustrem. Dlatego zabrałam ze sobą wyłącznie sprawdzonych ulubieńców! Podkład So Bio Etic podbił moje serce jeszcze mocniej niż krem BB tej samej firmy, który uwielbiam. Jest lżejszy od kremu BB (o dziwo…), świetnie się trzyma, dobrze kryje, nie tworzy maski. Mogę śmiało powiedzieć że znalazłam podkład życia Również puder rozświetlający Annabelle Minerals jest moim wielkim ulubieńcem! Róż prasowany Benecos daje naturalny rumieniec (trzeba jednak uważać żeby nie przesadzić z ilością, bo jest bardzo dobrze napigmentowany).

Nowością jest u mnie kredka do brwi Nabla w odcieniu Neptune. Ona rysuje brwi sama! Wypełnia je w taki sposób, że właściwie nic nie trzeba robić. Bardzo dobry produkt dla osób lubiących naturalny efekt lub / i początkujących.

Zabrałam ze sobą również naturalne perfumy Honey Suckle, które uwielbiam (dostępne w drogeriach Bioorganika).

Nowości z wyjazdu

Nie planowałam nic kupować, póki na mojej drodze nie wyrósł… Lush! Produkty niedostępne w Polsce kuszą podwójnie… Wybrałam truskawkową pomadkę Strawberry Bombshell (zapach może nie powala, ale ten kolor!) oraz maseczkę Catastrophe Cosmetic zawierającą między innymi borówki.

W ramach prezentu urodzinowego dostałam bon do Douglasa. Miałam nie lada dylemat, ponieważ karta mogła zostać użyta wyłącznie na terenie Holandii, a niestety drogeria w której byłam nie oferowała nic naturalnego. W końcu skusiłam się na żel do brwi Benefitu Gimme Brow i tym samym nabyłam najdroższy produkt do brwi jaki kiedykolwiek miałam Użyłam go dopiero raz i nie jestem pewna co myśleć, więc muszę jeszcze lepiej go przetestować.


Ciekawa jestem czego nie może zabraknąć w kosmetyczce którą zabieracie na wyjazd?

]]>
https://feminine.pl/blog/2017/06/14/kosmetyczka-wyjazdowa-i-kilka-nowosci-lush-benefit/feed/ 10
10 niekosmetycznych sposobów na poprawienie stanu cery https://feminine.pl/blog/2017/05/29/10-niekosmetycznych-sposobow-na-poprawienie-stanu-cery/ https://feminine.pl/blog/2017/05/29/10-niekosmetycznych-sposobow-na-poprawienie-stanu-cery/#comments Mon, 29 May 2017 07:00:26 +0000 https://feminine.pl/blog/?p=4449 Używasz najlepszej jakości naturalnych kosmetyków dobranych idealnie do Twojego typu cery, a jej stan dalej pozostawia wiele do życzenia? Sprawdź, bo być może kilka prostych zabiegów sprawi, że ulegnie to zmianie! Pielęgnacja to ważny element dbania o skórę, ale są też inne, niemniej istotne. Czytaj dalej, jeśli chcesz je poznać.

Wygląd i kondycja naszej skóry zależy od wielu czynników. W dzisiejszym poście chciałam zwrócić uwagę na kilka aspektów dnia codziennego, które mogą sprawić że jej stan ulegnie diametralnej poprawie. Porady te tyczą się przede wszystkim cery trądzikowej, gdzie głównym problemem są ropne krostki. Ale wprowadzenie zmian o których piszę, przysłuży się każdemu rodzajowi cery. Co więcej nie wymagają one praktycznie żadnych nakładów finansowych!

Sposób 1: Nie osuszaj twarzy ręcznikiem

Wycieranie twarzy ręcznikiem nie jest najlepszym pomysłem, zwłaszcza przy cerach problematycznych. Na ręczniku zawsze znajdują się jakieś bakterie, poza tym jest on dość szorstki. Dlatego lepiej stosować do tego celu ręcznik papierowy lub chusteczki higieniczne. Są delikatne i jednorazowe. Opcjonalnie można używać oddzielnego ręczniczka przeznaczonego tylko do twarzy i często go wymieniać. Wtedy należy pamiętać o tym, aby twarzy nie trzeć, a przykładać go delikatnie miejsce przy miejscu.

Sposób 2: Często zmieniaj powłoczki na poduszkę

I mam tu na myśli naprawdę często. Ja zmieniam poszewkę nawet dwa razy w tygodniu (raz to minimum). Nie kosztuje to wiele wysiłku, a znacząco wpływa na stan skóry. Warto również zwrócić uwagę na materiał z którego jest wykonana. Szorstkie powierzchnie mogą podrażnić wrażliwą skórę. Najlepiej sięgać po czystą bawełnę lub satynę.

Sposób 3: Dezynfekuj telefon

Telefon to już dosłownie siedlisko bakterii. Wyrobiłam już w sobie nawyk trzymania go z daleka od twarzy podczas rozmowy (na tyle na ile to możliwe żeby ktoś mnie słyszał rozwiązaniem jest też używanie głośnika). Raz na jakiś czas warto przetrzeć telefon chusteczką antybakteryjną czy spryskać go z daleka sprayem antybakteryjnym.

Sposób 4: Stosuj szpatułki do kosmetyków w słoiku

To bardzo ważne, aby do słoiczka z produktem nie wkładać palca, nawet jeśli jest pozornie czysty. Zawsze mogą być na nim jakieś bakterie czy choćby trochę naszego potu. Warto zaopatrzyć się w szklaną szpatułkę, kosztuje kilka złotych i jest dostępna np. w drogeriach Hebe.

Rozwiązaniem są też opakowania air less lub z pompką / pipetą. W przypadku tych pierwszych minusem jest to, że nie widzimy w jakim stanie jest kosmetyk i ile go jeszcze zostało.

Sposób 5: Unikaj kosmetyków z aplikatorami

A jeśli już Twój ulubiony produkt go ma, staraj się obejść jego używanie. Takie aplikatory są bardzo niehigieniczne a występują często np. w korektorach. Może i zakryje on niedoskonałości na skórze, ale nie muszę chyba mówić że bakterie zgromadzone na gąbeczce nie pomogą w poprawie jej stanu.

Sposób 6: Zwiększ częstotliwość mycia pędzli

Dla mnie to podstawa, ale wiem że nie każdy podchodzi do mycia pędzli tak rygorystycznie. To u mnie już również nawyk – używam i myję. Mam tu na myśli przede wszystkim pędzle do makijażu twarzy, te do oczu to powiedzmy pół biedy. Pędzel którym nakładacie podkład powinien być myty za każdym razem, taki do produktów typu róż/bronzer co 2-3 użycie. Jeśli malujecie się rzadko, nie trzymajcie pędzli brudnych. A kiedy już je umyjecie i macie świadomość że nie skorzystacie z nich ponownie w najbliższym czasie, trzymajcie zamknięte w pudełku, tak aby nie używać ich zakurzonych.

Sposób 7: Pod prysznicem twarz myj po spłukaniu włosów

To może być niewielka zmiana, która przyniesie zauważalne korzyści. Spłukując włosy z szamponu czy odżywki, po naszej twarzy spływają produkty które mieliśmy nałożone na skórę głowy. Nie wszystko to co służy głowie, przysłuży się twarzy. Dlatego lepiej myć buzię na samym końcu, tak aby mieć pewność że została dokładnie oczyszczona.

Sposób 8: Wykonuj dokładny demakijaż

A skoro już jesteśmy przy dokładnym czyszczeniu… Dobrze dobrane produkty do demakijażu to dopiero połowa sukcesu. Powinien on być wieloetapowy i co za tym idzie zajmować nam dłuższą chwilę. Co mam na myśli przez wieloetapowy? Rozpoczynamy od olejku / żelu do mycia, następnie aby usunąć resztki makijażu przecieramy twarz płynem micelarnym a na koniec spryskujemy tonikiem aby przywrócić odpowiednie pH skóry.

Nie wspominam nawet o braku demakijażu, choć tutaj święta nie jestem. Wiadomo, jesteśmy tylko ludźmi i zdarzy nam się po prostu paść ze zmęczenia i nie powstać. Ale generalnie oczyszczenie skóry to rzecz święta. I naprawdę im bardziej się do tego przyłożymy, tym szybciej zobaczymy efekty.

Słynne ‚zatkane pory’ to często nie efekt złej pielęgnacji, a właśnie demakijażu robionego po macoszemu.

Pomocne mogą być szczoteczki / gąbki które sprawiają że musimy poświęcić tej czynności chwilę dłużej. Jednak należy do nich podchodzić z rezerwą w przypadku zmian ropnych (mogą je roznieść po całej twarzy).

Co ważne, poza momentem demakijażu, im mniej dotykamy naszej twarzy, tym lepiej. Nie wspominam o próbach ‚majstrowania’;) Nawet niepozorne opieranie twarzy na ręku może przynieść szkody, warto więc tego pilnować.

Sposób 9: Obserwuj swój organizm

Wiem że to bardzo ogólna i obszerna porada. Chodzi mi jednak o to, aby zwracać uwagę na to co może wpływać niekorzystnie na stan cery, pamiętając że mogą to być zarówno kosmetyki jak i pożywienie. Nasza skóra odzwierciedla to jak dbamy o siebie całościowo. I czasami problemy to nie kwestia jakiś zaniedbań, ale po prostu sygnał że czas wprowadzić pewne zmiany. U mnie (podkreślam – u mnie) kolosalną różnicę zauważyłam po (przymusowym) odstawieniu nabiału. Nie namawiam nikogo do diety eliminacyjnej, jednak czasami warto spróbować z czegoś zrezygnować przynajmniej na jakiś czas i zobaczyć jakie będą tego efekty. Taka obserwacja to proces. Być może sprawcę gorszego stanu cery namierzymy od razu, a może wysnucie pewnych wniosków zajmie nam pół roku. I to normalne, trzeba cierpliwości i konsekwencji.

Sposób 10: Znajdź kilka minut na masaż twarzy

To czynność której warto poświęcić kilka minut, najlepiej dziennie, ale jeśli będzie to nawet raz w tygodniu to już lepiej niż nic! Taki masaż nie tylko wzmacnia efekt działania kosmetyków (dzięki temu lepiej się wchłaniają), ale również pobudza krążenie krwi, poprawia koloryt skóry i ma działanie anti-age. Na popularności zyskuje również joga twarzy, w internecie znajduje się wiele wskazówek jak wykonać tego rodzaju ćwiczenia.


Mam nadzieję że skorzystacie z wymienionych sposobów na poprawę stanu cery. A może któreś już stosujecie, albo macie swoje patenty? Co dodałybyście do mojej listy? Koniecznie podzielcie się w komentarzach!

]]>
https://feminine.pl/blog/2017/05/29/10-niekosmetycznych-sposobow-na-poprawienie-stanu-cery/feed/ 31
Mega denko i kilka nowości kosmetycznych https://feminine.pl/blog/2017/05/25/mega-denko-i-kilka-nowosci-kosmetycznych/ https://feminine.pl/blog/2017/05/25/mega-denko-i-kilka-nowosci-kosmetycznych/#comments Thu, 25 May 2017 06:38:27 +0000 https://feminine.pl/blog/?p=4521 Trzymam się mojego noworocznego postanowienia i konsekwentnie zużywam zapasy kosmetyków, dokupując tylko te których mi brakuje. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy wykończyłam ich już naprawdę sporo! Co to było, jak się u mnie sprawdziło oraz jakie nowości trafiły do mojej łazienki? Czytajcie dalej aby się przekonać

Ten wpis będzie obfitował w bardzo dużo świetnych naturalnych kosmetyków, więc od razu przechodzimy do rzeczy!

Zużyte produkty

Włosy

Zacznę od tych produktów, o których jeszcze nic nie pisałam na blogu (poza tym że je kupiłam) – maska odbudowująca do włosów Natura Estonica Bio. Nie było po niej efektu wow, nazwałabym ją poprawną. Włosy dobrze się rozczesywały, były miękkie i nawilżone, nie elektryzowały się.

Szampony Alterra z Rossmanna to bardzo fajna i niedroga opcja, dostępna stacjonarnie. Mi bardziej przypadł do gustu ten czerwony z kofeiną, ale drugi też był w porządku.

Twarz

Cynamonowe masełko do ust Skinactive dostałam w prezencie od Olgi z bloga Make Happy Day. Służyło mi przez ponad trzy miesiące. Świetnie radziło sobie z nawilżeniem i regeneracją spierzchniętych zimą ust. Strasznie polubiła je też moja córka i kazała sobie smarować usta za każdym razem kiedy sięgałam po słoiczek Było bardzo wydajne i pięknie pachniało. Teraz na stronie widzę tylko wersję żurawinową, której swoją drogą również używałam i była bardzo fajna!

Tonik nawilżający z ECLab to zdecydowanie mój faworyt. Ma piękny kwiatowy zapach, dobrze nawilża i koi skórę. Jedynie musiałam wylać resztkę, gdyż na dnie pływały jakieś dziwne farfocle… Nie wiem czy to normalne, czy się jakoś zepsuł, wolałam nie ryzykować. Na szczęście dużo się nie zmarnowało. Tonik ma bardzo przystępną cenę!

Następnie pianka do twarzy Kivvi z ekstraktem z czarnej porzeczki. Bardzo przyjemnie mi się jej używało. Nie grzeszy moim zdaniem wydajnością, ale warto jej spróbować. Jest bardzo delikatna, ale skutecznie spełnia swoją funkcję, nie ściąga skóry. Zapach dla mnie neutralny, na pewno nie z tych które mnie urzekły, ale też w żaden sposób mnie nie drażnił. Raczej do niej nie wrócę, ale nie żałuję że przetestowałam.

Olejek do demakijażu Go Cranberry to jeden z moich faworytów w tej kategorii. Świetnie dobrana kompozycja składników – ekstrakt z owoców żurawiny, olej ze słodkich migdałów, witamina E – zapewnia bardzo przyjemny i dokładny demakijaż. Kosmetyk nie powodował żadnych podrażnień, usuwanie makijażu przy jego pomocy to była sama przyjemność. Zaznaczam że zapach jest dość wyrazisty (przy czym kompozycja zapachowa nie zawiera alergenów). Mi bardzo przypadł do gustu, ale jeśli preferujecie produkty bezzapachowe to raczej po niego nie sięgajcie.

Ciało

Pozostałe produkty Go Cranberry, a więc peeling cukrowy oraz krem do ciała, miały już swoje pięć minut na blogu. Zainteresowane osoby odsyłam do ich obszernej recenzji. W skrócie: oba kosmetyki sprawdziły się rewelacyjnie, zwłaszcza peeling trafił do ścisłej czołówki ulubionych!

Masło do ciała Asoa to mój wielki hit. Wspominałam o nim już w ulubieńcach roku i przyznam że jeśli o masła chodzi, to naprawdę jedno z lepszych jakich miałam okazję używać.

Mus do ciała z Biolove to kolejna świetna propozycja dla osób lubiących mocniejsze natłuszczenie. Ja wiosną i latem powoli rezygnuję z takiej formuły, choć skusiłam się na pewną nowość, nie mogąc się oprzeć jej zapachowi. Ale o tym poniżej! Wracając do Biolove – marka dostępna jest w drogeriach Kontigo, a więcej o tych produktach pisałam w ich recenzji.

Żel do mycia i higieny intymnej marki MomMe to moja perełka kosmetyczna! Produkt uniwersalny, delikatny, o świetnym składzie. Dedykowany kobietom w ciąży i po porodzie, ale śmiało można sięgnąć po niego również nie spodziewając się dziecka.

Uff, trochę się tych denek nazbierało! Przejdźmy więc do kosmetyków, które dopiero zaczynam testować. Ciekawa jestem czy miałyście okazję ich używać?

Nowości

Przyznam, że sporo się tego nazbierało Ponownie podzielę te kosmetyki na podkategorie.

Włosy

Maska olejowa do włosów Nacomi wpadła w moje ręce zupełnym przypadkiem. Wybrałam się do drogerii Hebe w poszukiwaniu produktów Vianka na promocji. Niestety najbliższa mi drogeria była słabo zaopatrzona akurat w tę markę, ale przy okazji do koszyka wpadły dwie rzeczy. Wracając do maski – ma ona za zadanie stymulować porost włosów. W jej skład wchodzą:

  • 4 oleje – olej z czarnuszki, olej arganowy, olej rycynowy, olej tamanu
  • 4 naturalne ekstrakty – pokrzywa, skrzyp polny, kozieradka, imbir

Efekty powinny być widoczne po dwóch miesiącach stosowania dwa razy w tygodniu. Używam jej od tygodnia, póki co raczej nic się nie zmieniło, ale po jej użyciu włosy pięknie błyszczą, to już mogę powiedzieć. Stosowanie również nie jest problematyczne, nakładam ją rano lub wieczorem godzinę przed myciem głowy i zmywam szamponem.

Moją łazienkową półkę zasiliły dwa szampony – Planeta Organica Turkish Shampoo, który również ma działać na włosy wzmacniająco i stymulować ich porost. Zobaczymy czy zauważę takie efekty, to co mogę powiedzieć po dwóch zastosowaniach, to że bardzo ładnie pachnie, skutecznie domywa powyższą mieszankę olejów i generalnie ma dobre działanie na moje włosy.

Drugi szampon to Vianek z serii pomarańczowej (odżywczej), do którego dokupiłam również maskę. Tego duetu używam od około tygodnia i przyznam, że mile mnie zaskoczył. Włosy są skutecznie oczyszczone, nawilżone, błyszczą i ładnie się układają. Opakowanie maski jest dość małe, ale zaskakuje mnie swoją wydajnością. Myślę że wystarczy na około miesiąc-półtora używania (stosuję ją codziennie).

Ostatni produkt do włosów okazał się strzałem w dziesiątkę! To lakier do włosów Eco Cosmetics z granatem i owocem goji. Nie byłam przekonana czy lakier z lepszym składem da sobie radę ze stylizacją włosów, ale zachęcona dobrymi opiniami w internecie postanowiłam spróbować. Przyznam że nie widzę różnicy w skuteczności działania. Na pewno wypada mniej korzystnie cenowo, ale cóż. Ciekawa jestem jak będzie z czasem zachowywał atomizer, bo na ten moment (używam go od około 2 – 3 tygodni) rozpyla idealną ilość produktu, nie pryska na boki, nie zacina się. Jeśli tak będzie do końca, to ten kosmetyk na bank ląduje w kolejnych perełkach

Twarz

Jak nietrudno zauważyć w kategorii pielęgnacja twarzy króluje marka Vianek. Najdłużej spośród widocznych produktów testuję łagodzący olejek do demakijażu. Jest naprawdę super! Działaniem i nawet intensywnością zapachu mogę przyrównać go do wspomnianego Go Cranberry. Zmywa makijaż bardzo skutecznie, nie podrażnia, zostawia skórę mięciutką.

Zachęcona pozytywnymi odczuciami z jego stosowania, chciałam dokupić inne produkty z różowej serii, ale niestety akurat nie były dostępne. Zdecydowałam się więc na serię niebieską – nawilżającą, kupując od razu zestaw składający się z: nawilżającej emulsji myjącej, toniku – mgiełki oraz płynu micelarnego. Po pierwszych użyciach myślę że się polubimy. Przede wszystkim przypadł mi do gustu zapach, a to jest dla mnie istotna kwestia w kosmetykach, zwłaszcza do twarzy. Płyn micelarny dobrze zmywa makijaż, nie podrażnia skóry i nie szczypie w oczy. Tonik dobrze się rozpyla (choć dość dużą dozę produktu, nie każdy to lubi). Czy nawilża… trudno mi powiedzieć, w końcu zaraz po nim nakładam kolejne kroki pielęgnacji. Ale na pewno nie wywołuje uczucia ściągnięcia czy innych nieprzyjemności. Mleczko pachnie najbardziej neutralnie. Ma lejącą konsystencję, dobrze zmywa makijaż i pozostawia skórę przyjemnie odświeżoną. Będę je stosować wieczorem po zmyciu makijażu olejkiem oraz do odświeżenia cery rano.

Sięgnęłam również po maskę z serii wzmacniającej – fioletowej. Jest to produkt przeznaczony do cery naczynkowej, na bazie czerwonej glinki i oleju sezamowego. Ma za zadanie oczyszczać skórę, wzmacniać naczynka krwionośne oraz niwelować zaczerwienienie. Użyłam jej dopiero raz, więc trudno wydać mi werdykt, ale generalnie mi się spodobała. Jakoś ostatnio nie mam czasu ani weny do mieszania glinek sypkich, więc takie gotowce to dla mnie świetne rozwiązanie.

Ostatnia rzecz, to maska z alg morskich Planeta Organica. Jestem ostatnimi czasy maniaczką wykonywania maseczek… Nie ma tygodnia żebym nie nałożyła co najmniej jednej. Przyznaję że w tej kategorii mam pewne niewykorzystane zapasy, ale pokusa była zbyt silna. Użyłam jej do tej pory raz i już wiem że to był dobry wybór. Ma bardzo ciekawą, żelową konsystencję i intrygujący zapach. Pozostawia skórę nawilżoną i odświeżoną. Podoba mi się!

Ciało

Kategoria ciało jest bardzo skromna. Trudno mi w to uwierzyć nawet mi samej, ale właśnie kończę ostatni posiadany przeze mnie peeling (był moment że używałam chyba czterech jednocześnie…). Zdecydowałam się wypróbować peeling cukrowy Organic Shop o zapachu mango. Jego zapach to tak zwany obłęd w ciapki. Chciałoby się go zamrozić i zjeść jak pyszny sorbet o tym smaku. Ale wróćmy na ziemię. Musiałam go spróbować i jestem równocześnie mile jak i niemile zaskoczona. Jednak minus który widzę, dla kogoś innego może okazać się plusem! Mianowicie – na tak: zapach, delikatne drobinki złuszczające i konsystencja (dość kleista, przez co peeling nie spływa z ciała, ale dobrze się rozprowadza), na nie: niestety nie pozostawia uwielbianej przeze mnie tłustawej powłoczki na skórze. Po jego użyciu mam potrzebę użycia balsamu. Ale ten zapach… wynagradza wszystko!

Drugi produkt to również zapachowy killer, w najlepszym znaczeniu. Mus do ciała borówka Nacomi. Co mogę powiedzieć. To właśnie ten drugi kosmetyk, na który skusiłam się w drogerii Hebe. Słyszałam o nim już tyle ‚ochów i achów’, że musiałam spróbować. I jedno trzeba przyznać – pachnie obłędnie. Działanie jak to musu z Nacomi – rewelacja. Delikatna, puszysta pianka w zetknięciu z ciepłem naszego ciała zamienia się w olejek. Nawilża na długo, pozostawia subtelny zapach na skórze. Cudowności. Uwielbiam używać go zwłaszcza na nogi, po goleniu. A że latem robi się to jeszcze częściej, to będzie jak znalazł.

Na koniec dwa produkty do ust – balsam do ust dr Paw Paw oraz błyszczyk Lily Lolo w odcieniu Skandalips, wygrany w konkursie organizowanym przez drogerię Eco and Well. Oba kosmetyki uwielbiam, mają nawet podobne kolory, różnią się jednak konsystencją. Świetnie odżywiają usta, pozostawiają delikatny kolor. Niestety Dr Paw Paw jest bezzapachowy, czego nie doczytałam przed zakupem, ale mimo to bardzo się z nim polubiłam. Za to błyszczyk Lily Lolo chodził za mną od dawna, byłam więc ogromnie szczęśliwa że to właśnie mi przypadł w nagrodzie! Używam codziennie i zachwycam się taflą jaką daje na ustach. Nie ukrywam że tylko rozbudził mój apetyt na więcej kolorów…

A już na samiutki koniec, dwa słowa o zamówionych próbkach podkładów, oraz akcesoriach.

Próbki które widzicie na poniższym zdjęciu, to podkłady: So Bio Ethic oraz Couleur Caramel Velvet Gel. Jeśli chodzi o pierwszą markę, używam i uwielbiam ich krem BB. Ma genialne krycie, kolor który dobrze dopasowuje się do skóry (są tylko dwa odcienie – bardzo jasny i bardzo ciemny, ja posiadam ten drugi). Jednak podkład okazał się jeszcze lepszy i na pewno go sobie zamówię. Ma nieco lżejszą konsystencję ale również dobre krycie.

Co się tyczy żelowego Couleur Caramel… ma-sa-kra. Kompletnie się u mnie nie sprawdził. Z opisu wydawało mi się że będzie mi pasował: lekki podkład matujący o konsystencji żelu. Optycznie wygładza skórę matując ją, lekko wyrównuje koloryt i jeśli chodzi o samo krycie to przypomina ono raczej kremy bb czy kremy koloryzujące. Najlepiej nadaje się do skóry mieszanej lub tłustej, ale sprawdzi się też na normalnej.

Jego konsystencja jest… przedziwna. Taka jakby satynowa, ale ginie pod palcami w zetknięciu ze skórą, ciężko zbudować nim krycie, miałam wrażenie że mnie przesuszył. Takie same odczucia towarzyszyły mi przy testowaniu podkładu w musie z Lavery. To samo jedno wielkie rozczarowanie. Jestem na nie.

Akcesoria w które się zaopatrzyłam, to pędzelek Neve Cosmetics Baby kabuki oraz grzebyk do czyszczenia szczotek marki For your Beauty z Rossmanna. Ten pędzelek jest… uroczy! Kupiłam go z myślą o wyjeździe, ponieważ będę musiała spakować się w bagaż podręczny, tak więc każda optymalizacja przestrzeni w walizce na wagę złota. Jego atutem są nie tylko rozmiary, ale też bardzo przyjemne włosie. Można nim bez problemu nałożyć podkład i puder mineralny, a nawet wykonturować twarz bronzerem i różem. Zajmuje mało miejsca i jest bardzo uniwersalny – świetny zakup! Podobnie jak grzebyk do szczotek – nic tak dobrze nie wyczyściło mojego Tangle Teezera jak on! Te grabki wyglądają niepozornie, ale są naprawdę skuteczne i trwałe, doczyściłam nimi również moją szczotkę do stylizacji włosów.


I to już wszystkie nowości które w ostatnim czasie do mnie trafiły. Widzicie wśród nich jakiś lubiany produkt? A może macie ochotę coś wypróbować Dajcie też znać jeśli testowałyście w ostatnim czasie coś wartego uwagi!

]]>
https://feminine.pl/blog/2017/05/25/mega-denko-i-kilka-nowosci-kosmetycznych/feed/ 23
Żurawina co ciało i zmysły rozpieszcza :) – recenzja kosmetyków GO Cranberry https://feminine.pl/blog/2017/04/05/zurawina-co-cialo-i-zmysly-rozpieszcza-recenzja-kosmetykow-go-cranberry/ https://feminine.pl/blog/2017/04/05/zurawina-co-cialo-i-zmysly-rozpieszcza-recenzja-kosmetykow-go-cranberry/#comments Wed, 05 Apr 2017 08:11:25 +0000 https://feminine.pl/blog/?p=4366 Produkty bazujące na olejach roślinnych i masłach należą do moich faworytów. W szczególności doceniam jeśli użyte są w nich te pozyskiwane metodą tłoczenia „na zimno”, która zapewnia zachowanie jak największej ilości dobroczynnych składników. Właśnie w taki sposób tworzone są kosmetyki GO Cranberry i to właśnie je przedstawię Wam bliżej w dzisiejszej recenzji.

Moja przygoda z linią GO Cranberry marki NOVA kosmetyki zaczęła się od olejku do demakijażu. Co prawda o nim będzie więcej przy innej okazji, ale na razie powiem tyle że jego stosowanie zdecydowanie zachęciło mnie do dalszych testów. Tym razem postawiłam na produkty do pielęgnacji ciała, a konkretnie: aksamitny żel pod prysznic z balsamem nawilżającym, cukrowy peeling z masłem shea i olejem żurawinowym oraz krem do ciała formuła odżywcza.

Zanim jednak przejdę do recenzji, dwa słowa na temat samego oleju żurawinowego, który znajduje się w składzie tych produktów.

Właściwości oleju żurawinowego:

» zapobiega starzeniu się skóry

» reguluje pracę gruczołów łojowych

» świetnie sprawdza się w pielęgnacji włosów i skóry głowy

» szybko się wchłania, nie pozostawiając tłustej warstwy

Jest jednym z najcenniejszych olejów wykorzystywanych w kosmetyce – zawdzięcza to zawartości dobroczynnych składników odżywczych, w postaci antyoksydantów i kwasów tłuszczowych (zawiera ich ok. 65%). Charakteryzuje go również wysoka zawartość witaminy E, która wykazuje bardzo silnie działanie antyoksydacyjne.

Dzięki zawartości minerałów takich jak wapń, żelazo, magnez, fosfor, potas, sód, cynk, miedz, mangan i selen, wykazuje wzmacniające i odżywcze działanie na skórę głowy i włosy. Chroni włosy przed działaniem UV oraz zanieczyszczeniami. Zastosowany odżywkach sprawia, że włosy stają się bardziej błyszczące i łatwiejsze w rozczesywaniu.

Przejdźmy do mojej opinii na temat kosmetyków zawierających ten olej w składzie.

Aksamitny żel pod prysznic z balsamem nawilżającym

Mimo mojej ogromnej miłości do wszelkich mazideł, bardzo lubię produkty myjące, które równocześnie pielęgnują skórę i nie wysuszają jej, a dodatkowo mają właściwości nawilżające.

Właściwości

Uważam że to bardzo przyjemny żel pod prysznic. Nie jest to produkt który się pieni, jego konsystencję określiłabym jako lekkie mleczko. Dobrze rozprowadza się po skórze. Mimo że zapach jest dosyć intensywny, nie pozostaje długo wyczuwalny i to zaliczam na plus, bo nie gryzie się z kolejnymi nakładanymi kosmetykami do pielęgnacji czy perfumami.

Czy zastąpił mi balsam? Teraz jeszcze nie – wiosna dopiero się rozkręca, a moja skóra wciąż potrzebuje porządniejszego nawilżenia. Jednak latem to będzie z pewnością mój hit!

Opakowanie

Bardzo wygodna butelka z pompką, dozuje niewielką ilość produktu, mamy więc pewność że nic się nie zmarnuje. Można ją odkręcić, tak że nie będzie też kłopotu z wydobyciem resztek. Widać w nim również ile żelu jeszcze zostało.

Cena i pojemność

250 ml / 22 zł

Cukrowy peeling do ciała z masłem shea i olejem żurawinowym

Gdybym miała wymienić kategorię kosmetyków które najbardziej lubię testować, byłyby to bez wątpienia peelingi do ciała. Używałam ich już naprawdę sporo i mogę śmiało powiedzieć że ten zasługuje aby znaleźć się wśród top 5 ulubionych.

Właściwości

Konsystencja jak dla mnie idealna. Nie jest zbyt twardy i zbity, wygodnie się go nabiera. Drobinki ścierające są delikatne i skuteczne. Nie spływa z ciała, można go dobrze rozprowadzić i dopiero wtedy spłukać. Proporcja cukru do pozostałych składników jest świetnie dobrana. Pozostawia skórę gładką, miękką i nawilżoną. Po jego zastosowaniu nie ma absolutnie potrzeby użycia balsamu. Naprawdę mogę długo rozpływać się nad tym peelingiem, bo ogromnie go polubiłam.

Cena i pojemność

200 ml / 35,50 zł

Krem do ciała formuła odżywcza

Jestem wielką fanką maseł do ciała, jednak na wiosnę lubię używać produktów o nieco lżejszej konsystencji.

Właściwości

Ten krem nie jest może super leciutki, ale mimo dość treściwej formuły szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej powłoki. Bardzo dobrze nawilża skórę, która jest potem przyjemna w dotyku. Zapach po aplikacji nie pozostaje wyczuwalny przez długo, raczej dosyć szybko się ulatnia.

Jest bardzo wydajny, niewielka ilość wystarcza na całe ciało. Na jego zużycie mamy 3 miesiące od momentu napoczęcia.

Cena i pojemność

200 ml / 46 zł

Jedyne na co muszę zwrócić uwagę, to dość silny zapach kosmetyków. Mi on zupełnie nie przeszkadza, a wręcz go lubię, ale dla osób z nieco wrażliwszymi nosami i preferujących produkty pachnące delikatnie lub bezzapachowe może on być zbyt wyrazisty.

Podsumowując, powyższe produkty mogę polecić z czystym sumieniem. Mają dobre składy, przystępne ceny i świetne działanie. Czego chcieć więcej

Miałyście styczność z kosmetykami z linii GO Cranberry? Jak je oceniacie?


Wpis powstał we współpracy z marką NOVA Kosmetyki.

]]>
https://feminine.pl/blog/2017/04/05/zurawina-co-cialo-i-zmysly-rozpieszcza-recenzja-kosmetykow-go-cranberry/feed/ 8
Kosmetyczne perełki 2017 #1 https://feminine.pl/blog/2017/03/28/kosmetyczne-perelki-2017-1/ https://feminine.pl/blog/2017/03/28/kosmetyczne-perelki-2017-1/#comments Tue, 28 Mar 2017 07:10:12 +0000 https://feminine.pl/blog/?p=4360 Przed Wami pierwszy z czterech wpisów o kosmetycznych perełkach tego roku. To coś więcej niż ulubieńcy. Dużo jest produktów które lubię, cenię i używam z przyjemnością. Jednak takich, które wyróżniają się naprawdę spektakularnym działaniem nie ma już tak wielu. Aby więc znaleźć się w tym zacnym gronie, kosmetyk będzie musiał przebić się przez gęste sito i zrobić na mnie duże wrażenie. Nieczęsto trafia się na taki produkt, dlatego też będą to wpisy kwartalne. Raz na trzy miesiące zaprezentuję Wam co spowodowało szybsze bicie mojego serca i do czego z chęcią jeszcze wrócę. Poznajcie pierwsze perełki tego roku!

Tak jak pisałam we wstępie – nie zobaczycie tu wielu kosmetyków. Ale te które pokażę będą naprawdę best of the best. Takie kosmetyczne Oscary rozdawane częściej niż raz do roku

Ale po kolei.

♥ ♥ Serum oczyszczające do włosów Bionigree  ♥  ♥

Nie bez powodu zajmuje pierwsze miejsce na liście.

Z przetłuszczającą się skórą głowy zmagam się od lat. Doskonale wiem co zapoczątkowało te problemy. W liceum obcięłam włosy „na chłopaka” i musiałam zacząć je myć codziennie, inaczej każdy odstawał w inną stronę. Moja przyzwyczajona do mycia co drugi dzień głowa się zbuntowała i od tamtej pory było już tylko gorzej.

Przez te wszystkie lata nie udało mi się znaleźć niczego, co oczyściłoby scalp skutecznie. Inna sprawa, że nie szukałam produktów poza szamponami, a zanim zaczęłam stosować naturalną pielęgnację, nieświadomie używałam takich o kiepskim składzie. Czułam że mój scalp jest oblepiony i wymaga porządnego oczyszczenia. Nie mogłam jednak znaleźć kosmetyku który by temu zaradził. Nie zdążyłam wypróbować kilku o których myślałam (w postaci glinki czy peelingu do skóry głowy), ale może to i lepiej, bo od razu trafiłam na coś rewelacyjnego, co na mojej skórze głowy zrobiło istną rewolucję.

Olejek Bionigree zapragnęłam mieć odkąd go pierwszy raz zobaczyłam. Nie ukrywam że pokładałam w nim ogromne nadzieje. Skoro znalazł się w perełkach i to na pierwszym miejscu, możecie się domyślać że ich nie zawiódł

Produkt zadziałał u mnie w bardzo widoczny sposób. Już po pierwszym użyciu widziałam kolosalną różnicę. Włosy świeże, sypkie, odbite od nasady. I takie były do samego wieczora! Gdzie zwykle pod koniec dnia ich wygląd pozostawiał wiele do życzenia i mogłabym je teoretycznie myć znowu (zresztą tak robiłam za czasów kiedy wieczorami gdzieś wychodziłam;). Nie powiem że mogłabym je już myć co drugi dzień, ale myślę że wszystko jest na dobrej drodze. Kontynuuję kurację zachwycona efektami jakie daje ten kosmetyk. Brawa dla producenta za skuteczność i skład!

Po około miesiącu używania serum stwierdzam, że:

» włosy dłużej zachowują świeżość

» są sypkie, odbite od nasady

» dużo mniej się przetłuszczają

» skóra głowy jest skutecznie (ale delikatnie) oczyszczona

Serum możemy stosować w zależności od potrzeb, nawet codziennie. Najlepiej zmniejszać częstotliwość wraz z ustępowaniem objawów. Trzymamy je na głowie minimum 30 minut. Ja zaczynam czuć lekkie swędzenie i szczypanie po ponad trzech godzinach, zwykle zmywam je po około godzinie od aplikacji.

Drobna porada odnośnie zmywania: polecam odchylić głowę (do przodu lub do tyłu), ponieważ serum spływające po twarzy nie jest zbyt przyjemne. Ma dość intensywny zapach i właściwości chłodzące, jeśli Wam to nie przeszkadza to nie ma problemu.

♥ ♥ LIQ CC – serum z witaminą C (wersja Rich) ♥  ♥

W moim przypadku wprowadzanie nowych produktów do pielęgnacji twarzy wiąże się z ryzykiem i stresem. Jak zadziała, czy nie pogorszy stanu cery, czy nie będę żałowała? Ale serum LIQ CC zbiera tyle pozytywnych opinii, że odważyłam się dać mu szansę. Jak bardzo się z tego cieszę!

Różnica jest zauważalna już po pierwszych tygodniach używania serum. Zawiera ono 15% stężenie witaminy C, która pobudza syntezę kolagenu, neutralizuje wpływ wolnych rodników i wyrównuje koloryt skóry. Będzie to więc świetny produkt dla cery dojrzałej i z przebarwieniami. Ale nie tylko! Działanie witaminy C wspierają tokoferol i magnez, dobrane w odpowiednim stężeniu, działające ochronnie, regenerująco i odżywczo. Dodatkowo w składzie znajdziemy kwas hialuronowy.

Ja posiadam wersję Rich, do skóry suchej i bardzo suchej. Cera jest po jego użyciu promienna, gładka i elastyczna. Koloryt zostaje wyrównany, pojawia się mniej niedoskonałości.

Naprawdę jestem pod dużym wrażeniem jego działania. Nie dość, że nie zaszkodziło, to bardzo pozytywnie wpłynęło na stan mojej skóry. Podczas jego stosowania warto zadbać o mocniejsze nawilżenie skóry np. w postaci maseczek. Ja używam tej z EC Lab, sprawdza się świetnie.

Obecnie testuję jeszcze dwa produkty marki LIQPHARM, na pewno zrobię o nich oddzielny wpis.

♥ ♥ Delikatny żel MomMe ♥ ♥

Zacznę od tego, że to jedyny kosmetyk wśród prezentowanych, którego nie można jeszcze kupić. Ale już niedługo! Żel do mycia ciała i higieny intymnej MomMe otrzymałam do testów jako nowość w ofercie tej marki. Jeśli czytacie mnie regularnie, pewnie wiecie że bardzo cenię ich kosmetyki, zarówno z serii dla dzieci jak i dla Mam (choć te dla dzieci również mogą być dla Mam;).

Dlaczego został moją perełką? Głównie z dwóch powodów: jest niezwykle delikatny i uniwersalny. Z założenia może posłużyć do mycia ciała, w tym okolic intymnych ale wypróbowałam go również do włosów i też spisał się doskonale. Świetna opcja na podróż czy do szpitala po porodzie, bo głównie tej sytuacji jest on dedykowany. Jednak śmiało można z niego korzystać nie tylko wtedy i gorąco polecam! Do sprzedaży trafi w najbliższym czasie, wypatrujcie go bo warto się zaopatrzeć!

♥ ♥ Mleczko i woda aktywna Saisona / seria OCHRONA ♥ ♥

Duet ochronny Saisona – mleczko oraz woda aktywna to jedne z lepszych produktów do demakijażu jakich miałam okazję używać. Świetny skład połączony ze skutecznym działaniem.

Mleczko ochronne zawiera mieszankę zmiękczających i leczniczych olejków (kamelia, nasiona moreli, migdałowiec) połączonych z odżywczym masłem Shea, oraz wodą z liści oczaru wirginijskiego i wodą mandarynkową. Delikatnie ale skutecznie oczyszcza skórę, można nim zmywać oczy choć trzeba uważać, bo kiedy dostanie się go za dużo potrafi szczypać. Producent zaleca nałożenie go wacikiem a potem zmycie wodą. Nie zawsze tak robię i nie zauważyłam efektów ubocznych, więc moim zdaniem można ten krok śmiało pominąć.

Kojąca woda aktywna zawiera wodę z liści oczaru wirginijskiego oraz wodę mandarynkową, niebieską stokrotkę, nagietek, wyciąg ze stewii, kwas hialuronowy. Redukują one nadwrażliwość delikatnej i uszkodzonej skóry. Jest to kosmetyk nazwany „wstępnie nawilżającym”i sprawia, że zewnętrzna warstwa skóry jest bardziej przepuszczalna i chłonna, co zwiększa skuteczność dalszej pielęgnacji. To coś na kształt słynnej koreańskiej esencji. Nie jest to typowa woda, a lekka zawiesina. Aplikacja jest bardzo przyjemna, woda ma subtelny zapach, przez moment pozostaje uczucie delikatnej lepkości na skórze, które szybko znika.

Efekt jaki otrzymujemy po stosowaniu tych preparatów, to miękka, dokładnie oczyszczona skóra. Używam ich wieczorem, po umyciu twarzy mieszanką olejków i mydłem/żelem. Jestem z nich bardzo zadowolona. Z pewnością sięgnę po inne wersje wody aktywnej, bo to niezwykle ciekawa formuła.

Nie są to kosmetyki tanie (ale też nie bardzo drogie), jednak zdecydowanie warte swojej ceny i wypróbowania. Dodam, że są bardzo wydajne!


I to już wszystkie produkty ostatnich trzech miesięcy, które uważam za warte wspomnienia i do których chętnie wrócę w przyszłości. A co u Was sprawdziło się szczególnie w ostatnim czasie?

]]>
https://feminine.pl/blog/2017/03/28/kosmetyczne-perelki-2017-1/feed/ 26
Saszetki Kąpiel Agafii x 5 https://feminine.pl/blog/2017/03/07/saszetki-kapiel-agafii-x-5/ https://feminine.pl/blog/2017/03/07/saszetki-kapiel-agafii-x-5/#comments Tue, 07 Mar 2017 16:35:23 +0000 https://feminine.pl/blog/?p=4323 Być może te produkty wpadły Wam już wcześniej w oko, a część z Was miała z nimi styczność. Moja przygoda z saszetkami Babuszki Agafii zaczęła się od wielkiej miłości do pewnej maseczki. Zapragnęłam więc spróbować więcej! Z pozostałymi produktami bywa różnie – jedne uważam za bardzo udane, inne zupełnie się u mnie nie sprawdziły, część plasuje się po środku. Co mogę Wam polecić, a czego radziłabym unikać i komu? Dowiecie się z dzisiejszego wpisu, zapraszam

Cechą wspólną wszystkich saszetek jest ich pojemność – 100 ml. Ceny wahają się od około 6 do 15 zł, w zależności od wariantu. Biorąc pod uwagę wydajność tych produktów ceny są naprawdę niskie. Opakowanie uważam za wygodne, można je bez problemu trzymać pod prysznicem, dzięki zakrętce mamy pewność że woda nie dostanie się do środka. Są również lekkie i poręczne, stanowią więc świetną opcję na wyjazd. Nie musimy ich też wyrzucać niezużytych do końca, tak jak w przypadku standardowych próbek (wiecie o co mi chodzi – takich które odrywamy żeby otworzyć). Drobny mankament to dostępność, choć bez większego problemu można je kupić przez internet oraz w niektórych drogeriach stacjonarnych (a może są też w jakiś większych sklepach, tylko o tym nie wiem).

Przechodząc do konkretnych produktów, które testowałam. Od razu zaznaczę, że to pierwsza piątka, ale na pewno sięgnę po więcej. Już idzie do mnie kolejna maseczka do wypróbowania (jestem ostatnio maniakiem robienia maseczek!).

♥ zacznę od mojego niekwestionowanego ulubieńca, którym jest maseczka odmładzająca na mleku łosia.

Zawiera:

♦ mleko łosia mające silne działanie odmładzające

♦ różeniec górski bogaty w kwasy organiczne i flawonoidy – przywraca skórze jędrność i elastyczność

♦ ekstrakt z korzenia białej morwy zawierający karoten, witaminy grupy B – wygładza i koi skórę

♦ organiczny biały wosk pszczeli chroni skórę przez odwodnieniem

Polubiłam się z nią na tyle, że trafiła do ulubieńców roku 2016.

Uwielbiam jej zapach, przyjemną konsystencję (określiłabym ją jako budyniową) i oczywiście działanie – skóra po jej zastosowaniu jest miękka, nawilżona i elastyczna.

Dla mnie wszystkie obietnice producenta są spełnione!

Co więcej jej cena jest niewiarygodnie niska w stosunku do wydajności. Za 7 zł mamy zapewnione kilkanaście aplikacji! Nie liczyłam dokładnie, ale używam jej dość regularnie od kilku miesięcy, a ona dalej tam jest

Cena: 6,76 zł

Widzę po opiniach, że ta wersja maseczki u niektórych osób wywołuje reakcje uczuleniowe, ale u mnie nic takiego nie ma miejsca. Być może któryś składnik potrafi uczulać, więc zaznaczam że tak może się zdarzyć.

♥ drugi w kolejności faworytów jest odżywczy peeling do ciała 5 zbóż. Zakupiony całkiem niedawno, za namową koleżanki która go używa. Powiedziała tylko: bierz, nie będziesz żałować. Nie myliła się!

Co zdaniem producenta robi ten peeling?

  • Złuszcza naskórek
  • Wygładza
  • Nawilża
  • Odżywia
  • Ujędrnia

Skład jest bardzo ciekawy. Znajdziemy w nim:

♦ mielone ziarna jęczmienia, otręby żytnie , zmielone łuski gryki – usuwają martwy naskórek i oczyszczają skórę z zanieczyszczeń 

♦ mleczko owsiane, olej szarłatu, olej z kiełków pszenicy – zapewniają skórze odpowiednie nawilżenie, odżywienie, zmiękczenie, regenerację i ujędrnienie

To co z miejsca urzekło mnie w tym produkcie to zapach. A to ciekawe, bo nie przepadam za słodkimi aromatami w kosmetykach, ale ten jest bardzo oryginalny. Chyba najtrafniejsze porównanie to wata cukrowa!

Działanie też jest przyjemne. Na pewno polubią go osoby które nie przepadają za tłustą warstwą pozostawianą przez peeling. W przypadku tego kosmetyku nie ma o niej mowy. Efekt peelingujący jest moim zdaniem delikatny ale zauważalny. Na uwagę zasługuje nieobecność soli czy cukru, a drobinki w postaci zmielonych ziaren zbóż. Nie spotkałam się wcześniej z takim składem w peelingu! Po zastosowaniu ja muszę użyć dodatkowo balsamu. Preferuję peelingi po których nie ma takiej konieczności, ale tutaj przymykam na to oko, bo ten zapach…

W jego przypadku wydajność oceniam jako dobrą.

Cena: 7,99 zł

♥ kolejny produkt mogę zaliczyć do udanych, choć mam nieco mieszane uczucia – jest to maska do włosów siedmiu sił.

Maska ma odżywiać i nawilżać skórę głowy, wzmacniać cebulki i stymulować wzrost włosów, nie obciążając ich i pozwalając zachować uczucie świeżości i lekkości po umyciu.

Co zawiera w składzie?

♦ olejek cedrowy – źródło witamin E i F – odżywia skórę głowy

♦ korzeń szczodraka krokoszowatego przeciwdziała wypadaniu włosów

♦ mech dębowy (mąkla tarniowa) zawiera olejki eteryczne wzmacniające korzenie włosów

wosk pszczeli nadaje włosom naturalny blask

♦ sok z liści aloesu bogaty jest w aminokwasy – nawilża skórę głowy

♦ łupina cebuli – regeneruje uszkodzoną strukturę włosów, dzięki czemu stają się gęstsze i silniejsze

♦ szyszki czarnej olchy mają działanie kojące i zmiękczające skórę głowy, stymulują również wzrost włosów

Maska ma bardzo ciekawy skład i dobrze działa na moje włosy. Z jednym „ale” – nie mogę nakładać jej na sam skalp, ponieważ za bardzo obciąża fryzurę i wcale nie zachowuje ona świeżości po umyciu. Ta obietnica producenta nie jest więc dla mnie spełniona. W związku z tym trudno mi ocenić jej działanie na porost włosów. Generalnie jest to przyjemny kosmetyk, włosy są po jej użyciu miękkie i lśniące, a tego głównie oczekuję od maski do włosów.

Ten produkt również uważam za wydajny, po kilkunastu aplikacjach zostało mi około pół opakowania.

Cena: 5,71 zł.

Ostatnie dwa produkty celowo zostawiłam na koniec, bo nie mogę powiedzieć żebym była nimi zachwycona.

Peeling do stóp redukcja nagniotków i odcisków

Nie jest to kosmetyk ani zły ani dobry, ale działaniem na kolana mnie nie powalił.

Zdaniem producenta peeling:

  • Złuszcza
  • Wygładza
  • Redukuje odciski i nagniotki
  • Zmiękcza
  • Regeneruje

W składzie zawiera:

kamczatski pumeks wulkaniczny – stanowi silnie złuszczającą fazę ścierną (z tym „silnie” bym polemizowała)

oleje z igieł sosny karłowatej i kamforowy oraz ekstrakt prawoślazu lekarskiego – regenerują skórę, nawilżają ją, działają przeciwzapalnie, wzmacniają barierę ochronną skóry

Generalnie wszystko dobrze, tylko peeling jest po prostu zbyt delikatny. Nie uważam aby ten wulkaniczny pumeks rodem z Kamczatki robił robotę. Produkt pachnie całkiem przyjemnie (głównie wyczuwam olejek kamforowy), ale to nie jest peeling na większe problemy. Osoby które chcą po prostu wygładzić skórę stóp będą zadowolone, przy bardziej zgrubiałym naskórku sobie nie poradzi.

Cena: 6,99 zł

Rozgrzewający peeling „Kamczacki”

Na koniec totalny, w moim przypadku, niewypał. Myślę żeby komuś go oddać, ale aż się boję… Srub tylko dla osób o mocnych nerwach, a raczej niewrażliwej skórze

Co robi ten produkt zdaniem producenta?

Ma działanie rozgrzewające, złuszcza zrogowaciałe komórki skóry, otwiera i oczyszcza pory, przyczynia się do głębokiego odżywienia i nawilżenia. Po jego zastosowaniu skóra staje się miękka i gładka.

W składzie:

sól kamczackich źródeł termalnych – wzmaga cyrkulację krwi i odnawia pracę komórek skóry

♦ krasnorosty (Algi brunatne) – zawierają witaminy i karoten, nawilżają, a także mają działanie rozgrzewające

♦ olej sosny górskiej ‘Pumilio’ zawiera aminokwasy, witaminy F i E, dzięki czemu głęboko odżywia skórę

♦ organiczny ekstrakt wiązówki wykazuje działanie kojące i bakteriobójcze

Ja go nie kupiłam, a znalazłam w paczce prezentowej z drogerii Bioorganika, którą otrzymałam na otwarciu ich kolejnego punktu. Jak to ja, musiałam niezwłocznie wypróbować i… jakież było moje zdziwienie kiedy poczułam: PIECZE! Nie należę do osób o wybitnie wrażliwej skórze, a jednak działanie było bardzo nieprzyjemne. Nie wiem, może tak ma być? Ale dla mnie stosowanie kosmetyków to przyjemność, a nie mordęga, więc temu produktowi podziękuję już po pierwszym użyciu!

Cena: 7 zł

I tak prezentuje się pierwsza piątka, którą miałam okazję testować.


Jakie jest Wasze zdanie o tych saszetkach? Lubicie, stosowałyście? A może zachęciłam Was do ich wypróbowania?

]]>
https://feminine.pl/blog/2017/03/07/saszetki-kapiel-agafii-x-5/feed/ 17
Mix denka i nowości :) https://feminine.pl/blog/2017/03/02/mix-denka-i-nowosci/ https://feminine.pl/blog/2017/03/02/mix-denka-i-nowosci/#comments Thu, 02 Mar 2017 14:44:32 +0000 https://feminine.pl/blog/?p=4270 Dziś mam dla Was wpis łączący denko i kilka nowości które pojawiły się u mnie w ostatnim czasie. Część z nich mogę Wam już polecić, z niektórymi dopiero poznaję się lepiej. Zapraszam do czytania i oglądania

Mogę śmiało powiedzieć, że duma mnie rozpiera, bo sukcesywnie uszczuplam moje kosmetyczne zbiory. Może i daleko jeszcze do minimalizmu, do którego w sumie nie dążę, ale jest już znacznie lepiej. Pozbyłam się nadmiaru który zaczynał mi ciążyć, pojawiło się kilka nowości których faktycznie potrzebowałam (lub otrzymałam do testów) i teraz dokupuję kosmetyki tylko w przypadku kiedy coś mi się skończy.

Dotyczy to kremu pod oczy oraz produktu do mycia twarzy. Poniżej możecie zobaczyć dwa denka – serum pod oczy z algami morskimi i koenzymem Q10 marki Ava oraz galaretkę do demakijażu LovingEco.

♦  serum Avy to ten rodzaj kosmetyku który ma się wrażenie że nigdy się nie kończy. Długo mi zajęło żeby dobrnąć do dna, ale udało się. Lubiłam je, było treściwe, dobrze nawilżało skórę pod oczami, ale trochę już mnie zmęczyło. Jego następcą będzie najprawdopodobniej krem pod oczy Beauty Oil . Zgarnia bardzo dobre opinie i z chęcią go wypróbuję.

galaretka to kosmetyk co do którego mam mieszane uczucia. Z jednej strony jest to ciekawy produkt o nietypowej konsystencji która przypadła mi do gustu, ale kiedy przychodzi do działania… Nie była zbyt skuteczna w zmywaniu makijażu, co mi akurat nie przeszkadzało, bo w tym celu stosuję olejek a następnie żel lub mydło, a delikatnego produktu używam tylko rano. Ale jeśli szukacie uniwersalnego kosmetyku, który również pomoże pozbyć się resztek makijażu, to możecie być rozczarowane. I nie mówię tu o wodoodpornym tuszu do rzęs. Kiepsko domywa nawet podkład, chyba że pomożemy jakąś ściereczką lub gąbeczką. Więc nie jestem ani na tak, ani na nie. Zużyłam z przyjemnością, bo zapach, formuła, skład – wszystko super i na moje potrzeby była wystarczająca, ale nie mogłabym jej tak z całym przekonaniem polecić. Sama być może do niej wrócę, bo trzeba przyznać że świetnie nawilża skórę, więc jeśli borykacie się z przesuszeniem a na przykład rzadko malujecie – to może być dobry wybór!

Co planuję zakupić w miejsce serum już wspomniałam, zaś do mycia twarzy tym razem postawiłam na piankę i jest to kosmetyk Łotewskiej marki Kivii, która już od jakiegoś czasu chodziła mi po głowie. Ma w składzie ekstrakt z czarnej porzeczki, oliwę z oliwek oraz wyciągi z jabłka i rumianku. Na ten moment niewiele o niej mogę powiedzieć, ale na pewno jest bardzo delikatna, zostawia buzię miękką i ukojoną. Pachnie… specyficznie. Nie jest to zapach który powala na kolana ale i nie drażni. Więcej na jej temat opowiem w którejś z kolejnych dedycji denkowej serii.

Kupiłam ją w drogerii Eco&well.

Jeszcze kilka denek z ubiegłego miesiąca. Wszystkie skończone z dużym żalem, bo to moi ulubieńcy!

Oraz kilka nowości które wpadły ostatnio w moje ręce:

♦ serum LIQ CC Rich z witaminą C zdobyte w rozdaniu u Dagmary z bloga Cosmetic Infinity. To jak spełnienie marzeń, bo zajmowało ono pozycję na mojej „chciej liście„. Podobnie serum Bionigree, które producent przesłał mi do testów po publikacji tamtego wpisu. Obydwu produktów użyłam raptem kilka razy i zarówno serum do twarzy jak i do głowy zapowiadają się rewelacyjnie. Na pewno będę jeszcze o nich pisać!

♦ nawilżający krem Lila Mai wpadł mi w oko przy okazji tworzenia wpisu z ładnym designem opakowań. Inaczej pewnie nie zwróciłabym na niego uwagi, a linkując go przeczytałam opis i pomyślałam że brzmi jak mój ideał! Czy się nim okaże, zobaczymy. Nie powiem żebym po pierwszych tygodniach używania wpadła w zachwyt, ale też nie chcę wydawać opinii przedwcześnie. Stosuję go na dzień – ma niewielki filtr UV (4), więc na pierwsze wiosenne promienie słońca jak znalazł.

Trafiły do mnie również produkty marki NOVA kosmetyki z serii GO Cranberry. Moja pierwsza styczność z tymi kosmetykami był to olejek do OCM i z przyjemnością sięgnęłam po więcej – tym razem z kategorii pielęgnacja ciała. Powstanie na ich temat oddzielny wpis, ale mogę Wam zdradzić że fajne są. Oj bardzo fajne!

Ostatnie (bardzo skromne!) zakupy zrobiłam w drogerii Bioorganika, której nowy sklep stacjonarny został niedawno otwarty… stanowczo za blisko mnie. W planach miałam tylko zakup różu prasowanego Benecos, ale znajoma z którą byłam namówiła mnie na peeling 5 zbóż Bani Agafii. Okazał się obłędny. Ma niesamowity zapach, mojej Mamie skojarzył się z kajmakiem i ja mam podobne odczucia. Jest delikatny, ale skuteczny.  Ma ciekawy skład, w którym znajdziemy: mielone ziarna jęczmienia, otręby żytnie, zmielone łuski gryki, mleczko owsiane, olej organiczny szarłatu, olej organiczny z kiełków pszenicy. Jest całkiem wydajny (wystarcza na kilka zastosowań, zależy czy użyjemy „po całości” czy tylko na wybrane partie ciała) i kosztuje jedyne 7,50 zł.

Róż który wybrałam ma odcień Mallow Rose i jest idealnie taki jakiego szukałam – bez drobinek, widoczny na twarzy ale wciąż wyglądający naturalnie. Nie ściera się, a dodatkowo jest niedrogi (19 zł).

Z okazji otwarcia nowego punktu, pierwszych dwudziestu Klientów otrzymało całkiem potężną dawkę próbek i gratisów. Załapałam się na nie i testuję co ciekawsze kąski. Udało mi się już wypatrzeć kilka ciekawostek.

Dzięki temu podarunkowi poznałam dwa bardzo udane kosmetyki Zielonego Laboratorium. Znam nieźle ofertę marki, podoba mi się jej filozofia i ciekawe receptury, ale póki co używałam tylko odżywki do włosów. Była ok, ale nie na tyle spektakularna żeby zachęcić mnie do dalszego eksplorowania. A może szkoda, bo zarówno żel pod prysznic z żurawiną i jabłkiem, jak i maska z białą glinką okazały się świetne!

♦ żel pięknie pachnie i ma drobinki żurawiny, które są zbyt delikatne żeby peelingować, ale stanowią przyjemny dodatek. Producent opisuje je jako składnik zawierający witaminy A i C, witaminy z grupy B oraz żelazo, wapń, magnez, fosfor i jod. Mają chronić przed wolnymi rodnikami, zwiększać napięcie skóry i ujędrniać. Czy mają takie działanie trudno mi stwierdzić, ale próbka zachęciła mnie do zakupu pełnowymiarowego opakowania.

♦  maseczka będzie świetnym wyborem dla osób które nie przepadają za mieszaniem glinki w proszku do postaci pasty. To gotowy do nałożenia na twarz produkt. Jest kremowa i nie zastyga całkowicie, więc nie ma potrzeby zwilżania jej. Glinka biała słynie z delikatności, więc będzie odpowiednia dla każdego rodzaju cery w tym naczynkowej i wrażliwej. Polecałabym ją przede wszystkim osobom które potrzebują głębszego ale łagodnego oczyszczenia skóry.

♦ pomadka ochronna Benecos może nie wyróżnia się szczególnymi właściwościami, ale urzekła mnie swoim miętowym zapachem. Jeśli lubicie uczucie chłodzenia na ustach, to polecam! Poza tym sprawuje się poprawnie – powiedziałabym pomadka jak pomadka, ale dla mnie zapach mistrzowski.

Na koniec szampon i odżywka z aloesem Herbatint. Tę markę kojarzyłam z naturalnymi farbami do włosów, okazuje się że mają również szampon i odżywkę przeznaczone do włosów farbowanych, łamliwych i przesuszonych. Co prawda moje nie są ani farbowane ani suche, ale aloes jest jednym z moich ulubionych składników w kosmetykach, miałam więc nadzieję że dobrze spisze się również stosowany na włosach. I nie pomyliłam się. Produkty ślicznie pachną, szampon skutecznie oczyszcza skórę, dobrze się pieni a odżywka pozostawia włosy miękkie i lśniące. Ich farby do włosów mają świetne opinie, więc jeśli szukacie jakiegoś naturalnego zamiennika, warto się im przyjrzeć.

I to tyle jeśli chodzi o kosmetyki zużyte w ostatnim czasie i najświeższe zakupy. Dajcie znać co ciekawego obecnie testujecie. A może znacie któryś z pokazanych we wpisie kosmetyków, albo coś szczególnie wpadło Wam w oko? Czekam na Was w komentarzach

]]>
https://feminine.pl/blog/2017/03/02/mix-denka-i-nowosci/feed/ 20